• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[grudzień 1970] Nastał czas ciemności

[grudzień 1970] Nastał czas ciemności
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#3
26.04.2024, 06:10  ✶  
Po tylko chwili zawahania, zdjęła z siebie płaszcz, szybko dochodząc do wniosku, że wejście i wyjście z gabinetu Dolohov przestało być już dostępną opcją. Nie to, żeby jej to jakoś przeszkadzało, szczególnie kiedy na zewnątrz mróz wgryzał się w kości, nawet pomimo ciepłego palta. Przygładziła też zmierzwione berecikiem włosy, pobieżnie przywracając się do porządku i zajęła miejsce siedzące. Wybrała jeden z tych śmiesznych stołków, które były przeznaczone dla lekarzy, a nie dla ich pacjentów, a które posiadały kółka dla lepszego zakresu ruchów podczas konsultacji. Obróciła się na nim dookoła własnej osi, niby to niechcący, jak się na nim poprawiała, ale te kręcioły zawsze sprawiały jej małą frajdę i bardzo często kiedy odbierała od Annie zamówienia, robiła dokładnie to samo.

Louvain miał o niej całkiem trafne zdanie, przynajmniej kiedyś, kiedy jeszcze nie zdążył przejrzeć jej na wylot. Zachowywała się jak trzpiotka i to praktycznie w ogóle nie zmieniło się od czasów szkolnych. Roztrzepana, czasem wręcz bezmyślna; kiedyś po prostu taka była, bo nie miała zbyt wielu zmartwień, które zaburzyłyby jej postrzegania wszechświata. Teraz jednak była to w większości fasada, wzniesiona na jakimś dziwnym poczuciu sentymentu lub w celu zaburzenia tego, jak właściwie postrzegali ją ludzie.

- Mama wydaje się czuć całkiem dobrze, od ostatniej kontroli, ale w sumie przezorny zawsze ubezpieczony - powiedziała, przyglądając się przez moment przedmiotom, które zdobiły ściany gabinetu, jakby próbowała zgadnąć czy coś nie zmieniło się od ostatniej wizyty.

- Nie wyobrażam sobie tak skakać od rodziny do rodziny - westchnęła, bo ona nigdy nie miała tego problemu. Jedyny jej długotrwały związek był z mężczyzną, który zwyczajnie nie znał pełnego znaczenia słowa rodzina. Mulciber zachowywał się czasem, jakby wszelkie ciepłe aspekty rodzinnego ogniska były dla niego mrzonką, którą można było wyczytać co najwyżej w naiwnych książkach, a McKinnonowie, nawet jeśli skrajnie osobliwi, potrafili się całkiem cieszyć swoim towarzystwem. Dlatego też, jeśli spędzali gdzieś z Alexandrem święta, to raczej u jej strony, czasem zapraszając Borgina na wódkę. - U mnie spokojnie - zamachała dłonią, bo w gruncie rzeczy to nie było o czym rozmawiać. - Leniwie wręcz. Pewnie chętnie był ponarzekała, gdyby nie to że zaraz zacznie się nowy rok i trzeba będzie na poważnie wrócić do życia. Wolnym trzeba się cieszyć.

To nie tak, że sama przepadała za tego typu rozmówkami, ale w pewnym sensie wyuczyła się tych miałkich zaczepek. Kiedy większość osób wydawała się całkiem chętna do podobnej paplaniny, w pewien sposób przyjmowała ten zwyczaj i powtarzała go nieuważnie. Zbyt wiele razy patrzyła w kryształową kulę tylko po to, żeby zamiast rozszyfrowywać mgliste znaki, słuchać głupiutkich pytań o jej życie, które absolutnie nikogo nie bawiły. Ale najgorzej chyba było, jak się tego typu gadatliwa zjawa trafiła, bo ją ciężej było wyprosić za drzwi.

- Oh, uwielbiam herbatę z bzu! Poproszę - ożywiła się wyraźnie na propozycję uzdrowicielki, prostując nawet trochę na swoim stołku. Siedząc na nim, obracała się na nim lekko, to w prawo to w lewo, czubkami butów powstrzymując się przed kręceniem bączków.

- A jak twoja rodzina zareagowała na opublikowanie Mnifestu? - zapytała, jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się do Annaleight niemalże wesoło. - Święta sprzyjają rozmowom i takie tam. U mnie na przykład był to całkiem gorący temat - obróciła się parę stopni w jedną stronę, a potem parę w drugą. - Chociaż, jak tak sobie o tym myślałam, to nie było to nic, czego nie można było się spodziewać - niby to zamyśliła się na chwilę.

Jej ojciec niemal pożarł cały tekst manifestu, kiedy tylko ten trafił na ulice Londynu. Pamiętała jak siedział wieczorem w salonie, któregoś listopadowego wieczora, a potem podał jej tekst, żeby sama go sobie przejrzała.

Ambrosia nigdy nie miała ambicji, by opowiadać się po którejś ze stron - podejście, które miała wrażenie że wyniosła z domu, albo raczej z rodzinnego biznesu. Zamtuz nikogo nie dyskryminował, bo wszystkie galeony ważyły i byłe warte tyle samo, nie ważne czy pochodziły z kieszeni czarodzieja czystej krwi czy szlamy. Powiedzenie 'Lord Voldemort to super gość' w jej mniemaniu było zwyczajnie nieopłacalne, bo co on jej niby takiego dał do tej pory, że teraz miała śpiewać peany na jego cześć, tylko dlatego że opublikowano w jego imieniu świstek papieru?

A mimo to, z jakiegoś dziwnego powodu, ciągnęło ją do ludzi, którzy na swoim przedramieniu posiadali mroczny znak. Diana, Alexander, Stanley... nawet Louvain na tym etapie stał się już stałym elementem jej życia i czasem, ocierając po jego wizycie łzy, myślała o tym że lepiej żeby nosił tatuażyk pod rękawem, bo ktoś tak zepsuty zwyczajnie nie mógł stać pośrodku konfliktu.


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (2241), Annaleigh Dolohov (2231)




Wiadomości w tym wątku
[grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Ambrosia McKinnon - 23.04.2024, 23:10
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Annaleigh Dolohov - 25.04.2024, 15:03
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Ambrosia McKinnon - 26.04.2024, 06:10
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Annaleigh Dolohov - 16.05.2024, 14:07
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Ambrosia McKinnon - 12.06.2024, 22:42
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Annaleigh Dolohov - 16.06.2024, 17:26
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Ambrosia McKinnon - 19.06.2024, 02:47
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Annaleigh Dolohov - 23.06.2024, 16:37
RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności - przez Ambrosia McKinnon - 07.09.2024, 17:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa