25.04.2024, 13:18 ✶
Współpracować? Ależ oczywiście, że umiał współpracować. Współ-PRACOWAĆ. Wolałby już wypić całe wiadro wody z Windermere niż pozwolić, by inni obchodzili się z nim jak z... jakimś ciężarem. Dlatego kiedy Laurent wykonał ten krok w jego kierunku, jego oczy zapłonęły ostrzegawczym jadeitem, jakby chciał powiedzieć "nawet nie próbuj". Sam nie wiedział, dlaczego wezbrała w nim taka duma i agresja - chyba bardziej niż wściekły, był zrozpaczony przez to wszystko, co w ostatnich dniach działo się wokół niego.
Z ulgą wyraźnie malującą się na jego twarzy przyjął rolę Victorii jako osoby decyzyjnej, ale poza tym z każdą kolejną sekundą spędzoną na łodzi, Perseus czuł się coraz bardziej zagubiony. Siedział z boku i wsłuchiwał się w ich rozmowy, sam odpowiadając tylko wtedy, gdy ktoś bezpośrednio zwróci się do niego. Właściwie, to czuł się dobrze z tym, że został zepchnięty do rangi milczącego obserwatora. Nie do końca pojmował dynamikę relacji pomiędzy pozostałą czwórką; domyślał się, że panie za sobą nie przepadają, że Geraldine i Esme chyba mają się ku sobie oraz że Laurent zna ich wszystkich i z każdym z nich łączy go inny stopień zażyłości (jaki? na to nie umiał jeszcze znaleźć odpowiedzi), ale to było za mało, dlatego korzystając z małego zamieszania przy zamienianiu osoby przy wiosłach, Perseus postanowił zmienić swoje postanowienie, zatem z całych sił skupił się, by otworzyć Trzecie Oko. Miał nadzieję, że nie będzie tak źle, jak poprzednio. Na wszelki wypadek sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej czarną chusteczkę.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc odpowiedź Gerry na pytanie Victorii, ale kiedy aurorka zwróciła się do niego, natychmiast spoważniał i się wyprostował.
— Teoretycznie powinniśmy być właśnie gdzieś na Atlantyku, w drodze do Brazylii, ale statek, którym mieliśmy wypłynąć, miał jakieś problemy w porcie i rejs opóźnił się o tydzień — odpowiedział zgodnie z prawdą — Przyjechałem tutaj sam. Do pacjenta, którego matka bardzo mnie o to prosiła, ale wyjechali zanim dotarłem na miejsce. Napisała mi w liście, że gdy tylko opuścili te przeklęte okolice, jego stan natychmiast się poprawił. Zastanawiające, prawda?
Zmienił temat, próbując odwrócić uwagę Lestrange od tematu Vespery. Ale wtedy panna Yaxley postanowiła uraczyć ich ciekawostkami o delfinach. Nie wierzył jej. Nie wierzył w ani jedno jej słowo - delfiny były słodkie i miłe. To, o czym mówiła, było jakąś abominacją.
— Geraldine, co do chu... — urwał, wpatrując się w kobietę z narastającym zdumieniem, które prędko zamieniło się w wyrzut — Proszę, nie mów nic o morświnach, fokach i orkach, zanim całkowicie zniszczysz mi ich urok.
To miał być żart, ale kiedy zdał sobie sprawę z tego, że nazywa foki uroczymi, mając przed sobą prawdziwą selkie (a przecież nie chciał, żeby Laurent czuł się niezręcznie pod wpływem jego żarliwych wyznań), zmieszany odwrócił się do nich wszystkich profilem i wpatrywał się w krystalicznie czystą toń jeziora, z każdą chwilą coraz bardziej zafascynowany tym, co działo się pod powierzchnią. Pochylił się nawet lekko w kierunku burty, by lepiej widzieć dno jeziora - dla Perseusa, który nie umiał pływać, a tym bardziej nurkować, była to pierwsza i być może jedyna okazja, by zobaczyć podwodną florę i faunę w naturalnym środowisku.
— Ale z ciekawości, z inii amazońskich też takie szelmy? — dopytał z udawanym niepokojem, bo przecież w planach małżeńskiej wycieczki był rejs po Królowej Rzek. Wyciągnął dłoń ponad burtę i zawiesił ją kilka cali nad wodą, jakby chciał jej dotknąć, jednak kiedy zrobiła się mętna, natychmiast się wycofał. Zaraz potem przez jego plecy przeszedł dreszcz, gdy jakiś kształt przepłynął nieopodal łodzi. Wydawało mu się? Spojrzał na Geraldine, która tylko potwierdziła jego obawy. Kelpie? Prawie jak selkie - za jedną z nich, mógłby pójść nawet i na samo dno piaszczystego morza. Wodnik? Poświęciłby się - krew Blacków jest przecież trująca. Żabnice? Wtedy Geraldine wkroczy do akcji.
