26.04.2024, 01:51 ✶
Ulysses popatrzył na Cathala ufnie. W jego wykonaniu, pewnie to wyglądało odrobinę niepokojąco, bo zazwyczaj spojrzenie miał raczej puste, będące wyrazem targającego nim wewnętrznego niepokoju i ogólnego spięcia. Ledwo dostrzegalnie, ale jednak, pokręcił przecząco głową. No gdzie tam, Shafiq z pewnością przetrzymałby każdą próbę, nawet tę której nie podołał sir Gawain, a potem pokonałby w walce Zielonego Rycerza. Był niezwyciężony.
- Wydaje mi się, że nie doceniasz siły własnego charakteru – sprostował.
Myśl o tym, by porzucić pracę w Ministerstwie Magii i podążyć za przyjacielem do Egiptu, Szkocji, Maroka czy gdziekolwiek tylko ten chciał, z każdą sekundą wydawała się Ulyssesowi bardziej pociągająca. Mógłby wreszcie zająć się czymś, co naprawdę interesowało. Nie musiałby się przejmować tym jak wyglądał, czy jego wygląd spodobałby się ojcu – gdyby go przypadkiem zobaczył na stołówce – albo czy idąca za nim para czarodziejów nie plotkowała o nim. Cathal na pewno nie plotkował. Zresztą, jakby trzymali się razem, to nawet nie miałby kiedy oddać się plotkom. Wystarczyło tylko się nie rozstawać a z życia Ulyssesa zniknęłaby znaczna część jego problemów.
- Wendelina, Windermere – powiedział, starając się skupić na toku myśli, który Shafiq próbował mu właśnie zaprezentować. Właściwie to Ulysses był się w tym momencie w stanie zgodzić ze wszystkim, co mówił jego przyjaciel. Być może faktycznie w grę mogła wchodzić jakaś pomyłka i cała legenda rzeczywiście dotyczyła Wendeliny. Normalnie zauważyłby, że obie historie dzieliły mniej więcej dwa wieki, ale teraz wydawało mu się, że powinien raczej podkreślać łączącą ich obydwu więź. Dziewczyny? Były jakieś dziewczyny? Obydwie lubił, ale teraz Nell i Ginewra zeszły w jego umyśle na piąty plan. Na pierwszym był Cathal (na drugim i trzecim, plątanina myśli, jak być obecnym w każdej chwili jego życia). – Pójdę z tobą – zaoferował szybko. – Też się chętnie rozejrzę po okolicy.
Obrócił się ku Shafiqowi, najwyraźniej gotowy do wyjścia razem z nim z domku letniskowego. Pomysł odwiedzenia ruin kościoła w głębi lasu odrzucił od razu, gdy tylko przyjaciel wyraził nim brak zainteresowania.
- Zatem, może wybierzemy się odwiedzić Zamek w Carlise? – zapytał ufnie. – Oczywiście we czwórkę – dodał szybko, bo chociaż Ulysses w ogóle nie myślał o Ginny i Nell, to Cathal tak. A teraz robienie i mówienie wszystkiego, co tylko spodobałoby się Cathalowi, byle tylko być obok niego, stało się celem nadrzędnym młodego Rookwooda.
- Wydaje mi się, że nie doceniasz siły własnego charakteru – sprostował.
Myśl o tym, by porzucić pracę w Ministerstwie Magii i podążyć za przyjacielem do Egiptu, Szkocji, Maroka czy gdziekolwiek tylko ten chciał, z każdą sekundą wydawała się Ulyssesowi bardziej pociągająca. Mógłby wreszcie zająć się czymś, co naprawdę interesowało. Nie musiałby się przejmować tym jak wyglądał, czy jego wygląd spodobałby się ojcu – gdyby go przypadkiem zobaczył na stołówce – albo czy idąca za nim para czarodziejów nie plotkowała o nim. Cathal na pewno nie plotkował. Zresztą, jakby trzymali się razem, to nawet nie miałby kiedy oddać się plotkom. Wystarczyło tylko się nie rozstawać a z życia Ulyssesa zniknęłaby znaczna część jego problemów.
- Wendelina, Windermere – powiedział, starając się skupić na toku myśli, który Shafiq próbował mu właśnie zaprezentować. Właściwie to Ulysses był się w tym momencie w stanie zgodzić ze wszystkim, co mówił jego przyjaciel. Być może faktycznie w grę mogła wchodzić jakaś pomyłka i cała legenda rzeczywiście dotyczyła Wendeliny. Normalnie zauważyłby, że obie historie dzieliły mniej więcej dwa wieki, ale teraz wydawało mu się, że powinien raczej podkreślać łączącą ich obydwu więź. Dziewczyny? Były jakieś dziewczyny? Obydwie lubił, ale teraz Nell i Ginewra zeszły w jego umyśle na piąty plan. Na pierwszym był Cathal (na drugim i trzecim, plątanina myśli, jak być obecnym w każdej chwili jego życia). – Pójdę z tobą – zaoferował szybko. – Też się chętnie rozejrzę po okolicy.
Obrócił się ku Shafiqowi, najwyraźniej gotowy do wyjścia razem z nim z domku letniskowego. Pomysł odwiedzenia ruin kościoła w głębi lasu odrzucił od razu, gdy tylko przyjaciel wyraził nim brak zainteresowania.
- Zatem, może wybierzemy się odwiedzić Zamek w Carlise? – zapytał ufnie. – Oczywiście we czwórkę – dodał szybko, bo chociaż Ulysses w ogóle nie myślał o Ginny i Nell, to Cathal tak. A teraz robienie i mówienie wszystkiego, co tylko spodobałoby się Cathalowi, byle tylko być obok niego, stało się celem nadrzędnym młodego Rookwooda.