26.04.2024, 09:42 ✶
Na jej uśmiech też odpowiedział uśmiechem, może odrobinę głupawym, ale Darcy właściwie był ładnym chłopcem – na tyle młodym, że to „ładny” pasowało chyba jeszcze trochę bardziej niż „przystojny” – o sympatycznej twarzy, więc to był całkiem ładny uśmiech. Jak tu się nie uśmiechać, kiedy ona znów podejmowała jego grę, i kiedy uśmiechała się tak pięknie (chociaż nie piękniej niż Eunice, to jeszcze ciągle odbijało się gdzieś w głowie Darcy’ego)?
Lockhart lubił odrobinę sztampowatości (choć nie lubił bardzo, gdy zarzucano mu taką w jego książkach) i bardzo lubił, kiedy w jego życiu, tak naprawdę przecież nudnym, zwykłym, nie obfitującym w żadne niezwykłe wydarzenia, przydarzyły się sprawy ciekawsze. O których mógł opowiedzieć, ubarwiając je nieco, które mogłyby być scenką w książce. (Oczywiście tylko dopóki nie groziło mu niebezpieczeństwo, tego nie lubił przecież ani trochę.)
Szybko jednak złośliwy los postanowił przypomnieć mu, że Darcy Lockhart nie jest bohaterem książki romantycznej, że nie jest mu pisany romans wszechczasów z żadną Elizabeth, który będzie poruszać wyobraźnię całych pokoleń i że to nie jest scena z powieści. Gdyby taką była, z całą pewnością tego tańca nie przerwałby ojciec tancerki…
Darcy drgnął, zdezorientowany, gdy trzasnęło i ktoś odezwał się tuż obok, zmylił krok. Ledwo sekundę później Lyssa już wyślizgiwała się z jego ramion. Pozwolił na to, chociaż stał jeszcze przez moment, głupio trochę wyglądając z wciąż uniesioną ręką, zanim ją opuścił. A gdy dziewczyna zaczęła tak nagle się tłumaczyć, poczerwieniał odrobinę, chyba ze wstydu. Nie było mu głupio, że ktoś ich zobaczy, ale co innego wpaść na Vakela, i jeszcze słyszeć tyle nerwowych wyjaśnień – oczywiście, Darcy natychmiast powiedział sobie, że bez wątpienia się go wstydziła. I trochę był o to zły, trochę to bolało. Przez ułamek sekundy miał ochotę teleportować się po prostu, zniknąć stąd, i ze złości na nią, i z obawy przed konfrontacją z Dolohovem, ale ostatecznie został na miejscu, bo to byłoby bardzo niebohaterskie, tak sobie uciec.
– Panie Dolohov – powiedział, trochę sztywnym tonem, prostując się przy tym tak dumnie, jak tylko potrafił. Czy powinien wyjaśniać ten taniec? Że odmówiła pójścia do klubu, i właśnie z żalu za utraconym tańcem wynikała ta scena? A może powinien ją ukarać za to, jak go potraktowała i powiedzieć coś, co zasugeruje, że tak naprawdę celowo z nim uciekła? Zerknął na Mucliber krótko, a potem po prostu zacisnął usta, bo mimo wszystko nie uraziła go jeszcze na tyle, by postanowił wpędzać ją w kłopoty, a kto wie, czy i próbując przyjść z pomocą i wytłumaczyć tę scenę, nie powiedziałby czegoś, co by jej zaszkodziło.
Lockhart lubił odrobinę sztampowatości (choć nie lubił bardzo, gdy zarzucano mu taką w jego książkach) i bardzo lubił, kiedy w jego życiu, tak naprawdę przecież nudnym, zwykłym, nie obfitującym w żadne niezwykłe wydarzenia, przydarzyły się sprawy ciekawsze. O których mógł opowiedzieć, ubarwiając je nieco, które mogłyby być scenką w książce. (Oczywiście tylko dopóki nie groziło mu niebezpieczeństwo, tego nie lubił przecież ani trochę.)
Szybko jednak złośliwy los postanowił przypomnieć mu, że Darcy Lockhart nie jest bohaterem książki romantycznej, że nie jest mu pisany romans wszechczasów z żadną Elizabeth, który będzie poruszać wyobraźnię całych pokoleń i że to nie jest scena z powieści. Gdyby taką była, z całą pewnością tego tańca nie przerwałby ojciec tancerki…
Darcy drgnął, zdezorientowany, gdy trzasnęło i ktoś odezwał się tuż obok, zmylił krok. Ledwo sekundę później Lyssa już wyślizgiwała się z jego ramion. Pozwolił na to, chociaż stał jeszcze przez moment, głupio trochę wyglądając z wciąż uniesioną ręką, zanim ją opuścił. A gdy dziewczyna zaczęła tak nagle się tłumaczyć, poczerwieniał odrobinę, chyba ze wstydu. Nie było mu głupio, że ktoś ich zobaczy, ale co innego wpaść na Vakela, i jeszcze słyszeć tyle nerwowych wyjaśnień – oczywiście, Darcy natychmiast powiedział sobie, że bez wątpienia się go wstydziła. I trochę był o to zły, trochę to bolało. Przez ułamek sekundy miał ochotę teleportować się po prostu, zniknąć stąd, i ze złości na nią, i z obawy przed konfrontacją z Dolohovem, ale ostatecznie został na miejscu, bo to byłoby bardzo niebohaterskie, tak sobie uciec.
– Panie Dolohov – powiedział, trochę sztywnym tonem, prostując się przy tym tak dumnie, jak tylko potrafił. Czy powinien wyjaśniać ten taniec? Że odmówiła pójścia do klubu, i właśnie z żalu za utraconym tańcem wynikała ta scena? A może powinien ją ukarać za to, jak go potraktowała i powiedzieć coś, co zasugeruje, że tak naprawdę celowo z nim uciekła? Zerknął na Mucliber krótko, a potem po prostu zacisnął usta, bo mimo wszystko nie uraziła go jeszcze na tyle, by postanowił wpędzać ją w kłopoty, a kto wie, czy i próbując przyjść z pomocą i wytłumaczyć tę scenę, nie powiedziałby czegoś, co by jej zaszkodziło.