Na pierwszy rzut oka, mogło się wydawać, że w sklepie nikogo nie było; że Terry kolejny raz zapomniał zamknąć drzwi, kiedy to przypomniawszy sobie o pozostawionym na gazie mleku, zmuszony był czym prędzej rzucić się biegiem w stronę swojego mieszkania, zlokalizowanego przy ulicy Pokątnej. Tak jednak nie było. I kiedy tylko Ambrosia wyraźnie dała znać o tym, że to właśnie do Zaczarowanych Różności postanowiła tym razem przynieść swój łup, zza drzwi prowadzących na zaplecze, wyłoniła się Penny. Lekko zaczerwieniona. Zmachana. Zmęczona.
- Zastawa? - zmarszczyła lekko brwi, podchodząc do lady i z zainteresowaniem zerkając na karton oraz jego zawartość. W środku rzeczywiście znajdywały się przedmioty wchodzące w skład całkiem ładnej zastawy, którą można byłoby wykorzystać podczas jakiegoś uroczystego obiadu bądź przyjęcia. - Hmm. - skomentowała jedynie, nie do końca pewna, co konkretnie miałaby z tym zrobić. W jaki sposób wykorzystać. Zabrać do własnego mieszkania? Spróbować komuś sprzedać w sklepie? Albo może poeksperymentować i... - W zasadzie też się na tym nie znam, ale nawet jeśli nie są porcelanowe, to całość wygląda całkiem ładnie. - przyznała, nie chcąc jednak pchać się do tego z łapami, póki nie dostanie jednoznacznej zgody. Nawet jeśli Rosie tutaj ten karton przyniosła, to trzeba było się jakoś zachować. - Mogę zobaczyć? - dlatego zapytała, zanim zaczęła wszystkie elementy wyciągać, oglądać, ustawiać na ladzie.
Było tego całkiem sporo. I całkiem szybko zaczęło brakować miejsca. Komplet prezentował się za to całkiem nieźle i odpowiednio wyeksponowany, być może zdołałby nawet przyciągnąć uwagę. Gdyby tak wystawić go choćby tuż przy oknie. Pozwolić, żeby podziwiali go przechodnie. Penny nawet w kierunku tegoż wystawowego okna spojrzała. Skrzywiła się na myśl o tym, że być może wypadałoby zająć się porządkami.
- Kilka kubków, talerzyki... czy to... - sięgnęła po niewielkich rozmiarów imbryczek, który wydawał się naprawdę uroczy. Tyle tylko, że uroczy był do czasu. - ...imbryczek... - wyrzuciła z siebie, trochę chyba nie do końca rozumiejąc co się dzieje. Dlaczego ten jeden konkretny element zastawy, zaczął nagle przed nią uciekać. Niezbyt szybko, za to jaki zwinny! Zanim zdążyła zareagować, a warto tutaj zaznaczyć, że szczęka to jej właśnie opadła praktycznie na podłogę i musiała pozbierać zęby, bezczelny element zastawy, zdołał zrzucić z lady dwa kubki i jeden z talerzyków, a następnie wyruszyć w dalszą podróż. Wyglądało na to, że zmierzał w kierunku najbliższego regału, pełnego słoiczków z maściami przygotowanymi przez Terry'ego. - Rosie... - rzuciła w kierunku blondynki, jakby zakładając, że ta będzie rozumiała więcej. Okaże się w tej sytuacji bardziej przytomna. Jakoś zdoła zareagować? Bo ona sama, to kompletnie się tego nie spodziewała i chyba była za bardzo skonsternowana przyniesieniem takiego prezentu, żeby przejść do działania i zapolować na imbryczek.