25.04.2024, 09:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2024, 09:24 przez Cathal Shafiq.)
Zdrajczyni.
Czerń oplatała Cathala, oblepiała go jak smoła. Walczył z podszeptami czarnoksiężników przez niemal całe swoje życie: z głosami, rozbrzmiewającymi w głowie, jednym przemawiającym sprzed wieków, i drugim szepcącym z otchłani wiecznie żywych wspomnień. A teraz do tych głosów dołączyły kolejne, których jednak nie potrafił rozróżnić od swojego własnego.
Ginewra cię zdradzi.
Nikt nie potrafi zezłościć cię tak jak Ulysses.
Nell zawsze będzie lepsza od ciebie.
Jego umysł, dusza i serce wypełniały się ciemnością.
– Morze i pustynie Egiptu to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widziałem. To kraina ognia, wody i rozgwieżdżonego nieba – powiedział Cathal, siląc się na spokój. Może było to dziwne stwierdzenie, wszak Egipt był suchą krainą, ale tej krainie życie dawała woda, przepływający przez nią Nil, a na morskim wybrzeżu powstała wspaniała Aleksandria. Wypalone przez słońce i wyjałowione przez wiatry piaskowe wydmy, złote za dnia i srebrzyste nocą, i błyszczące wody Nilu, dwie skrajności, tuż obok siebie. Cathal kochał to na swój sposób, ale kochał i wiele innych miejsc, może właśnie dlatego, że tak bardzo były od siebie różne. – Nie, nigdy nie słyszałem tego wiersza.
Ale jego fragment zapisał się teraz w pamięci Shafiqa: na zawsze. Wraz z tonem głosu Ginewry, jej spojrzeniem i ciemnym kształtem wyspy, znaczącej się na jeziorze.
– Właściwie to był żart. W przewodniku wspominają, że można kupić ziarno i je nakarmić. Nie wydaje mi się to naprawdę wielką atrakcją. – A Cathal złościł się na Ulyssesa za samą sugestię, że mieliby je karmić, chociaż teraz nie był pewien, co go tak zagniewało. Jasne, zupełnie nie interesowało go karmienie kaczek, ale czy to był powód do takiej złości? Nie miało to jednak znaczenia: liczyło się teraz tylko to, że stał u boku zdrajczyni i sądząc po tym, jak zareagowała na jego słowa, chyba zaczęła orientować się, że coś jest nie tak. Nie powinien niczego po sobie pokazać. Nie powinien dopuścić do tego, aby zorientowała się, że ją podejrzewa. Wtedy straci tę odrobinę przewagi, jaką nad nią uzyskał. – Rzeczywiście, sporo to ludzi. Nell usłyszała o tym miejscu na Pokątnej. Widać zaczęło przyciągać czarodziei. Może jednak jest trochę prawdy w legendach o wiedźmach z Inglewood, skoro tak tutaj lgną.
W końcu było mugolskim miejscem wypoczynkowym.
Odetchnął i wyciągnął dłonie z kieszeni, odwracając się ku kobiecie. Przez moment chciał ją spytać, dlaczego postanowiła postąpić tak, jak postąpiła - czy to przez jego kłótnię z Letą o filary i wyjazd tej z powrotem do Egiptu? Czy obiecano jej pieniądze? Nie oczekiwał od ludzi specjalnej lojalności, tej spodziewając się bodaj tylko od Ulyssesa i Nell, ale jednak skoro pracowali razem, powinno jej zależeć przynajmniej na rezultatach prac.
Upomniał się, że powinien zachowywać się normalnie. Nie mogła mieć żadnych podejrzeń.
– W porządku, możemy kawałek się przejść.
Czerń oplatała Cathala, oblepiała go jak smoła. Walczył z podszeptami czarnoksiężników przez niemal całe swoje życie: z głosami, rozbrzmiewającymi w głowie, jednym przemawiającym sprzed wieków, i drugim szepcącym z otchłani wiecznie żywych wspomnień. A teraz do tych głosów dołączyły kolejne, których jednak nie potrafił rozróżnić od swojego własnego.
Ginewra cię zdradzi.
Nikt nie potrafi zezłościć cię tak jak Ulysses.
Nell zawsze będzie lepsza od ciebie.
Jego umysł, dusza i serce wypełniały się ciemnością.
– Morze i pustynie Egiptu to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widziałem. To kraina ognia, wody i rozgwieżdżonego nieba – powiedział Cathal, siląc się na spokój. Może było to dziwne stwierdzenie, wszak Egipt był suchą krainą, ale tej krainie życie dawała woda, przepływający przez nią Nil, a na morskim wybrzeżu powstała wspaniała Aleksandria. Wypalone przez słońce i wyjałowione przez wiatry piaskowe wydmy, złote za dnia i srebrzyste nocą, i błyszczące wody Nilu, dwie skrajności, tuż obok siebie. Cathal kochał to na swój sposób, ale kochał i wiele innych miejsc, może właśnie dlatego, że tak bardzo były od siebie różne. – Nie, nigdy nie słyszałem tego wiersza.
Ale jego fragment zapisał się teraz w pamięci Shafiqa: na zawsze. Wraz z tonem głosu Ginewry, jej spojrzeniem i ciemnym kształtem wyspy, znaczącej się na jeziorze.
– Właściwie to był żart. W przewodniku wspominają, że można kupić ziarno i je nakarmić. Nie wydaje mi się to naprawdę wielką atrakcją. – A Cathal złościł się na Ulyssesa za samą sugestię, że mieliby je karmić, chociaż teraz nie był pewien, co go tak zagniewało. Jasne, zupełnie nie interesowało go karmienie kaczek, ale czy to był powód do takiej złości? Nie miało to jednak znaczenia: liczyło się teraz tylko to, że stał u boku zdrajczyni i sądząc po tym, jak zareagowała na jego słowa, chyba zaczęła orientować się, że coś jest nie tak. Nie powinien niczego po sobie pokazać. Nie powinien dopuścić do tego, aby zorientowała się, że ją podejrzewa. Wtedy straci tę odrobinę przewagi, jaką nad nią uzyskał. – Rzeczywiście, sporo to ludzi. Nell usłyszała o tym miejscu na Pokątnej. Widać zaczęło przyciągać czarodziei. Może jednak jest trochę prawdy w legendach o wiedźmach z Inglewood, skoro tak tutaj lgną.
W końcu było mugolskim miejscem wypoczynkowym.
Odetchnął i wyciągnął dłonie z kieszeni, odwracając się ku kobiecie. Przez moment chciał ją spytać, dlaczego postanowiła postąpić tak, jak postąpiła - czy to przez jego kłótnię z Letą o filary i wyjazd tej z powrotem do Egiptu? Czy obiecano jej pieniądze? Nie oczekiwał od ludzi specjalnej lojalności, tej spodziewając się bodaj tylko od Ulyssesa i Nell, ale jednak skoro pracowali razem, powinno jej zależeć przynajmniej na rezultatach prac.
Upomniał się, że powinien zachowywać się normalnie. Nie mogła mieć żadnych podejrzeń.
– W porządku, możemy kawałek się przejść.