Nie tylko Sam był w tym zagubiony, Norka przecież również nie miała specjalnie dużego doświadczenia w takich sprawach, całkiem długo opierała się jakimkolwiek dłuższym spojrzeniom, czy próbom nawiązania z nią relacji, tłumaczyła sobie, że nie jest gotowa, a może po prostu liczyła na to, że kiedyś będzie im dane spotkać się raz jeszcze. Miała nadzieję, że Samuel o niej nie zapomniał, że może gwiazdy zadecydują o tym, by napisać im szczęśliwe zakończenie. Naczekała się długo, ale się udało, było warto przez tyle lat żyć w samotności. Dostali kolejną szansę.
- Jak dla mnie to wystarczy, że po prostu będziesz obok, chociaż przez ten jeden dzień. - Nie oczekiwała żadnych randek, stawania na głowie, czy czegokolwiek innego, chciała po prostu, żeby na nowo się przed nią otworzył, chociaż miała wrażenie, że powoli już zaczęło się to dziać. Dzielił się z nią tym, co go gryzło, a był to całkiem dobry początek. Jak widać mówienie czasami przynosiło nawet dobre skutki. - Nie musimy robić tego, co inni ludzie, możemy robić to, na co tylko będziemy mieć ochotę. - W przeciwieństwie do Sama, ona nie uważała, że powinni się czymkolwiek sugerować, bo chyba nie o to w tym wszystkim chodziło, ale też najwyraźniej nie do końca się znała na takich sprawach.
- Ach tak, faktycznie możesz latać. - Zapomniała właściwie poruszyć temat ptaszyny, która dzisiaj zagościła w jej kuchni, nie miała pojęcia o tym, że tak potrafi, najwyraźniej nadal miał wiele tajemnic, których nie dane było jej jak dotąd poznać. - Rozumiem więc dlaczego nigdy nie pokazałeś mi tego oblicza, latanie to całkiem ciekawa umiejętność, zastanawiała się, jak to jest móc po prostu wzbić się w powietrze i uciec od otaczającego cię świata. - Najwyraźniej zupełnie jej nie ruszyło to, że w pewien sposób było to nielegalne. - Nie musisz się też teleportować, jeśli tego nie lubisz, ja nadal zresztą się tego nie nauczyłam i spodziewam się, że tak już zostanie. - Przestała podejmować próby już w Hogwarcie, po drobnym rozszczepieniu, miała uraz i nie zamierzała nigdy do tego wracać, chociaż mogło jej to ułatwić życie. Miała zresztą Thomasa, który był całkiem niezłą taksówką.
- Tak właściwie to mogłabym to zorganizować, zazwyczaj korzystam z innych kominków, ale może czas najwyższy się tym zająć. - Tym bardziej, że czasy były niespokojne, a ona przecież działała w Zakonie Feniksa, to nie był wcale taki głupi pomysł. - Tak, nic nie rozwaliłeś, będzie tylko lepiej. - Przecież to dopiero pierwsza próba, która wyszła całkiem nieźle, nawet jeśli zdarzyła się zupełnie przypadkowo. - Nie wierzę w to, że mógłbyś nam zrobić krzywdę, nawet przypadkowo. - Może była naiwna, ale naprawdę tak myślała.
Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy wspomniał o Mab, gdyby tylko wiedział... ale to nie był dobry czas, prędko się nie dowie. Dla jego dobra, robiła to dla jego dobra, nawet jeśli było to kłamstwo. - Dziękuję, to naprawdę miłe. - Mówić tak o obcym dziecku, właściwie nie do końca obcym, ale nie było to chyba dla niego problemem, nie pytał jeszcze o jej ojca, może to i lepiej. - Co do klątwołamcza, jesteś pewien, że chcesz się z nim spotkać? Mam wrażenie, że ta umiejętność to część ciebie. - Nie chciała, żeby to tracił przez strach, że zrobi jej krzywdę.