24.04.2024, 17:54 ✶
– Z ostatniego roku? – Basilius zaśmiał się cicho, nieco zmęczonym śmiechem. – To są wszystko listy od niej z tego roku. – A przecież mieli dopiero kwiecień. I to początek kwietnia. – Czasami wysyłała codziennie jeden. A raz kilka kopert, w każdej było po słowie i całość składała się na jedno, jedno zdanie. – Gdyby nie to, że planował poruszyć ten temat, pewnie nie zabrałby listów ze sobą, ale wołał je mieć przy sobie ma wypadek, gdyby potrzebne były dowody odnośnie tego, jak poważny był problem ciotki Ethel. A najgorsze, że to prawie na pewno nie była to żadna klątwą. Ona po prostu taka była. A szkoda. Klątwę dałoby się raczej złamać.
Znowu się roześmiał, tym razem już bardziej szczerze.
– Wyedukowany, dorosły mężczyzna parający się szlachetnym zawodem? – spytał z nieco uniesionymi brwiami, bo chociaż miał dobra wiedzę, kiedy ostatni raz sprawdzał był dorosły i rzeczywiście raczej jego zawód cieszył się uznaniem, to ta zbitka wyrazowa, którą zafundował mu kuzyn zabrzmiała zabawnie.
– Ale masz rację. Na Merlina Laurent musimy jej znaleźć jakieś zajęcie. Tylko nie kolekcjonowanie tych lalek. I to szybko, bo pewnie będzie tylko coraz gorzej. – A w intencji każdego Prewetta było to, by nie było coraz gorzej. I to nie tak, że jej nie współczuł. Domyślał się, że ciotka Ethel miała po prostu przykre życie i próbowała robić cokolwiek, by było w nim trochę lepiej, co należało chyba trochę chwalić, bo hej, jego matka nawet tego nie próbowała, a jedynie siedziała na wsi i robiła wszystko, by udowodnić każdemu, że jej życie jest okropne. Po prostu Basilius naprawdę miał wiele własnych zmartwień na głowie, by ogarniać jeszcze stuknięta krewną, kiedy miała ona przecież bliższą rodzinę, która sama mogłaby coś zrobić.
– No dobrze – westchnął, uznając że nie będzie marudzić przynajmniej przez kolejny kwadrans. – Ale przysięgam jeśli ona znowu każe tym lalkom tańczyć, to udam, że zemdleję i twoja w tym głowa, byś przekonał ją, że jest że mną na tyle źle, że musimy iść, ale na tyle dobrze, by nie wzywać Munga – Tu już naprawdę żartował. Nawet jeśli często tym groził, to nie wykorzystywał swojej choroby, by uciekać z nieprzyjemnych spotkań towarzyskich. Rozważał to czasem, owszem. Ale nigdy tego nie robił. – A co u ciebie? Wiesz, miło jest spędzić z tobą czas, gdy akurat nie jesteś umierający.
Znowu się roześmiał, tym razem już bardziej szczerze.
– Wyedukowany, dorosły mężczyzna parający się szlachetnym zawodem? – spytał z nieco uniesionymi brwiami, bo chociaż miał dobra wiedzę, kiedy ostatni raz sprawdzał był dorosły i rzeczywiście raczej jego zawód cieszył się uznaniem, to ta zbitka wyrazowa, którą zafundował mu kuzyn zabrzmiała zabawnie.
– Ale masz rację. Na Merlina Laurent musimy jej znaleźć jakieś zajęcie. Tylko nie kolekcjonowanie tych lalek. I to szybko, bo pewnie będzie tylko coraz gorzej. – A w intencji każdego Prewetta było to, by nie było coraz gorzej. I to nie tak, że jej nie współczuł. Domyślał się, że ciotka Ethel miała po prostu przykre życie i próbowała robić cokolwiek, by było w nim trochę lepiej, co należało chyba trochę chwalić, bo hej, jego matka nawet tego nie próbowała, a jedynie siedziała na wsi i robiła wszystko, by udowodnić każdemu, że jej życie jest okropne. Po prostu Basilius naprawdę miał wiele własnych zmartwień na głowie, by ogarniać jeszcze stuknięta krewną, kiedy miała ona przecież bliższą rodzinę, która sama mogłaby coś zrobić.
– No dobrze – westchnął, uznając że nie będzie marudzić przynajmniej przez kolejny kwadrans. – Ale przysięgam jeśli ona znowu każe tym lalkom tańczyć, to udam, że zemdleję i twoja w tym głowa, byś przekonał ją, że jest że mną na tyle źle, że musimy iść, ale na tyle dobrze, by nie wzywać Munga – Tu już naprawdę żartował. Nawet jeśli często tym groził, to nie wykorzystywał swojej choroby, by uciekać z nieprzyjemnych spotkań towarzyskich. Rozważał to czasem, owszem. Ale nigdy tego nie robił. – A co u ciebie? Wiesz, miło jest spędzić z tobą czas, gdy akurat nie jesteś umierający.