20.12.2022, 17:26 ✶
Szczerze powiedziawszy, do Fergusa jakoś nie docierało, że Nory zaraz nie będzie tuż obok niego. Tak bardzo przywykł do jej towarzystwa przez te wszystkie lata. Może zabrałaby go ze sobą do Francji, gdyby nie udało mu się dostać na staż? Zawsze mógł spróbować w innym kraju. Co z tego, że nie znał języka? Nauczyłby się, był bystry i raczej szybko łapał teorię. Na dodatek miał dobrą pamięć do słów, zwłaszcza tych dziwnych. Znając jego szczęście, nie potrafiłby się przywitać i przedstawić, ale wygłaszałby dziewiętnastowieczne poematy po francusku. Wzdrygnął się na samą myśl, jak daleko zapędzał się jego umysł.
- Ciężko stwierdzić. Myślałem, że idziemy w dobrym kierunku, więc przestałem uważać na drogę.
Próbował jakoś ukryć fakt, że był zadowolony z siebie. Nie dość, że uniknął lekcji, to jeszcze rzeczywiście stracił rachubę, gdzie się znajdowali, więc stwierdzenie, że się zgubili, nie byłoby w tym wypadku kłamstwem. W tej szkole łatwo było zabłądzić, zwłaszcza gdy nie znało się schematu poruszania się schodów. Nie raz i nie dwa utknął na nich na pierwszym roku, aż w końcu ruszały w kierunku, który wydawał mu się znajomy. Droga z kolacji do sypialni potrafiła trwać długo. Nie wspominając o tym, że w przeciwieństwie do reszty, kiedy już docierał pod dormitorium, nie mógł się do niego dostać przy pomocy banalnego hasła. Czy to już podchodziło pod znęcanie się nad uczniami? Kołatka doprowadzała najmłodszych uczniów do płaczu, gdy przemęczeni spędzali godziny na chłodnym kamieniu, czekając, aż ktoś się nad nimi zlituje.
- Może robi na drutach – zażartował, choć kiedy ta myśl narodziła się w jego głowie, zaczynała mieć jakiś sens. To chyba ta siwa broda i błyszczące okulary nadawały mu vibe podobny do dobrej babci, kiwającej się w bujanym fotelu i myślącej o gromadce wnuków i kotów.
- Zmyliłem, czyli moja wina – odparował, uśmiechając się triumfalnie, chociaż sam nie wiedział, czemu właściwie z nią o tym dyskutował. Każde z nich miało swoją rację, ale wiedział, że to ta jego była jedyną słuszną. Nie wypowiadał jednak tej myśli na głos, żeby nie wywołać w Norze chęci do dalszych prób przekonywania go, kto tu był mądrzejszy. – Pewnie jakiś był, ale wątpię, żeby w Hufflepuffie. Byłabyś pierwsza!
Żałował, że nie kupił jej dla żartu tej książki o słynnych prefektach i ich dokonaniach, kiedy otrzymała półtora roku wcześniej swoją odznakę. Raczej nie opisywali tam tych, którym ją odebrano, ale może znalazłyby się jakieś postaci z kijem w dupie, z których mogliby się pośmiać. Gorzej, jeśli znalazłaby wśród nich inspirację, bo wolał Norę taką, jaką była. Zbyt mocno dbającą o innych, ale przy tym zabawną i inteligentną. Musiał ją tylko nauczyć, jak odmawiać innym. Tylko jak tego dokonać, skoro sam nie zawsze potrafił powiedzieć jej: „nie”?
- Myślę, że prędzej ty znajdziesz na to odpowiedź, niż ja – przyznał po tym, jak przez chwilę się zastanawiał. – Ja mam tylko wizję nauczyciela wróżbiarstwa, któremu otwiera się powieka na czole, a gałka oczna z niej wypada, dostaje nóżek i ucieka, krzycząc o tym, że pragnie rozwoju kariery. To raczej nie działa w ten sposób, co nie?
