Całodniowa nieobecność Roberta było zauważona nawet przez Richarda. Nie dziwił się temu, gdyż brat udał się pierwotnie do sklepu. Dopilnował jakoś podświadomie tego, aby nie zmieniał swoich planów, gdyż tam czekała na niego niezbyt przyjemna notka informacyjna. Jego nieobecność mógł tłumaczyć tym, że najpewniej udał do Stanleya i mógł przesiedzieć u niego sporo czasu na rozmowie lub załatwiać inne sprawy. Najważniejsze, że wrócił, choć wieczorem, ale najważniejsze, że nic mu nie było.
Kolejnego dnia, pomimo wspólnej porannej rozmowy i informowaniu się o planach dnia, nie poruszali tematu z ostatnich dni. Szczególnie Richard uznał, że jeżeli Robert będzie chciał o tym porozmawiać, sam o tym zdecyduje. Dzisiaj i tak mieli sporo spraw do załatwienia. Richard wziął dzisiaj na siebie klientów, w tym jedną z ze zgłoszonych reklamacji, umówiwszy się wcześniej na spotkania. Ruszył z teczką zaraz po śniadaniu. Zostawiając brata w kamienicy, który najlepiej czuł się pracując w gabinecie.
Po odbyciu paru spotkań, młodszy z bliźniaków wrócił do kamienicy. Rozpiął marynarkę i poluzował krawat. Będąc jeszcze na korytarzu, skierował spojrzenie w kierunku drzwi gabinetu zanim ruszył do swojego pokoju, jakby intuicyjnie stwierdził, że może to czas aby pewne sprawy przegadać z Robertem. I tak musiałby do niego zajrzeć, aby przekazać informacje pozyskane z rozmów dzisiejszych spotkań. Przekazać zlecenia na zamówienia, spisać nowe umowy.
Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Robert siedział tam gdzie zwykle Zauważył jego obecność.
- Niektóre konsultacje zajęły mi więcej czasu niż planowałem.Oznajmił zwyczajnie. Jakby nie było to w sumie nic nowego. Klienci bywali raz bezpośredni a innym razem zbyt męczący. Na szczęście do wytrzymania i nikogo nie stracili. A nawet zyskali więcej.
Richard spojrzawszy na brata, skierował się w stronę biurka, dostrzegając zapraszający gest, aby mógł zająć wolne krzesło. Widocznie zanosiło się na dłuższą rozmowę. Odłożył swoją aktówkę z dokumentami na drugim wolnym krześle i spojrzał na Roberta, który poruszył temat jego obecności w sklepie.
- Przedwczoraj.Poprawił brata. Szczegół, ale wczoraj to nie on był w sklepie ale Robert. Dwa dni temu miało to miejsce najpewniej popołudniu. Nie było tu nic do ukrycia. Ważne, że Robert spotkał się z synem i wie co miało miejsce w Ministerstwie.
Richard zanim usiadł, skierował się pierw do barku, gdzie wziął szklankę i nalazł sobie whisky z użytkowanej już butelki. Słyszał pytanie.
- Rozmawiałem.Potwierdził. Odstawił butelkę, zabrał szklankę i wrócił do biurka, gdzie usiadł na wolnym krześle. Skoro brat zabezpieczył całe pomieszczenie, nie musiał tego robić. Mogli swobodnie rozmawiać, póki nikt im do środka nie wejdzie.
- Zjawił się niespodziewanie w Olibanum. Był roztrzęsiony, w szoku i zdenerwowany. Do takiego stopnia, że nas pomylił. Wziąłem go na osobistą rozmowę, aby się uspokoił. Zebrał myśli i przygotował na rozmowę z Tobą. Powiedział mi, że zaczęli badać sprawę Greybacka. Harper usilnie próbowała cokolwiek od niego wyciągnąć. Opisał mi jak przebiegło przesłuchanie jego osoby i jak zachowywała się kobieta.
Upił łyk alkoholu i odstawił szklankę na blat biurka.
- Zakładam, że Tobie opowiedział już na spokojnie ze szczegółami?
Zapytał, dość poważnie. zanim przejdą dalej z tematem. Chcąc też wiedzieć, czy Robert był odpowiednio wtajemniczony. W miedzy czasie Richard wyszukał po swoich kieszeniach papierośnicę, aby wyjąć papierosa i sobie zapalić. Odłożył na blat biurka, gdyby i brat chciał się poczęstować. Lepiej mu się myślało przy odczuciu i zapachu tytoniu. Odpalił sobie papierosa, czekając na odpowiedź brata.