24.04.2024, 23:34 ✶
Londyn, 26 VI 1972
Axel,
comment ça va? Pas si bon?
Poranne ptaszki przyniosły mi dzisiejszą kopię Proroka Codziennego. Poza standardową garścią ludzkich radości i dramatów, a także durnych krzyżówek i rebusów z samego końca, wyłuskałam też wspaniałe oświadczenie głowy rodu Mulciber.
I kto to taki? A kto tak wyrósł na dużego chłopca? Nasz Alexander?
Niebywałe tak sowicie, że aż powąchałam kubek z herbatą, w obawie, że mi czegoś dolali. Po opanowaniu histerycznego śmiechu postanowiłam przeżyć to raz jeszcze i przeczytałam wieści znowu.
Kto cię do tego przymusił, co? Nie ma opcji, prędzej Merlin przyszedłby na ten świat raz drugi, żebyś sam na to wszystko wpadł. Kto taki trzyma ci różdżkę przy potylicy? Niech twoja sowa mrugnie dwa razy w odpowiedzi, jeśli potrzebujesz pomocy.
Daj znać, co się stało. Mam szczerą nadzieję, że po prostu znowu zacząłeś ćpać.
Całkiem szczerze zatroskana,
Eden
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~