25.04.2024, 14:46 ✶
Jej słowa wstrząsały nim do granic możliwości, do samego rdzenia Samuelowego istnienia. Jeden cały dzień tylko dla nich. a wspólnym śniadaniu w Warowni marzył o jednym spojrzeniu, o jednym słowie, a teraz regularnie miałby mieć jeden cały dzień. To wszystko było snem. Jakąś próbą generalną przed prawdziwą rozmową, bo przecież to wszystko było niemożliwe, nierealne...
– Nora ale ja chcę zaprzątać sobie tym głowę... – poprawił ją podnosząc w końcu błękitne smutne oczy na ukochaną, równie umęczoną co jego twarz. – Wszystko miało być dobrze wtedy, kiedy... no wiesz... wtedy. – Bał się wracać do tamtych chwil, bo ostatnio gdy to zrobili to się siarczyście pokłócili, poza tym, nie chodziło o to co zdarzyło się między nimi w przeszłości, ale o to jak chcieli budować swoją przyszłość. Westchnął i upił czekolady. Była taka słodka, kojąca, ciepła. Nie pomagała się skupić, ale pomagała nie myśleć o bólu i niepewności.
– Bo ja na prawdę nie wiem, co to znaczy cały dzień razem? Ja... słyszałem, że są randki, spotkania, że to robią ludzie, jak się ...em... spotykają, jak są chłopakiem i dziewczyną? – zwątpił. Czy oni nie byli na to za starzy. A przecież ani jedno ani drugie nie zmieniło się wcale. No może on trochę zmężniał i zarósł a jej przyszło kilka zmarszczek zmartwień, ale i tak wciąż byli młodzi. Czy nie byli? Tyle pytań, a każde odsuwało od sedna sprawy.
– Ja... umiem się teleportować wiesz, po prostu nie musiałem tego nigdy robić bo no... bo mogę latać, więc nie było powodu, szczególnie że przy pierwszych próbach aktywowała się klątwa, za dużo nerwów rozumiesz. – przygrył wargi. Krogulec też przecież był sekretem. – Moja mama zabroniła mi o tym komukolwiek mówić, o tym, że umiem też inną zwierzęcą formę przywdziewać. No bo...eee... niedźwiedź jest zarejestrowany w Systemie, ale krogulec już nie. – Czy to znaczyło, że był przestępcą? Jakoś nagle spiął się, bo o ile Bee wiedziała, że ma dwie formy, to nie traktował jej jako policjantki. Ale Erik...
– Bo jest jeszcze wiesz bo dowiedziałem się, że jest taka sieć z proszkami Fiu. Ty jesteś w tej sieci? Mogłabyś...em... mogłabyś być podłączona do Warowni? I wtedy no nie wiem... wtedy byłoby mi łatwiej trochę, bo...– nabrał powietrza i nadął policzki, tak dużo myśli, tak dużo słów. Rękoma pogestykulował coś, próbował się wesprzeć, trochę jak chwilę temu mały krogulec dyskutował z nią achając skrzydłami i skrzecząc w niezadowoleniu. – Nie chcę stąd wychodzić, ale w środku zdaje się bezpiecznie, patrz nic nie rozwaliłem pnączami czy coś. – sfinalizował. – Bee powiedziała, że spotka mnie z jakimś klątwłamaczem i w ogóle, ja.. tak bardzo nie chcę zrobić Ci krzywdy znowu. Albo Mabel. Tak... tak bardzo wiesz? Masz wspaniałą córkę, jest bardzo do Ciebie podobna. – wypalił nagle.
– Nora ale ja chcę zaprzątać sobie tym głowę... – poprawił ją podnosząc w końcu błękitne smutne oczy na ukochaną, równie umęczoną co jego twarz. – Wszystko miało być dobrze wtedy, kiedy... no wiesz... wtedy. – Bał się wracać do tamtych chwil, bo ostatnio gdy to zrobili to się siarczyście pokłócili, poza tym, nie chodziło o to co zdarzyło się między nimi w przeszłości, ale o to jak chcieli budować swoją przyszłość. Westchnął i upił czekolady. Była taka słodka, kojąca, ciepła. Nie pomagała się skupić, ale pomagała nie myśleć o bólu i niepewności.
– Bo ja na prawdę nie wiem, co to znaczy cały dzień razem? Ja... słyszałem, że są randki, spotkania, że to robią ludzie, jak się ...em... spotykają, jak są chłopakiem i dziewczyną? – zwątpił. Czy oni nie byli na to za starzy. A przecież ani jedno ani drugie nie zmieniło się wcale. No może on trochę zmężniał i zarósł a jej przyszło kilka zmarszczek zmartwień, ale i tak wciąż byli młodzi. Czy nie byli? Tyle pytań, a każde odsuwało od sedna sprawy.
– Ja... umiem się teleportować wiesz, po prostu nie musiałem tego nigdy robić bo no... bo mogę latać, więc nie było powodu, szczególnie że przy pierwszych próbach aktywowała się klątwa, za dużo nerwów rozumiesz. – przygrył wargi. Krogulec też przecież był sekretem. – Moja mama zabroniła mi o tym komukolwiek mówić, o tym, że umiem też inną zwierzęcą formę przywdziewać. No bo...eee... niedźwiedź jest zarejestrowany w Systemie, ale krogulec już nie. – Czy to znaczyło, że był przestępcą? Jakoś nagle spiął się, bo o ile Bee wiedziała, że ma dwie formy, to nie traktował jej jako policjantki. Ale Erik...
– Bo jest jeszcze wiesz bo dowiedziałem się, że jest taka sieć z proszkami Fiu. Ty jesteś w tej sieci? Mogłabyś...em... mogłabyś być podłączona do Warowni? I wtedy no nie wiem... wtedy byłoby mi łatwiej trochę, bo...– nabrał powietrza i nadął policzki, tak dużo myśli, tak dużo słów. Rękoma pogestykulował coś, próbował się wesprzeć, trochę jak chwilę temu mały krogulec dyskutował z nią achając skrzydłami i skrzecząc w niezadowoleniu. – Nie chcę stąd wychodzić, ale w środku zdaje się bezpiecznie, patrz nic nie rozwaliłem pnączami czy coś. – sfinalizował. – Bee powiedziała, że spotka mnie z jakimś klątwłamaczem i w ogóle, ja.. tak bardzo nie chcę zrobić Ci krzywdy znowu. Albo Mabel. Tak... tak bardzo wiesz? Masz wspaniałą córkę, jest bardzo do Ciebie podobna. – wypalił nagle.