To, że jego kuzynka zachichotała na wystosowane przez niego gratulacje, nie uszło jego uwadze. Po powrocie z tego ośrodka powinien kupić dla nowożeńców jakiś ślubny prezent. Widocznie to był jakiś nagły poryw serca, że ta dwójka wyprosiła na jednym z kapłanów szybki ślub. Takie historie nie zdarzały się tylko w romansach, które czytywała jego matka.
— Mam nadzieję, że nie odmówicie przyjęcia prezentu ślubnego. — Poruszony przez niego temat mógł okazać się kolejną bombą rzuconą w stronę towarzystwa. Nie sposób też nie dostrzec tego, że spojrzenie Rosie nieco stwardniało, a ona sama ściągnęła na moment usta. Umniejszenie umiejętnościom kuzynki nie nastąpiło z przejawu czystej złośliwości. Jedyna różnica między nimi była taka, że do przeprowadzania wszelakich egzorcyzmów uprawniała go praca na rzecz Ministerstwa Magii.
— Och, co za fascynująca historia. Dotąd o niej nie słyszałem. Chętnie poświęcę kilka chwil na wysłuchanie twojej opowieści. — Zwrócił się do Alexandra nacechowanym pełnym sceptycyzmu tonem, jakby chciał zakomunikować temu czarodziejowi, że ze wszystkich historii, które się nie wydarzyły, ta nie wydarzyła się najbardziej. Nie umniejszając umiejętnością swojej kuzynki, której tak naprawdę jedynie mógł zarzucić to, że prowadzona przez nią działalność nie funkcjonowała z ramienia Ministerstwa Magii i że odbierała takim egzorcystom jak on pracę. Zaprzeczenie słowom męża jego kuzynki sprawiłoby, że jednak umniejszyłby swojej kuzynce i posiadanym przez nią doświadczeniu jako egzorcystka - nie pozostawało jednak złudzeń, że najlepszych egzorcystów zatrudniało Ministerstwo Magii i że czarodzieje w potrzebie prędzej zwrócą się do władz o rozwiązanie problemu z duchami, niż udadzą się na Nokturn w poszukiwaniu specjalistki - chyba, że mają do ukrycia niecne występki. — Ja potrafię o siebie zadbać, jeśli chodzi o nadprzyrodzone zagrożenie. Wychodzi na to, że będziesz w dobrych rękach. — W tym momencie Leon nie zamierzał prowokować jakiejkolwiek kłótni. Nie zmieniało, że swoje pomyślał. Daleki od przyzwoitego stan zdrowia praktycznie uniemożliwiał mu podejmowanie jakichkolwiek działań opartych o aktywność fizyczną.
— O którym aurowidzu mówimy? — Zapytał Ambrosię. W przypadku aurowidzów dobrze byłoby usłyszeć znajome personalia. Wówczas mógłby samemu przyznać czarownicy rację w kwestii obecności tego aurowidza. Z jednym z nich pozostawał spokrewniony. Obecność Caina okazałaby się przydatna pod tym względem. W chwili obecnej Leon mógł uznać, że sprawa roślin nie wymaga interwencji ze strony czarodziejów. Jak będzie w dalszym etapie przeprowadzanych przez nich poszukiwań to się jeszcze okaże.
— Postawiony przez nas układ okazał się wielce... obiecujący. — Wyraził swoje zdanie za pomocą zręcznie ugrzecznionego eufemizmu zamiast po prostu powiedzieć, że mogą mieć przejebane.
— Jeśli podzielimy się na mniejsze grupki to powinno nam pójść sprawniej. — Zasugerował spoglądając na wszystkich zebranych, chcąc dowiedzieć się co o tym myślą. Leonowi taki plan w większości przypadł do gustu - za wyjątkiem poszukiwania nieumarłych. Powoli podążył w stronę pomostu. Na razie, dopóki nie ustalą tego, czy się rozdzielają, zamierzał się podążać razem z nimi.
— To wygląda jakby w ostatnim czasie tutaj nikogo nie było. — Zauważył wskazując palcem w stronę w zauważonej przez siebie pobliskiej połaci zielonej, bujnej trawy wśród której trudno szukać śladów bytności człowieka.
!4energiawindermere