24.04.2024, 17:01 ✶
– Dobrze wiedzieć – powiedział, zastanawiając się po pierwsze czemu nie powiedziała mu o tym przy jej pierwszej wizycie i ile będzie w takim razie potrzebował środków uspokajających, gdyby kiedyś przyszło mu ją pacyfikować. – Nie martw się. Zajmiemy się tym, chociaż sam proces pewnie trochę potrwa
Rzeczywiście utrata kości była zazwyczaj... Bezbolesna, ale jednocześnie zdecydowanie uprzykrzająca życie.
– Nie. Prawdę mówiąc, to pierwszy raz słyszę o czymś takim, ale nie wiem dokładnie w jakim jest stanie i... – Spojrzał się na nią szczerze zaskoczony. Tak. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jaki dzisiaj był dzień, ale że to tylko on miałby mieć pecha? Przecież... Przecież... Ale to ona obecnie nie miała kości! I to kilku! – Nie jestem pewny, czy to tak działa. Teoretycznie to tobie tak poskładano rękę, że teraz nie masz kości. Ja tylko... Pomagam – odpowiedział w końcu po dłuższej chwili. – Myślałem bardziej, źe jeśli coś się dzieje to dotyczy nas obo... A zresztą nie ważne. Właśnie. Nie miałem ci jeszcze okazji podziękować tak na przytomnie za... Hm, wtedy. – A może rzeczywiście to on miał pecha. Tylko w takim razie czemu to łączyło się z Brenną? Eh... Jeśli to wszystko miało jakiś głębszy sens to Basilius go jeszcze nie znalazł.
I bam. Los najwyraźniej postanowił wziąć stronę Brenny w tej dyskusji, bo zesłał na Basiliusa pacjenta, który właśnie na niego wpadł, tak że uzdrowiciel niemal stracił równowagę.
– Eee... — To chyba nie było do końca normalne. Nawet jak na to miejsce.
– Panie Ferdynardzie! Panie Ferdynardzie! Proszę poczekać! — grupa magipielęgniarek przebiegła obok nich, co o dziwo miało już nieco więcej sensu. Basilius przez chwilę rozważał, czy jakoś im pomóc, ale szybko uznał, że personel na pewno sobie poradzi, a on przecież miał pacjentkę.
– Tak, najwyraźniej tak – rzucił, otwierając drzwi i gestem ręki wskazując Brennie, by weszła do środka.
Rzeczywiście utrata kości była zazwyczaj... Bezbolesna, ale jednocześnie zdecydowanie uprzykrzająca życie.
– Nie. Prawdę mówiąc, to pierwszy raz słyszę o czymś takim, ale nie wiem dokładnie w jakim jest stanie i... – Spojrzał się na nią szczerze zaskoczony. Tak. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jaki dzisiaj był dzień, ale że to tylko on miałby mieć pecha? Przecież... Przecież... Ale to ona obecnie nie miała kości! I to kilku! – Nie jestem pewny, czy to tak działa. Teoretycznie to tobie tak poskładano rękę, że teraz nie masz kości. Ja tylko... Pomagam – odpowiedział w końcu po dłuższej chwili. – Myślałem bardziej, źe jeśli coś się dzieje to dotyczy nas obo... A zresztą nie ważne. Właśnie. Nie miałem ci jeszcze okazji podziękować tak na przytomnie za... Hm, wtedy. – A może rzeczywiście to on miał pecha. Tylko w takim razie czemu to łączyło się z Brenną? Eh... Jeśli to wszystko miało jakiś głębszy sens to Basilius go jeszcze nie znalazł.
I bam. Los najwyraźniej postanowił wziąć stronę Brenny w tej dyskusji, bo zesłał na Basiliusa pacjenta, który właśnie na niego wpadł, tak że uzdrowiciel niemal stracił równowagę.
– Eee... — To chyba nie było do końca normalne. Nawet jak na to miejsce.
– Panie Ferdynardzie! Panie Ferdynardzie! Proszę poczekać! — grupa magipielęgniarek przebiegła obok nich, co o dziwo miało już nieco więcej sensu. Basilius przez chwilę rozważał, czy jakoś im pomóc, ale szybko uznał, że personel na pewno sobie poradzi, a on przecież miał pacjentkę.
– Tak, najwyraźniej tak – rzucił, otwierając drzwi i gestem ręki wskazując Brennie, by weszła do środka.