24.04.2024, 19:27 ✶
Nikt nie powiedział, że życie w świetle fleszy będzie łatwe. Erik nie był przyzwyczajony do tego, aby dzielić się swoimi prywatnymi sprawami z obcymi, a kontakt z reporterami poniekąd go do tego zmuszał. Nawet jeśli bankiet czy przyjęcie go nie dotyczyły, to poniekąd musiał obnosić się z własnymi przeżyciami i przekonaniami, aby pokazać, czemu dane wydarzenie było ważne i czemu warto było je wspierać. A to, że Longbottom był empatyczny, tylko zaskarbiło mu to przychylność tłumu.
Kaktus zrobi istną fururorę, pomyślał z przekąsem. W końcu media potrzebowały nowego haka na spragnionych plotek czytelników. Bal Longbottomów mógłby równie dobrze mieć miejsce w innym stuleciu, a wydarzenia z Beltane powoli przestawały być tak nośne, jak w maju czy czerwcu, toteż trzeba było znaleźć sobie nowy cel. Bądź co bądź, sezon ogórkowy powoli dobiegał końca, a socjeta wracała z urlopów i zagranicznych wakacji, aby wrócić do życia w Wielkiej Brytanii. A gazety tylko czekały na to, aby znowu pławić się w nowych doniesieniach ze świata znanych i lubianych.
— Powodzenia — podsumował tylko.
To nawet nie chodziło o to, że miał złe przeczucia co do piwnicy. Wprawdzie ukryte przejście do podziemi brzmiało dosyć niepokojąco, jednak Erik nie przepadał też za ciemnymi, klaustrofobicznymi zakamarkami. Zdecydowanie preferował otwarte przestrzenie i świadomość, że miał nad sobą niebo i słońce. Erik nie zdążył nawet zbyt dobrze rozejrzeć się po zapleczu, gdy dobiegły go słowa Thomasa. Kolega miał chyba całkiem niezłą passę, skoro tak szybko wpadł na kolejny trop. Szczęście pracownika powracającego z dłuższego urlopu? Być może.
— Co takiego? — rzucił głośno, truchtając z powrotem w stronę klapy.
Przykląkł przy drabince, po czym z wahaniem zszedł na dół. Jego serce zaczęło bić tym szybciej, im niżej schodził. Cały czas zerkał nerwowo w górę, obawiając, że klapa faktycznie sama się zatrzaśnie. Dopiero gdy zobaczył dosyć nieudolny ruch ze strony Thomasa, zwrócił uwagę na jego rękę.
— Nieźle się załatwiłeś — skomentował, przekrzywiając głową, przyglądając się smętnie zwisającej kończynie. — Mówiłem, żebyś był ostrożny. Nie pamiętasz, co gada Alastor? ''Stała czujność''? — Zacmokał nerwowo. — To by było na tyle, jeśli chodzi o odpowiednie rozpoznanie terenu, co?
Longbottom nie był pewny, po jaki czar sięgnął Hardwick, jednak cokolwiek to było... Nie zadziałało. A przynajmniej nie ujawniło to żadnych widocznych na pierwszy rzut oka efektów. Byli tutaj tylko oni i skrzynka. I to, co było w środku.
Kaktus zrobi istną fururorę, pomyślał z przekąsem. W końcu media potrzebowały nowego haka na spragnionych plotek czytelników. Bal Longbottomów mógłby równie dobrze mieć miejsce w innym stuleciu, a wydarzenia z Beltane powoli przestawały być tak nośne, jak w maju czy czerwcu, toteż trzeba było znaleźć sobie nowy cel. Bądź co bądź, sezon ogórkowy powoli dobiegał końca, a socjeta wracała z urlopów i zagranicznych wakacji, aby wrócić do życia w Wielkiej Brytanii. A gazety tylko czekały na to, aby znowu pławić się w nowych doniesieniach ze świata znanych i lubianych.
— Powodzenia — podsumował tylko.
To nawet nie chodziło o to, że miał złe przeczucia co do piwnicy. Wprawdzie ukryte przejście do podziemi brzmiało dosyć niepokojąco, jednak Erik nie przepadał też za ciemnymi, klaustrofobicznymi zakamarkami. Zdecydowanie preferował otwarte przestrzenie i świadomość, że miał nad sobą niebo i słońce. Erik nie zdążył nawet zbyt dobrze rozejrzeć się po zapleczu, gdy dobiegły go słowa Thomasa. Kolega miał chyba całkiem niezłą passę, skoro tak szybko wpadł na kolejny trop. Szczęście pracownika powracającego z dłuższego urlopu? Być może.
— Co takiego? — rzucił głośno, truchtając z powrotem w stronę klapy.
Przykląkł przy drabince, po czym z wahaniem zszedł na dół. Jego serce zaczęło bić tym szybciej, im niżej schodził. Cały czas zerkał nerwowo w górę, obawiając, że klapa faktycznie sama się zatrzaśnie. Dopiero gdy zobaczył dosyć nieudolny ruch ze strony Thomasa, zwrócił uwagę na jego rękę.
— Nieźle się załatwiłeś — skomentował, przekrzywiając głową, przyglądając się smętnie zwisającej kończynie. — Mówiłem, żebyś był ostrożny. Nie pamiętasz, co gada Alastor? ''Stała czujność''? — Zacmokał nerwowo. — To by było na tyle, jeśli chodzi o odpowiednie rozpoznanie terenu, co?
Longbottom nie był pewny, po jaki czar sięgnął Hardwick, jednak cokolwiek to było... Nie zadziałało. A przynajmniej nie ujawniło to żadnych widocznych na pierwszy rzut oka efektów. Byli tutaj tylko oni i skrzynka. I to, co było w środku.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