24.04.2024, 19:15 ✶
– Mam nadzieje, że wiesz, że powinnaś obawiać się dnia, kiedy to ja zacznę przekręcać twoje imię – rzucił, przysuwając jeszcze bliżej niej talerzyk z muffinką. No weź to zjedź. Inaczej Śmierć cię zabierze nie dlatego, że nadejdzie twój czas, a bo pozazdrości ci twojej sylwetki. Ciekawe, czy gdyby zapłacił Bucky'emu pod stołem, ten zacząłby przemycać do jej bułeczek jakieś warzywa, lub dolewać do kawy jakiś eliksir odżywczy? Mógł na pewno samemu coś uważyć, lub wziąć z Munga.
– Słucham? – spytał, marszcząc brwi, gdy już usiadł przy stole i przy okazji strzepnął na ziemię jakieś okruszki z blatu. – Skąd ty... Zaraz. Jutro jest który? — Na jego twarzy przemknął cień zmartwienia. 6.9.1969. Kurwa. To była dziwna data. Dziwna data. A w dziwne daty działy się dziwne rzeczy, zawsze związane z jedną osobą. A on naprawdę jutro miał randkę i nieszczególnie chciał, by została zepsuta. Ale przecież na pewno nic takiego się nie wydarzy prawda? Przecież to nie była jakaś... pechowa data, a data z kategorii Śmieją się z niej dwunastolatkowie i najwyraźniej Millie Moody. – Mam jutro... Randkę, ale niczego nie planuję – odpowiedział, patrząc na nią znacząco odnośnie tego, czy zamierzał kogoś przelecieć. Kłamał. Planował i liczył, że te plany wyjdą.
– I to nie... – skrzywił się na wspomnienie tamtej pacjentki. Aż dziwne, że po gigantycznej histerii, którą wtedy zrobiła, mógł patrzeć na kobiecy biust bez flashbacków z tamtego dnia w pracy. Proszę spojrzeć co oni mi zrobili. Jak pan zaraz tego nie naprawi, to będzie pan płacił za wszystkie moje staniki do końca życia! Nie że miał ostatnio okazję sprawdzać. – Ona pracuje w jednej ksiegarni, do której czasem chodzę. Wydaje się być całkiem sympatyczna.
– Słucham? – spytał, marszcząc brwi, gdy już usiadł przy stole i przy okazji strzepnął na ziemię jakieś okruszki z blatu. – Skąd ty... Zaraz. Jutro jest który? — Na jego twarzy przemknął cień zmartwienia. 6.9.1969. Kurwa. To była dziwna data. Dziwna data. A w dziwne daty działy się dziwne rzeczy, zawsze związane z jedną osobą. A on naprawdę jutro miał randkę i nieszczególnie chciał, by została zepsuta. Ale przecież na pewno nic takiego się nie wydarzy prawda? Przecież to nie była jakaś... pechowa data, a data z kategorii Śmieją się z niej dwunastolatkowie i najwyraźniej Millie Moody. – Mam jutro... Randkę, ale niczego nie planuję – odpowiedział, patrząc na nią znacząco odnośnie tego, czy zamierzał kogoś przelecieć. Kłamał. Planował i liczył, że te plany wyjdą.
– I to nie... – skrzywił się na wspomnienie tamtej pacjentki. Aż dziwne, że po gigantycznej histerii, którą wtedy zrobiła, mógł patrzeć na kobiecy biust bez flashbacków z tamtego dnia w pracy. Proszę spojrzeć co oni mi zrobili. Jak pan zaraz tego nie naprawi, to będzie pan płacił za wszystkie moje staniki do końca życia! Nie że miał ostatnio okazję sprawdzać. – Ona pracuje w jednej ksiegarni, do której czasem chodzę. Wydaje się być całkiem sympatyczna.