26.04.2024, 15:12 ✶
Trzask.
Millie aportowała się w samą porę - bo kolejne zaklęcie już ku niej mknęło. I chyba tylko swoim nadzwyczajnym umiejętnościom w dziedzinie translokacji zawdzięczała to, że mimo chłodu, który ją przenikał i odbierał siły, mimo trzęsącej się ręki, zawrotów głowy i presji, zdołała wykonać tę teleportację poprawnie. Nie rozszczepiając się i lądując dokładnie tam, gdzie chciała, a nie na jakimś pustkowiu.
Pojawiła się tuż na samej granicy czarów ochronnych, które otaczały Warownię, zachwiała się i osłabła runęła kolanami w śnieg.
Budynek jednak znajdował się przed nią, w kilku oknach płonęły światła. I może ktoś wyglądał akurat przez szybę i dostrzegł pojawienie się gościa, a może kogoś zaalarmowało pojawienie się kogoś przy barierach - bo ledwo minutę później drzwi domu rozwarły się. I nie upłynęło kilka sekund, a czyjeś usłużne ręce już pomagały Miles dźwignąć się i ciągnęły w stronę ciepłego wnętrza, ściągając z niej przemoczony, pokryty śniegiem i lodem płaszcz.
Gdzieś pośród koron drzew sadu, o tej porze roku ginącego pod białym puchem, odezwał się ptak.
Krzyknął trzy razy.
Millie aportowała się w samą porę - bo kolejne zaklęcie już ku niej mknęło. I chyba tylko swoim nadzwyczajnym umiejętnościom w dziedzinie translokacji zawdzięczała to, że mimo chłodu, który ją przenikał i odbierał siły, mimo trzęsącej się ręki, zawrotów głowy i presji, zdołała wykonać tę teleportację poprawnie. Nie rozszczepiając się i lądując dokładnie tam, gdzie chciała, a nie na jakimś pustkowiu.
Pojawiła się tuż na samej granicy czarów ochronnych, które otaczały Warownię, zachwiała się i osłabła runęła kolanami w śnieg.
Budynek jednak znajdował się przed nią, w kilku oknach płonęły światła. I może ktoś wyglądał akurat przez szybę i dostrzegł pojawienie się gościa, a może kogoś zaalarmowało pojawienie się kogoś przy barierach - bo ledwo minutę później drzwi domu rozwarły się. I nie upłynęło kilka sekund, a czyjeś usłużne ręce już pomagały Miles dźwignąć się i ciągnęły w stronę ciepłego wnętrza, ściągając z niej przemoczony, pokryty śniegiem i lodem płaszcz.
Gdzieś pośród koron drzew sadu, o tej porze roku ginącego pod białym puchem, odezwał się ptak.
Krzyknął trzy razy.
Koniec sesji