25.04.2024, 19:43 ✶
O to dokładnie mu chodziło. Dziewczyna namawiała go do złego, starał się, naprawdę starał się z nią walczyć! Upominał! Prosił! Błagał! A jednak złe myśli i tak wygrały. No Panie... Co poradzisz? Nic nie poradzisz. W takim razie rozwiązanie było proste. Wystarczy ułożyć plan i wprowadzić go w życie, chociaż plan poniekąd miał, potrzebował jedynie przyzwolenie od kogoś, kogokolwiek, pijana dziewczyna też się nadawała, szczególnie, że biła do tego z czym się mierzył. Czy chciał pracować w szpitalu? Chciał zdobywać wiedzę medyczną? Czy źle zrobił, że nie przyjmował propozycji Morpheusa, który nie liczył się z jego zdaniem? Chciał być tym kim kazano mu być?
Skinął głową na jej wymówkę. Idealnie. Plan mają, teraz tylko zadbać o to, by pewne sekrety pozostały sekretami na wieki wieków.
Plan mieli niezłe, wykonanie również, jednak natura ich zawiodła, ale nie poddawali się. Walczyli z wodą, lodem i powietrzem, wychodząc ze wszystkiego obronną ręką. Udało mu się względnie wypchnąć dziewczynę na lód, a cała sytuacja była paskudnie nienormalna, co wywołało śmiech akceptacji losu. Mimo smutków, łamania prawa oraz lodowatej wody dalej uważał ten wieczór za udany. Roześmiał się jeszcze głośniej na jej słowa. No tak, nie rozumie i dobrze, niech jej słodkie uszy nie będą świadome przekleństw. Liczyła się intonacja i emocje ukryte w głosie.
Więcej lodu przyszło na pomoc, a Neil obserwował dziewczynę, jak rzuca zaklęcie, jak te całe przygody ją ożywiły, wyrywając z lekka ze stanu upojenia, a mimo tego wino dalej miło szumiało w głowie. Sam zaczął gramolić się na lód, wspinać i ślizgać, zalewać go wodą skapującą z ubrań. Klęcząc na tafli spojrzał na dziewczynę.
-Viorka... Taką żonę jak ty mieć...-westchnął z ukochaniem. Nie da sobie w kaszę napluć, postawi się i za siebie i za męża i za cała rodzinę. Mamo, a Ellie mnie pociągnęła dzisiaj za warkoczyk! A Viorka już podałaby córce nożyczki dokładnie tłumacząc jak mocno ma szarpnąć za włosy nielubianej koleżanki, żeby napięte kłaki ustąpiły od jednego cięcia.
Podniósł się z ziemi, chwycił ją za rękę i pociągnął po lodzie w stronę schodów.
-Do rana lód stopnieje i łódka odpłynie... O ile nie zatonie.-obrócił się, patrząc na coraz bardziej zamoczony w wodzie środek ich transportu.-A resztą... To nie jest nasz problem.-spojrzał na nią z uśmiechem i szedł dalej. Po schodach na most.
Skinął głową na jej wymówkę. Idealnie. Plan mają, teraz tylko zadbać o to, by pewne sekrety pozostały sekretami na wieki wieków.
Plan mieli niezłe, wykonanie również, jednak natura ich zawiodła, ale nie poddawali się. Walczyli z wodą, lodem i powietrzem, wychodząc ze wszystkiego obronną ręką. Udało mu się względnie wypchnąć dziewczynę na lód, a cała sytuacja była paskudnie nienormalna, co wywołało śmiech akceptacji losu. Mimo smutków, łamania prawa oraz lodowatej wody dalej uważał ten wieczór za udany. Roześmiał się jeszcze głośniej na jej słowa. No tak, nie rozumie i dobrze, niech jej słodkie uszy nie będą świadome przekleństw. Liczyła się intonacja i emocje ukryte w głosie.
Więcej lodu przyszło na pomoc, a Neil obserwował dziewczynę, jak rzuca zaklęcie, jak te całe przygody ją ożywiły, wyrywając z lekka ze stanu upojenia, a mimo tego wino dalej miło szumiało w głowie. Sam zaczął gramolić się na lód, wspinać i ślizgać, zalewać go wodą skapującą z ubrań. Klęcząc na tafli spojrzał na dziewczynę.
-Viorka... Taką żonę jak ty mieć...-westchnął z ukochaniem. Nie da sobie w kaszę napluć, postawi się i za siebie i za męża i za cała rodzinę. Mamo, a Ellie mnie pociągnęła dzisiaj za warkoczyk! A Viorka już podałaby córce nożyczki dokładnie tłumacząc jak mocno ma szarpnąć za włosy nielubianej koleżanki, żeby napięte kłaki ustąpiły od jednego cięcia.
Podniósł się z ziemi, chwycił ją za rękę i pociągnął po lodzie w stronę schodów.
-Do rana lód stopnieje i łódka odpłynie... O ile nie zatonie.-obrócił się, patrząc na coraz bardziej zamoczony w wodzie środek ich transportu.-A resztą... To nie jest nasz problem.-spojrzał na nią z uśmiechem i szedł dalej. Po schodach na most.