— Najwyżej Vespera zostanie wdową po raz trzeci — znów próbował żartować, ale minę miał nietęgą. Obejrzał się za siebie; wyspa zdawała się być wciąż boleśnie daleko.
Rzucam na percepcję i podglądam aury
Z ulgą wyraźnie malującą się na jego twarzy przyjął rolę Victorii jako osoby decyzyjnej, ale poza tym z każdą kolejną sekundą spędzoną na łodzi, Perseus czuł się coraz bardziej zagubiony. Siedział z boku i wsłuchiwał się w ich rozmowy, sam odpowiadając tylko wtedy, gdy ktoś bezpośrednio zwróci się do niego. Właściwie, to czuł się dobrze z tym, że został zepchnięty do rangi milczącego obserwatora. Nie do końca pojmował dynamikę relacji pomiędzy pozostałą czwórką; domyślał się, że panie za sobą nie przepadają, że Geraldine i Esme chyba mają się ku sobie oraz że Laurent zna ich wszystkich i z każdym z nich łączy go inny stopień zażyłości (jaki? na to nie umiał jeszcze znaleźć odpowiedzi), ale to było za mało, dlatego korzystając z małego zamieszania przy zamienianiu osoby przy wiosłach, Perseus postanowił zmienić swoje postanowienie, zatem z całych sił skupił się, by otworzyć Trzecie Oko. Miał nadzieję, że nie będzie tak źle, jak poprzednio. Na wszelki wypadek sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej czarną chusteczkę.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc odpowiedź Gerry na pytanie Victorii, ale kiedy aurorka zwróciła się do niego, natychmiast spoważniał i się wyprostował.
— Teoretycznie powinniśmy być właśnie gdzieś na Atlantyku, w drodze do Brazylii, ale statek, którym mieliśmy wypłynąć, miał jakieś problemy w porcie i rejs opóźnił się o tydzień — odpowiedział zgodnie z prawdą — Przyjechałem tutaj sam. Do pacjenta, którego matka bardzo mnie o to prosiła, ale wyjechali zanim dotarłem na miejsce. Napisała mi w liście, że gdy tylko opuścili te przeklęte okolice, jego stan natychmiast się poprawił. Zastanawiające, prawda?
Zmienił temat, próbując odwrócić uwagę Lestrange od tematu Vespery. Ale wtedy panna Yaxley postanowiła uraczyć ich ciekawostkami o delfinach. Nie wierzył jej. Nie wierzył w ani jedno jej słowo - delfiny były słodkie i miłe. To, o czym mówiła, było jakąś abominacją.
— Geraldine, co do chu... — urwał, wpatrując się w kobietę z narastającym zdumieniem, które prędko zamieniło się w wyrzut — Proszę, nie mów nic o morświnach, fokach i orkach, zanim całkowicie zniszczysz mi ich urok.
To miał być żart, ale kiedy zdał sobie sprawę z tego, że nazywa foki uroczymi, mając przed sobą prawdziwą selkie (a przecież nie chciał, żeby Laurent czuł się niezręcznie pod wpływem jego żarliwych wyznań), zmieszany odwrócił się do nich wszystkich profilem i wpatrywał się w krystalicznie czystą toń jeziora, z każdą chwilą coraz bardziej zafascynowany tym, co działo się pod powierzchnią. Pochylił się nawet lekko w kierunku burty, by lepiej widzieć dno jeziora - dla Perseusa, który nie umiał pływać, a tym bardziej nurkować, była to pierwsza i być może jedyna okazja, by zobaczyć podwodną florę i faunę w naturalnym środowisku.
— Ale z ciekawości, z inii amazońskich też takie szelmy? — dopytał z udawanym niepokojem, bo przecież w planach małżeńskiej wycieczki był rejs po Królowej Rzek. Wyciągnął dłoń ponad burtę i zawiesił ją kilka cali nad wodą, jakby chciał jej dotknąć, jednak kiedy zrobiła się mętna, natychmiast się wycofał. Zaraz potem przez jego plecy przeszedł dreszcz, gdy jakiś kształt przepłynął nieopodal łodzi. Wydawało mu się? Spojrzał na Geraldine, która tylko potwierdziła jego obawy. Kelpie? Prawie jak selkie - za jedną z nich, mógłby pójść nawet i na samo dno piaszczystego morza. Wodnik? Poświęciłby się - krew Blacków jest przecież trująca. Żabnice? Wtedy Geraldine wkroczy do akcji.
— Najwyżej Vespera zostanie wdową po raz trzeci — znów próbował żartować, ale minę miał nietęgą. Obejrzał się za siebie; wyspa zdawała się być wciąż boleśnie daleko.
Rzucam na percepcję i podglądam aury

Rzut PO 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory