Nie miała żadnego, najmniejszego chociaż przebłysku myśli, ze coś jest nie tak. Że miłość, jaką czuła, ta cała adoracja, że uważała Cathala za idealnego, to nie są jej własne przemyślenia i olśnienie. Przecież był przystojny, w jej typie, absolutnie niegłupi i nie pozwalał sobą dyrygować, potrafił być też zabawny kiedy chciał i choć nie wszystko robił bezinteresownie, to jednak troszczył się o tych, których polubił. I chyba ją też lubił…? A na pewno daleka była od jakichkolwiek podejrzeń, że Cathal uważał ją za bezwzględną zdrajczynię, która wystawiła ich wszystkich do wiatru i jak na talerzu komuś innemu, że chciała mu zabrać to wszystko, na co razem tyle pracowali. Nie widziała żadnego cienia, żadnej negatywnej myśli, żadnej przesłanki, że Shafiq chciałby ją utopić w tym jeziorze dla własnego spokoju. Był przecież wspaniały, był ideałem, uosobieniem jej marzeń – nie mógłby tego zrobić, bo niby dlaczego?
– Tak, może, to brzmi prawdopodobnie i na pewno napędza turystykę. Całkiem sporo tutaj gości, nie? Mam wrażenie, że to dość ruchliwe miejsce i w sumie nic dziwnego, ładne widoki, świeże powietrze… Podoba mi się tu, wiesz? Trochę tęsknię za wschodami słońca w Aleksandrii. Słońce wtedy w taki malowniczy sposób wynurza się z wody, ta faluje, granat rysowany jest czerwienią i różem. Jest taki piękny wiersz o spaleniu biblioteki aleksandryjskiej, nie wiem, czy go kiedyś słyszałeś, mugolski. Zawarta jest tu rozległa pamięć wieków minionych, miecze i bohaterowie, lakoniczne symbole algebry, wiedza co sonduje planety rządzące przeznaczeniem – to najbardziej pamiętała, bo najbardziej ją uderzało i dotykało jej zainteresowań. Mugol, który dotykał w swym wierszu rzeczy rządzących też czarodziejskim światem, pisał o alchemii, ziołach, poniekąd o magii…
– Kaczki? A co niesamowitego jest w kaczkach? – zdumiała się widocznie i oderwała spojrzenie od tafli wody, odwracając się do Cathala tak, że aż się podparła jedną ręką trawy, drugą wciąż obejmując swoje kolana. – To na pewno nie są żadne… Na pewno nie muszę ci znowu robić wykładu o inbredzie – wiedziała, że pamięta, rozmawiali o tym już kiedyś. Była przekonana, że zwieźli tu jakieś inne kaczki i teraz robili z nich jakąś dziwną atrakcję? Nie rozumiała tego za bardzo.
Zresztą tego, że Cathal tak się uparł na łażenie po lesie po ciemku, też nie rozumiała i spojrzała na niego z niezrozumieniem właśnie, zamrugała kilka razy, łącząc wątki – ale ewidentnie gdzieś zachodził jakiś błąd.
– Ale czemu po ciemku? Wiem przecież, że nie widzisz w ciemności. Myślałam, że już skończyliśmy temat lasu, że po śniadaniu i żeby porozmawiać z resztą? – powtórzyła, bo może jakoś tego nie załapał? Nie zrozumiał? Przekrzywiła lekko głowę, w swoim zwyczaju, w stronę jednego ramienia. – Myślałam po prostu, że tak ogólnie chcesz się przejść, może brzegiem jeziora, nie wiem, dlatego zapytałam, tak? – wyjaśniła nieco skołowana, nie rozumiejąc, o co chodzi. Czy zrobiła coś nie tak? Powiedziała coś nie w porządku? Serce biło jej jak oszalałe, nie chciała sprawić, że się do niej zrazi, nie on, nie…