26.04.2024, 00:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2024, 01:54 przez Maeve Chang.)
Jęknęła z boleścią w głosie, prawie tak, jakby chciała powiedzieć och, kochanie, nazwać ją biedactwem; tym razem jęk miał inny wydźwięk niż jeszcze chwilę wcześniej, kiedy Raine tak czule całowała jej dłoń, a jednocześnie zaciekle próbowała odsłonić skryte pod zwiewną sukienką ciało. Przed oczyma wciąż miała obraz nieporadnie rozwiązywanych wstążek, ciągle czuła ciepło rozedrganych ust, czuła gęsią skórkę pod własnymi palcami. Gdyby nie miała rąk pełnych roboty, zapewne próbowałaby wyciągnąć je przed siebie i spróbować pochwycić tę ułudę, fatamorganę, która niechybnie rozpłynęłaby się pod jej palcami. Dziwne było życie, dziwne, jak szybko obracały się losy - choć wciąż trzymały się kurczowo za ręce, teraz nie było już to zabarwione pożądaniem, nie było tu krzty romantyzmu. Jedynie niema obietnica pozostania obok i w zdrowiu, i w chorobie, objawiona zawsze dostępnym wsparciem silnego ramienia Maeve.
Upewniwszy się, że żaden złocisty kosmyk nie wpadnie przed oblicze Lorraine i nie zostanie zbezczeszczony tym, co właśnie targało jej trzewiami, wolną ręką objęła ją w pasie. Luźno, nie chcąc pogarszać sprawy, ale też pragnąc być blisko. Sama też zaczęła czuć się nieco źle, ale nie fizycznie; zamiast żołądka zdawało się odzywać poczucie domniemanej winy. Ale czym? Tym, że nie zauważyła złego samopoczucia ukochanej wcześniej? A może tym, że chciała ją w takim stanie wykorzystać, i to nawet nie w łóżku, a za pierwszym lepszym drzewem?
A może podskórnie wyczuwała powód tego wszystkiego, może wiedziała w głębi serca, że nie była w stanie dać jej tego, czego jeszcze przed chwilą tak płomiennie pragnęła?
- Nie jesteś, przestań - odpowiadała tak samo na każde zapewnienie Lorraine, że jest najgorsza i najobrzydliwsza pod słońcem, choć tak naprawdę chciała powiedzieć, że jeśli tak, to było ich dwie. Mewa co prawda nie zwracała śniadania prosto w kwiat paproci, ale prawie zbałamuciła kogoś, kto równie dobrze mógł być czymś otumaniony i jej struty organizm próbował teraz się ratować. Głaskała wilę po głowie, raz po raz wplatając palce w jej włosy; cierpliwie czekała, aż się jej polepszy, nawet jeśli miałaby tu ich północ zastać razem z potworami czyhającymi pod osłoną leśnej nocy. Przeszło jej nawet przez myśl, że może dobrze, że Lorraine tyle rzygała, bo przynajmniej nie widziała, że Chang też teraz wygląda jakby była z krzyża zdjęta.
- Przepraszam. - Nietypowa reakcja na podziękowania, ale gdyby tego nie zwerbalizowała, nie zasnęłaby w nocy. - Jestem głupia, powinnam była wcześniej zauważyć, że ci słabo. Emocje... wzięły nade mą górę - dodała skruszona, na moment uciekając wzrokiem. Podrapała się po karku, niezręcznie i drętwo, po czym znowu spojrzała na Lorraine. Uśmiechnęła się z wyraźną dozą litości i miłości, widząc, że nadal jest ubrudzona. Nie przejmowała się tym jednak zbytnio; bez żadnego ale rozpostarła ramiona, by zdecydowanym gestem przyciągnąć do siebie umęczoną wiłę i zamknąć ją w swoich objęciach.
- Musimy znaleźć jakąś rzeczkę, ewentualnie potok. Trzeba cię umyć, księżniczko - nie mogła powstrzymać się od chichotu mówiąc to, zmarnowana i zawstydzona sytuacją Malfoy wydała jej się niebywale urocza. Podniosła dłoń i położyła ją płasko na głowie dziewczyny, zastygając na chwilę w takiej pozie.
