Wchodząc do salonu, nie spodziewał się spotkać syna. Uśmiechającego się, dojadającego jakieś zapewne ciastko, zwracającego się do niego najpewniej z pełną buzią. Richard stał przez chwilę, lekko zaskoczony, szybko przyjmując dość poważne spojrzenie.
- Charles. Miałeś uprzedzić.Zwrócił mu uwagę. Czy nie tak się umawiali, kiedy Richard był w ostatnim tygodniu w domu, w Oslo i oznajmił, że niestety musi zostać w Londynie na znacznie dłużej? Chłopak nie musiał znać głębszego powodu decyzji ojca. Ale w tej ich ostatniej rozmowie, chłopak zaznaczył, że rozważał udanie się tutaj. Nie był jeszcze tego pewny. Ale jak tylko zdecydowałby się ostatecznie, podjął decyzję, miał wysłać sowę. Ewentualnie skrzata. Świstoklików w domu mieli przygotowany zapach, dość często uzupełniany, jak coś zostawało zużyte.
Richard wszedł głębiej do pomieszczenia, puścił torbę na posadzkę i oparł się rękoma o biodra. Wpatrywał się w syna i co najwyżej westchnął. Wiedział, że Charles w wielu sytuacjach działał zbyt szybko zanim cokolwiek pomyśli. Trzeba nad nim jeszcze popracować.
- Co z interesami w Norwegii? Uprzedziłeś siostrę o swojej przeprowadzce?Dwa dość istotne pytania. Pierwsze, czy udało mu się pozamykać wstępnie zaczęte sprawy. Dopiąć umowy do końca, wyrobić w terminach zlecenia i je dostarczyć. Odebrać zapłaty. A po drugie, najmłodsza z potomstwa Richarda była świeżo po Instytucie. Zostawienie jej samej bez nadzoru w Oslo nie było dobrym pomysłem. Może Richard za dużo po synu oczekiwał, że usamodzielni się do takiego stopnia, że nie będzie potrzebował jego wsparcia i zajmie wszystkim tam na miejscu? Pomylił się?
Z drugiej strony, Charles mógłby bardziej pomóc w interesie rodzinnym Robertowi. Tym samym zostałby lepiej podszkolony w tym co już umie, skoro przejawiał większe zainteresowanie i umiejętności w zielarstwie, tworzeniu świec i kadzideł niżeli w działaniach bojowych. Umiał rozmawiać z klientami. Mimo prób, szukania mu jakiejś stałej pracy w Norwegii, nie wszędzie chłopak się odnajdywał. Czy tutaj to się zmieni?