Patrząc na to, jak sam kombinował na tych lekcjach, nie wiedziałby, w jaki sposób miałby się objawiać taki talent. W snach? Nagłym zamroczeniu umysłu i zamarciu w miejscu? A może w skrywanej w sercu świadomości, że się coś wydarzy? Jeśli miał to być wyjątkowy dar, po co uczyli tych, którzy go nie mieli? Jakiś sposób eliminacji osób, które nijak nie nadawały się do jasnowidzenia? W takim razie powinien wylecieć z tych zajęć w momencie, gdy napisał egzamin na SUMach. Albo sam nie wiedział, że miał w sobie jakieś przeczucie co do tego, co się wydarzy. Czarnowidztwo zazwyczaj się sprawdzało.
- Oboje doskonale zdajemy sobie sprawę, że to nie jest ostatni raz, biorąc pod uwagę, że spędzimy tu jeszcze ponad rok – mruknął, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, jak pochłonie go nauka na siódmym roku. Nawet jeśli wciąż będzie lekceważył eliksiry i wróżbiarstwo. Gdyby tylko wiedział, że rzeczywiście mogły mu się na starość przydać, może poświęcałby im więcej uwagi, niż był w stanie teraz.
- Czyli raczej nie będą potrzebować Amortencji – skwitował, próbując sobie przypomnieć twarz którejkolwiek z sióstr Prewett. Raczej nie przykuły jego uwagi, ale skoro Nora twierdziła, że dbały wyłącznie o wygląd, wierzył jej. Pewnie kwestia tego, że niespecjalnie zwracał uwagę na którąkolwiek z głośnych, przemądrzałych koleżanek.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. – Wzruszył ramionami, miażdżąc spojrzeniem niczego winną zbroję, w którą sam wlazł. Zaraz jednak skupił się na obrazach, szukając jakiejś wskazówki, ale mijane postaci nic mu nie mówiły. Jeśli w złoconych ramach pojawiała się jakaś znajoma twarz, to tylko dlatego, że tamtędy przechodziła.
- Może wywróżymy sobie drogę? – zaproponował bezczelnie. – Uruchomimy ci wewnętrzne oko, bo moje uciekło razem z gałką profesora – dodał jeszcze i obrócił się do niej przodem, wciąż jednak idąc i trzymając się w miarę możliwości środka korytarza, żeby nie wpaść po raz kolejny na jakąś rzeźbę. Założył ręce za plecy tak, by Nora ich nie widziała. – Jak myślisz, ile pokazuję palców? – zapytał z uśmiechem przywodzącym na myśl chochlika kornwalijskiego. - I ile pokażę w momencie, kiedy mi odpowiesz, żeby cię zmylić?
- Ciężko stwierdzić. Myślałem, że idziemy w dobrym kierunku, więc przestałem uważać na drogę.
Próbował jakoś ukryć fakt, że był zadowolony z siebie. Nie dość, że uniknął lekcji, to jeszcze rzeczywiście stracił rachubę, gdzie się znajdowali, więc stwierdzenie, że się zgubili, nie byłoby w tym wypadku kłamstwem. W tej szkole łatwo było zabłądzić, zwłaszcza gdy nie znało się schematu poruszania się schodów. Nie raz i nie dwa utknął na nich na pierwszym roku, aż w końcu ruszały w kierunku, który wydawał mu się znajomy. Droga z kolacji do sypialni potrafiła trwać długo. Nie wspominając o tym, że w przeciwieństwie do reszty, kiedy już docierał pod dormitorium, nie mógł się do niego dostać przy pomocy banalnego hasła. Czy to już podchodziło pod znęcanie się nad uczniami? Kołatka doprowadzała najmłodszych uczniów do płaczu, gdy przemęczeni spędzali godziny na chłodnym kamieniu, czekając, aż ktoś się nad nimi zlituje.
- Może robi na drutach – zażartował, choć kiedy ta myśl narodziła się w jego głowie, zaczynała mieć jakiś sens. To chyba ta siwa broda i błyszczące okulary nadawały mu vibe podobny do dobrej babci, kiwającej się w bujanym fotelu i myślącej o gromadce wnuków i kotów.
