26.04.2024, 15:33 ✶
Christopher miał rodzeństwo, ale nie lękał się, że ktoś zagrozi jego pozycji. Zbyt był na to pewny swego, zresztą – wcale nie zależało mu na przejęciu zarządu nad Domem Mody Rosierów. Z tym wiązało się mnóstwo uciążliwych spraw, a on nie lubił zajmować swojego pomysłu rzeczami mało interesującymi. Chciał projektować i przygotowywać ubrania, pokazywać je światu. Szył tylko to, co chciał i dla tego, dla kogo chciał. Żadna siła na niebie i ziemi nie zmusiłaby go do odziana w suknię swojego projektu dziewczyny, której nie uznałby za dość na to interesującą – i chodziło nie tylko o urodę, ale i jakąś iskrę.
To, że mało kto mógł dostać suknię Christophera, czyniło je tylko tym cenniejszymi.
Za ubraniami, między którymi się przepchnęli, nie kryła się Narnia, znaleźli się jednak w dużym pomieszczeniu, pełnym manekinów oraz wieszaków. Nie było tu setek sukien, bo Rosier zwykle szył mając na myśli konkretną osobę, ale od czasu do czasu eksperymentował albo szykował coś na specjalny pokaz. Projekty mogły trafić tutaj z różnych przyczyn – niektóre czekały na swój moment, inne Christopher odrzucił, ale na razie nie kazał zniszczyć, jeszcze inne chciał przerobić. Było i kilka sukni ze starszych kolekcji, których nie zdecydował się sprzedać, choć były to pojedyncze egzemplarze. W pobliżu wejścia znajdowała się suknia z wzorem w ruchome, barwne motyle, które całą chmarą poruszały się po dole sutej spódnicy, kawałek dalej czarna, długa suknia, ciasno opinała szczupły kształt manekina, tuż obok zaś znajdował się strój, niedokończony, który mogłaby nosić elfia królowa – zdobny we wzór zielonych pnączy.
Nie wpuszczał tu zwykle nikogo, nie pomyślał nawet, by tu szukać – bo czemu ktoś miałby tutaj przenieść suknię? Rozejrzał się, a potem zdarł jedną z kotar i za nią…
…za nią znajdowała się suknia, którą Miles widziała na szkicu. Rzucona byle jak na krzesło, ale cała.
Była piękna.
Nieuszkodzona.
– Zabiję tego, kto ją tutaj przeniósł – oświadczył Christopher płaskim głosem, niepewny, czy odczuwać raczej wściekłość, bo ktoś ośmielił się narazić jego reputację na szwank i zrujnować wesele jego przyjaciela (tak mało brakowało!), czy ulgę, ponieważ projekt tu był… – Sprytne, panno Moody. Teraz jeszcze muszę ustalić, który z pracowników był. Aż. Tak. Bezczelny. – Ostatnie słowa wycedził przez zaciśniętą szczękę. Fakt, że ta osoba zdołała się tu dostać, zawężał grono podejrzanych.
To, że mało kto mógł dostać suknię Christophera, czyniło je tylko tym cenniejszymi.
Za ubraniami, między którymi się przepchnęli, nie kryła się Narnia, znaleźli się jednak w dużym pomieszczeniu, pełnym manekinów oraz wieszaków. Nie było tu setek sukien, bo Rosier zwykle szył mając na myśli konkretną osobę, ale od czasu do czasu eksperymentował albo szykował coś na specjalny pokaz. Projekty mogły trafić tutaj z różnych przyczyn – niektóre czekały na swój moment, inne Christopher odrzucił, ale na razie nie kazał zniszczyć, jeszcze inne chciał przerobić. Było i kilka sukni ze starszych kolekcji, których nie zdecydował się sprzedać, choć były to pojedyncze egzemplarze. W pobliżu wejścia znajdowała się suknia z wzorem w ruchome, barwne motyle, które całą chmarą poruszały się po dole sutej spódnicy, kawałek dalej czarna, długa suknia, ciasno opinała szczupły kształt manekina, tuż obok zaś znajdował się strój, niedokończony, który mogłaby nosić elfia królowa – zdobny we wzór zielonych pnączy.
Nie wpuszczał tu zwykle nikogo, nie pomyślał nawet, by tu szukać – bo czemu ktoś miałby tutaj przenieść suknię? Rozejrzał się, a potem zdarł jedną z kotar i za nią…
…za nią znajdowała się suknia, którą Miles widziała na szkicu. Rzucona byle jak na krzesło, ale cała.
Była piękna.
Nieuszkodzona.
– Zabiję tego, kto ją tutaj przeniósł – oświadczył Christopher płaskim głosem, niepewny, czy odczuwać raczej wściekłość, bo ktoś ośmielił się narazić jego reputację na szwank i zrujnować wesele jego przyjaciela (tak mało brakowało!), czy ulgę, ponieważ projekt tu był… – Sprytne, panno Moody. Teraz jeszcze muszę ustalić, który z pracowników był. Aż. Tak. Bezczelny. – Ostatnie słowa wycedził przez zaciśniętą szczękę. Fakt, że ta osoba zdołała się tu dostać, zawężał grono podejrzanych.