Basilius najwyraźniej nie tylko czuł się jak wychowawca obozu młodzieżowego, ale też - przynajmniej zdaniem Penny - się w taki właśnie sposób zachowywał. A przecież ona, Penelope Anne Weasley, nie była już dzieckiem. Nie potrzebowała niańki. Potrafiła przecież o siebie zadbać. Poradzić sobie w róznych sytuacjach. Takich jak włamanie do sklepu, albo nachodzący ją, uparty dziennikarz, którego własnoręcznie wysłała prosto do Munga. Nie traciła jednak czasu na zwracanie Brennie i Basiliusowi na ten drobny szczegół uwagi. Nie zależało jej na tyle. Chciała jedynie ogarnąć te zadanie, wypytać ludzi, a później wrócić do ośrodka. Albo może nawet bezpośrednio do Londynu?
Słuchała co mieli do powiedzenia, kolejno Basilius, Brenna, Peppa. Zapytana, odpowiadała. Przekazywała to, czego zdołała się dowiedzieć.
- Mówiła, że... czarna śmierć ominęła to miasteczko, czego nie udało się nikomu wyjaśnić po dzień dzisiejszy. - pokiwała przy okazji głową, pewna że dobrze to zapamiętała. Starała się tego nie przekręcić.
Gdyby to od niej zależało, w oparciu o zebrane informacje, zasugerowałaby odwiedziny w bibliotce. Sięgnięcie po jakieś materiały mówiące więcej o historii Carlisle, okolic tego miasteczka. Nie ona tutaj jednak była od decydowania. A nawet... niekoniecznie chciała się wyrywać przed szereg. Mimo wszystko skrzywiła się jednak, kiedy pomysł odwiedzenia biblioteki został odrzucony. Odłożony na później?
- To ja może... jeszcze popytam miejscowych? Poszukam informacji? - zasugerowała, że może dobrym posunięciem byłoby rozdzielenie się. Przede wszystkim z tego względu, że nie śpieszyło jej się do pakowania w problemy. Przynajmniej w sytuacji, kiedy nie uważała tego za jedyną, dostępną opcje. Brenna wydawała się w tym przypadku strasznie... narwana? - Moglibyśmy spotkać się za jakiś czas z powrotem na placu.