- Zmyliłem, czyli moja wina – odparował, uśmiechając się triumfalnie, chociaż sam nie wiedział, czemu właściwie z nią o tym dyskutował. Każde z nich miało swoją rację, ale wiedział, że to ta jego była jedyną słuszną. Nie wypowiadał jednak tej myśli na głos, żeby nie wywołać w Norze chęci do dalszych prób przekonywania go, kto tu był mądrzejszy. – Pewnie jakiś był, ale wątpię, żeby w Hufflepuffie. Byłabyś pierwsza!
Żałował, że nie kupił jej dla żartu tej książki o słynnych prefektach i ich dokonaniach, kiedy otrzymała półtora roku wcześniej swoją odznakę. Raczej nie opisywali tam tych, którym ją odebrano, ale może znalazłyby się jakieś postaci z kijem w dupie, z których mogliby się pośmiać. Gorzej, jeśli znalazłaby wśród nich inspirację, bo wolał Norę taką, jaką była. Zbyt mocno dbającą o innych, ale przy tym zabawną i inteligentną. Musiał ją tylko nauczyć, jak odmawiać innym. Tylko jak tego dokonać, skoro sam nie zawsze potrafił powiedzieć jej: „nie”?
- Myślę, że prędzej ty znajdziesz na to odpowiedź, niż ja – przyznał po tym, jak przez chwilę się zastanawiał. – Ja mam tylko wizję nauczyciela wróżbiarstwa, któremu otwiera się powieka na czole, a gałka oczna z niej wypada, dostaje nóżek i ucieka, krzycząc o tym, że pragnie rozwoju kariery. To raczej nie działa w ten sposób, co nie?
Patrząc na to, jak sam kombinował na tych lekcjach, nie wiedziałby, w jaki sposób miałby się objawiać taki talent. W snach? Nagłym zamroczeniu umysłu i zamarciu w miejscu? A może w skrywanej w sercu świadomości, że się coś wydarzy? Jeśli miał to być wyjątkowy dar, po co uczyli tych, którzy go nie mieli? Jakiś sposób eliminacji osób, które nijak nie nadawały się do jasnowidzenia? W takim razie powinien wylecieć z tych zajęć w momencie, gdy napisał egzamin na SUMach. Albo sam nie wiedział, że miał w sobie jakieś przeczucie co do tego, co się wydarzy. Czarnowidztwo zazwyczaj się sprawdzało.
- Oboje doskonale zdajemy sobie sprawę, że to nie jest ostatni raz, biorąc pod uwagę, że spędzimy tu jeszcze ponad rok – mruknął, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, jak pochłonie go nauka na siódmym roku. Nawet jeśli wciąż będzie lekceważył eliksiry i wróżbiarstwo. Gdyby tylko wiedział, że rzeczywiście mogły mu się na starość przydać, może poświęcałby im więcej uwagi, niż był w stanie teraz.
- Czyli raczej nie będą potrzebować Amortencji – skwitował, próbując sobie przypomnieć twarz którejkolwiek z sióstr Prewett. Raczej nie przykuły jego uwagi, ale skoro Nora twierdziła, że dbały wyłącznie o wygląd, wierzył jej. Pewnie kwestia tego, że niespecjalnie zwracał uwagę na którąkolwiek z głośnych, przemądrzałych koleżanek.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. – Wzruszył ramionami, miażdżąc spojrzeniem niczego winną zbroję, w którą sam wlazł. Zaraz jednak skupił się na obrazach, szukając jakiejś wskazówki, ale mijane postaci nic mu nie mówiły. Jeśli w złoconych ramach pojawiała się jakaś znajoma twarz, to tylko dlatego, że tamtędy przechodziła.
- Może wywróżymy sobie drogę? – zaproponował bezczelnie. – Uruchomimy ci wewnętrzne oko, bo moje uciekło razem z gałką profesora – dodał jeszcze i obrócił się do niej przodem, wciąż jednak idąc i trzymając się w miarę możliwości środka korytarza, żeby nie wpaść po raz kolejny na jakąś rzeźbę. Założył ręce za plecy tak, by Nora ich nie widziała. – Jak myślisz, ile pokazuję palców? – zapytał z uśmiechem przywodzącym na myśl chochlika kornwalijskiego. - I ile pokażę w momencie, kiedy mi odpowiesz, żeby cię zmylić?