24.04.2024, 22:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2024, 22:20 przez Basilius Prewett.)
Oh Basilius doskonale znał ten typ smutnej miny. I nie zamierzał pozwolić na to, by jakkolwiek go ona ruszyła. Przywołał więc swoje najpoważniejsze spojrzenie stanowczego medyka i postanowił wbić je prosto w Brennę.
– Wiesz, zawsze nas uczono, że w przypadku odrosniecia kości, można wypisać pacjentowi nawet dłuższy urlop. – A potem się serdecznie uśmiechnął. – Tak na dwa dni? – I teraz dopiero jej groził. Brenna miała niestety tego pecha, że po pierwsze był jej uzdrowicielem i nie chciał, by coś jej się stało, a po drugie całkiem ją lubił, więc jeszcze bardziej nie chciał, by coś jej się stało.
On naprawdę był przekonany, że ten piątek nie będzie tak przeklęty. Czemu? Nie wiedział. Chyba był głupi.
Na całe szczęście dzięki Brennie nie wywalił się na podłogę, a jemu przez głowę przeszła myśl, że w jego rodzinie krążył następujący żart o Longbottomach Ilu Longbottomów jest potrzebnych by wymienić żarówkę? Trudno powiedzieć. Każdy by chciał, ale każdy jest zbyt zajęty łapaniem potykającej się staruszki. Oczywiście to był tylko głupi żart, a on był bardzo wdzięczny Brennie za to, że go złapała.
– Ale w teorii pan Ferdynard nie jest moim przypadkiem. A zaczął szaleć kiedy ty tutaj przyszłaś – zauważył, jakby to teraz miało jakiekolwiek znaczenie.
Kurwa mać po prostu kurwa mać, skurwiony gumochłon by to wszystko kurwił. – klnął dalej w głowie, kiedy zorientował się, że tak łatwo stąd nie wyjdą.
Wziął głęboki oddech. Policzył do dziesięciu. Wykrzyczał w głowie jeszcze kilka przekleństw. A potem mógł już na spokojnie działać.
– Nie. To izolatka. Byłoby całkiem głupio gdyby otwierała od wewnątrz — mruknął, przesuwając dłonią po twarzy, a potem podszedł do drzwi. Popatrzył na nie przez chwilę i zaczął uderzać w nie pięściami.
– Halo? Jest tam kto? Zostałem zamknięty z pacjentką. Halo? Proszę otworzyć. Inny pacjent ukradł mi różdżkę! – krzyczał, łomocząc w drzwi, ale z tego co słyszał, wszyscy już zdążyli zauważyć, że Pan Ferdynard miał czyjąś różdżkę i byli zbyt zajęci gonieniem go, by ich usłyszeć. Nie przeszkadzało mu to jednak w dalszym uderzaniu w drzwi, uznając to za najlogiczniejszą rzecz, która mogli zrobić w tej sytuacji. I jeszcze mu zabrał różdżkę. JEGO różdżkę.
– Wiesz, zawsze nas uczono, że w przypadku odrosniecia kości, można wypisać pacjentowi nawet dłuższy urlop. – A potem się serdecznie uśmiechnął. – Tak na dwa dni? – I teraz dopiero jej groził. Brenna miała niestety tego pecha, że po pierwsze był jej uzdrowicielem i nie chciał, by coś jej się stało, a po drugie całkiem ją lubił, więc jeszcze bardziej nie chciał, by coś jej się stało.
On naprawdę był przekonany, że ten piątek nie będzie tak przeklęty. Czemu? Nie wiedział. Chyba był głupi.
Na całe szczęście dzięki Brennie nie wywalił się na podłogę, a jemu przez głowę przeszła myśl, że w jego rodzinie krążył następujący żart o Longbottomach Ilu Longbottomów jest potrzebnych by wymienić żarówkę? Trudno powiedzieć. Każdy by chciał, ale każdy jest zbyt zajęty łapaniem potykającej się staruszki. Oczywiście to był tylko głupi żart, a on był bardzo wdzięczny Brennie za to, że go złapała.
– Ale w teorii pan Ferdynard nie jest moim przypadkiem. A zaczął szaleć kiedy ty tutaj przyszłaś – zauważył, jakby to teraz miało jakiekolwiek znaczenie.
Kurwa mać po prostu kurwa mać, skurwiony gumochłon by to wszystko kurwił. – klnął dalej w głowie, kiedy zorientował się, że tak łatwo stąd nie wyjdą.
Wziął głęboki oddech. Policzył do dziesięciu. Wykrzyczał w głowie jeszcze kilka przekleństw. A potem mógł już na spokojnie działać.
– Nie. To izolatka. Byłoby całkiem głupio gdyby otwierała od wewnątrz — mruknął, przesuwając dłonią po twarzy, a potem podszedł do drzwi. Popatrzył na nie przez chwilę i zaczął uderzać w nie pięściami.
– Halo? Jest tam kto? Zostałem zamknięty z pacjentką. Halo? Proszę otworzyć. Inny pacjent ukradł mi różdżkę! – krzyczał, łomocząc w drzwi, ale z tego co słyszał, wszyscy już zdążyli zauważyć, że Pan Ferdynard miał czyjąś różdżkę i byli zbyt zajęci gonieniem go, by ich usłyszeć. Nie przeszkadzało mu to jednak w dalszym uderzaniu w drzwi, uznając to za najlogiczniejszą rzecz, która mogli zrobić w tej sytuacji. I jeszcze mu zabrał różdżkę. JEGO różdżkę.