24.04.2024, 19:29 ✶
— Każdy ma inne upodobania — mruknął, wzruszając przy tym ramionami, po czym uśmiechnął się przewrotnie. — Ja założyłbym togę, zamiast jedwabnego szlafroka.
Gardził kawą, toteż akurat w tej sprawie nie trzeba było się zbytnio przejmować jego preferencjami. Pierwsze miejsce na podium ulubionych napitków od lat nieprzerwanie zajmowała herbata i nic nie zapowiadało, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Co zaś tyczyło się jego ekstrawagancji... Chyba po prostu musiał być tym stonowanym. Tym, który zachowywał się, jak należało, ubierał się, jak należało, kiedy jego siostra pakowała się w kłopoty i gasiła pożary. Ktoś musiał ją równoważyć, skoro sama nie zwracała zbytnio uwagi na ten dysbalans.
— Pytasz o ich akta? — dopytał Erik, bo rekordy można było rozumieć dwojako. — Jeśli prowadzono jakieś szeroko zakrojone śledztwa w ich sprawie, to Brygada Uderzeniowa musi posiadać jakąś dokumentację na ten temat. Znając życie, większość zapisków dotyczy samych zaginionych i osób, które je zgłosiły.
Westchnął cicho, uchylając drzwiczki przy szafce nocnej. Biorąc pod uwagę, przez ile rąk przeszła posiadłość, oryginalni właściciele musieli ją stracić już dobry kawałek czasu temu. Procedury Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mogły ulec sporym zmianom, podobnie jak standardy dotyczące prowadzenia śledztw. Dodać do tego jeszcze kwestie archiwizacji dokumentów, a właściwie nic nie było pewne. Teoretycznie w murach Ministerstwa Magii powinny być jakieś zapiski i akta, ale czy przeżyły czystki, gdy władza w rządzie była przekazywana z jednego Ministra Magii do drugiego?
— W prasie też mogłoby coś być, o ile rodzina była na językach. Możliwe, że weszli w to głębiej niż śledczy w tamtym czasie. Mogli próbować nagłośnić sprawę chwytliwymi nagłówkami na zasadzie ''kuzyn XYZ zaginął". — Zamilkł na moment. — Najprościej byłoby przejrzeć sam dom. Może jakieś obrazy albo zdjęcia w albumach będą podpisane.
Erik wyjął z szafki kilka znajdujących się tam książek i buteleczkę z jakimś płynem. Etykieta zdążyła już zupełnie wyblaknąć, więc nie potrafił stwierdzić, co znajdowało się w środku. Lek? Sok? Alkohol? Odstawił szkło na bok, wertując bez większego zaangażowania cienkie tomy, szukając jakiejś zakładki, zagubionego listu czy notatki właścicielki.
— A czego wy nie macie w tym departamencie? — mruknął, skołowany komentarzem wuja.
Dziwiło go trochę to, że Departament Tajemnic mógł mieć dostęp do informacji tego typu. Z drugiej strony, może nie powinien się temu dziwić? Ministerstwo Magii miało dostęp do listy zalegalizowanych animagów i wilkołaków, którzy wpisali się do odpowiednich rejestrów. Może Niewymowni ze swoimi sekretami mieli sposoby na dotarcie także do innych utalentowanych czarodziejów i czarownic?
Gardził kawą, toteż akurat w tej sprawie nie trzeba było się zbytnio przejmować jego preferencjami. Pierwsze miejsce na podium ulubionych napitków od lat nieprzerwanie zajmowała herbata i nic nie zapowiadało, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Co zaś tyczyło się jego ekstrawagancji... Chyba po prostu musiał być tym stonowanym. Tym, który zachowywał się, jak należało, ubierał się, jak należało, kiedy jego siostra pakowała się w kłopoty i gasiła pożary. Ktoś musiał ją równoważyć, skoro sama nie zwracała zbytnio uwagi na ten dysbalans.
— Pytasz o ich akta? — dopytał Erik, bo rekordy można było rozumieć dwojako. — Jeśli prowadzono jakieś szeroko zakrojone śledztwa w ich sprawie, to Brygada Uderzeniowa musi posiadać jakąś dokumentację na ten temat. Znając życie, większość zapisków dotyczy samych zaginionych i osób, które je zgłosiły.
Westchnął cicho, uchylając drzwiczki przy szafce nocnej. Biorąc pod uwagę, przez ile rąk przeszła posiadłość, oryginalni właściciele musieli ją stracić już dobry kawałek czasu temu. Procedury Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mogły ulec sporym zmianom, podobnie jak standardy dotyczące prowadzenia śledztw. Dodać do tego jeszcze kwestie archiwizacji dokumentów, a właściwie nic nie było pewne. Teoretycznie w murach Ministerstwa Magii powinny być jakieś zapiski i akta, ale czy przeżyły czystki, gdy władza w rządzie była przekazywana z jednego Ministra Magii do drugiego?
— W prasie też mogłoby coś być, o ile rodzina była na językach. Możliwe, że weszli w to głębiej niż śledczy w tamtym czasie. Mogli próbować nagłośnić sprawę chwytliwymi nagłówkami na zasadzie ''kuzyn XYZ zaginął". — Zamilkł na moment. — Najprościej byłoby przejrzeć sam dom. Może jakieś obrazy albo zdjęcia w albumach będą podpisane.
Erik wyjął z szafki kilka znajdujących się tam książek i buteleczkę z jakimś płynem. Etykieta zdążyła już zupełnie wyblaknąć, więc nie potrafił stwierdzić, co znajdowało się w środku. Lek? Sok? Alkohol? Odstawił szkło na bok, wertując bez większego zaangażowania cienkie tomy, szukając jakiejś zakładki, zagubionego listu czy notatki właścicielki.
— A czego wy nie macie w tym departamencie? — mruknął, skołowany komentarzem wuja.
Dziwiło go trochę to, że Departament Tajemnic mógł mieć dostęp do informacji tego typu. Z drugiej strony, może nie powinien się temu dziwić? Ministerstwo Magii miało dostęp do listy zalegalizowanych animagów i wilkołaków, którzy wpisali się do odpowiednich rejestrów. Może Niewymowni ze swoimi sekretami mieli sposoby na dotarcie także do innych utalentowanych czarodziejów i czarownic?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