- Ale zanim to zrobimy, powiedz mi: lepiej ci już? - Odsunęła Raine lekko od siebie i przechyliła głowę, by móc spojrzeć na jej twarz raz jeszcze. - Czujesz nadchodzącą powtórkę z rozrywki? W ogóle co się stało, zjadłaś coś dziwnego? Nie jadłaś w Głębinie? Jesteś pewna, że nikt ci niczego nie dosypał dzisiaj? Nie szlajałaś się nigdzie? - Zaczęła wypytywać bez żadnej przerwy na ewentualną odpowiedź dziewczyny. Przerwała dopiero wtedy, kiedy złapała się na tym, że w ten sposób o problemy wypytuje ją matka. Wow, pomyślała, próbując się ocucić z tej niepożądanej transformacji. Najpierw wyrzuty sumienia z powodu prób obłapiania, a teraz matkowanie? Czyżby naprawdę straciła dla niej głowę tak mocno, że wyrastał jej kręgosłup moralny?
Upewniwszy się, że żaden złocisty kosmyk nie wpadnie przed oblicze Lorraine i nie zostanie zbezczeszczony tym, co właśnie targało jej trzewiami, wolną ręką objęła ją w pasie. Luźno, nie chcąc pogarszać sprawy, ale też pragnąc być blisko. Sama też zaczęła czuć się nieco źle, ale nie fizycznie; zamiast żołądka zdawało się odzywać poczucie domniemanej winy. Ale czym? Tym, że nie zauważyła złego samopoczucia ukochanej wcześniej? A może tym, że chciała ją w takim stanie wykorzystać, i to nawet nie w łóżku, a za pierwszym lepszym drzewem?
A może podskórnie wyczuwała powód tego wszystkiego, może wiedziała w głębi serca, że nie była w stanie dać jej tego, czego jeszcze przed chwilą tak płomiennie pragnęła?
- Nie jesteś, przestań - odpowiadała tak samo na każde zapewnienie Lorraine, że jest najgorsza i najobrzydliwsza pod słońcem, choć tak naprawdę chciała powiedzieć, że jeśli tak, to było ich dwie. Mewa co prawda nie zwracała śniadania prosto w kwiat paproci, ale prawie zbałamuciła kogoś, kto równie dobrze mógł być czymś otumaniony i jej struty organizm próbował teraz się ratować. Głaskała wilę po głowie, raz po raz wplatając palce w jej włosy; cierpliwie czekała, aż się jej polepszy, nawet jeśli miałaby tu ich północ zastać razem z potworami czyhającymi pod osłoną leśnej nocy. Przeszło jej nawet przez myśl, że może dobrze, że Lorraine tyle rzygała, bo przynajmniej nie widziała, że Chang też teraz wygląda jakby była z krzyża zdjęta.
- Przepraszam. - Nietypowa reakcja na podziękowania, ale gdyby tego nie zwerbalizowała, nie zasnęłaby w nocy. - Jestem głupia, powinnam była wcześniej zauważyć, że ci słabo. Emocje... wzięły nade mą górę - dodała skruszona, na moment uciekając wzrokiem. Podrapała się po karku, niezręcznie i drętwo, po czym znowu spojrzała na Lorraine. Uśmiechnęła się z wyraźną dozą litości i miłości, widząc, że nadal jest ubrudzona. Nie przejmowała się tym jednak zbytnio; bez żadnego ale rozpostarła ramiona, by zdecydowanym gestem przyciągnąć do siebie umęczoną wiłę i zamknąć ją w swoich objęciach.
- Musimy znaleźć jakąś rzeczkę, ewentualnie potok. Trzeba cię umyć, księżniczko - nie mogła powstrzymać się od chichotu mówiąc to, zmarnowana i zawstydzona sytuacją Malfoy wydała jej się niebywale urocza. Podniosła dłoń i położyła ją płasko na głowie dziewczyny, zastygając na chwilę w takiej pozie.
- Ale zanim to zrobimy, powiedz mi: lepiej ci już? - Odsunęła Raine lekko od siebie i przechyliła głowę, by móc spojrzeć na jej twarz raz jeszcze. - Czujesz nadchodzącą powtórkę z rozrywki? W ogóle co się stało, zjadłaś coś dziwnego? Nie jadłaś w Głębinie? Jesteś pewna, że nikt ci niczego nie dosypał dzisiaj? Nie szlajałaś się nigdzie? - Zaczęła wypytywać bez żadnej przerwy na ewentualną odpowiedź dziewczyny. Przerwała dopiero wtedy, kiedy złapała się na tym, że w ten sposób o problemy wypytuje ją matka. Wow, pomyślała, próbując się ocucić z tej niepożądanej transformacji. Najpierw wyrzuty sumienia z powodu prób obłapiania, a teraz matkowanie? Czyżby naprawdę straciła dla niej głowę tak mocno, że wyrastał jej kręgosłup moralny?
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —