Może jej błędem było to, że nigdy o tym nie mówiła. Dla niej było to jasne, niczym promienie słońca w ciepły letni dzień, a jednak widziała po minie Samuela, że chyba dla niego nie było to wcale oczywiste. Może faktycznie powinna więcej mówić, uświadamiać go w tym, co o nim myśli. Może przywyknie do tego, że w ten sposób na niego patrzy. To mogło ułatwić im życie, zdecydowanie.
Uciekał wzrokiem, czuła, że to może być dla niego za dużo, ale tym razem nie zamierzała milczeć. Musieli sobie wszystko wyjaśnić, żeby później było prościej. Tak się jej przynajmniej wydawało, niedopowiedzenia powodowały natłok myśli, niepotrzebne skupianie się na rzeczach, które w ogóle nie były istotne. Lepiej było się tego wszystkiego pozbyć już teraz.
Zabawne, że miała w sobie tyle odwagi, że te słowa całkiem łatwo opuściły jej usta. Zależało jej na nim, przestała się więc bać tego co czuje, bo nie miała nic do stracenia, przecież kiedyś już jej się wymknął z rąk, a może ona z jego? Sama nie do końca wiedziała, jak można było to odczytać.
Tak właściwie, to się nad tym nie zastanawiała, nie sądziła, że sprawy potoczą się tak szybko. Nie miała żadnego planu na to, jak miałaby wyglądać ich relacja, wiedziała tylko to, że chciała, żeby był, po prostu. Nie mogła od niego wymagać porzucenia swojego własnego życia, to na pewno by nie zadziałało, trochę, jakby uwięziła ptaka w klatce. Londyn nie był dla każdego, nie był dla Sama, ona jednak czuła, że żyje faktycznie w tym zgiełku, kiedy nie musiała się martwić o kolejne zamówienia, kiedy mogła się spełniać w tym, co najbardziej lubiła robić. Na pewno nie była gotowa tego porzucić, nie kiedy właściwie kilka miesięcy temu porzuciła wszystko, żeby się tutaj znaleźć.
- Nie wiem, czy jest sens pytać o to, jak często chciałabym cię widywać, bo przecież to oczywiste, że codziennie. - Najlepiej gdyby też budził się i zasypiał u jej boku, ale to nie było przecież możliwe.
- Wiem, że masz swoje obowiązki, że próbujesz się odnaleźć w rzeczywistości po tym piekle, które wydarzyło się w Beltane, rozumiem to, nie będę od ciebie wymagać nie wiadomo czego, nie o to tu chodzi. Chciałabym, żebyś od czasu do czasu nas tu odwiedził, zdaję sobie sprawę, że nie znosisz tego miejsca. Mogę też częściej się pojawiać w Dolinie. - Jakby wcale nie bywała tam bardzo często. - Moglibyśmy się umówić chociaż na jeden dzień w tygodniu? Taki cały, dla siebie? - To mogło być za dużo, a zarazem przecież też niewiele.
- Mamy swoje pokoje w Warowni, mamy też u Lizzy, jest dużo możliwości. - Mogła też zawsze kupić sobie coś swojego, chociaż wcześniej nie widziała takiej potrzeby. Może filia w Dolinie nie była wcale takim głupim pomysłem, miałaby pretekst do tego, żeby odwiedzać to miejsce jeszcze częściej. - Nie zaprzątaj sobie tym głowy, jakoś się wszystko ułoży. - Rozumiała nawet jego podejście, jednak sądziła, że wszystko wydarzyło się zbyt szybko, że nie powinien od razu myśleć o kupnie czegoś, tylko dlatego, że zaczął z nią być, bo to nie miało żadnego sensu, przynajmniej jak na razie.
Sięgnęła powoli po jego dłoń, chciała dodać mu otuchy, nie sądziła, że ten dzień zakończy się taką poważną rozmową, pewnie on również. - Wszystko będzie dobrze. - Zapewniła go jeszcze całkiem pewnym tonem głosu, chociaż sama jeszcze nie ułożyła sobie tego w głowie tak do końca.