26.04.2024, 17:52 ✶
Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 6.
W barda wciela się Brenna L
Stare domy czarodziejów często kryły niespodzianki. Tu też się tego spodziewano, stąd do Księżycowego Stawu przyjechała cała grupa... Ale tych dziwnych znalezisk od rana było całkiem sporo. Upiorne rysunki, całe stada boginów, dzienniki i listy sugerujące tragiczny koniec rodziny, trochę zrujnowanych wnętrz i to, że żaden z poprzednich właścicieli nie zdążył uprzątnąć choćby części rzeczy, należących do dawnych panów tego miejsca.
Nic, co zmusiłoby ich do szybkiej ewakuacji, dość, aby uznać te sprawy za dziwne.
Pod wieczór, w czasie, gdy Thomas i Millie znaleźli się nad pobliskim stawem, Brenna usiłowała pozbyć się bahanek na strychu, a kilka osób kończyło szykowanie na górze sypialni, Nora i Patrick zajrzeli do kuchni. Pomieszczenie było duże, choć ono akurat bez wątpienia wymagało generalnego remontu, jeśli ktoś miałby tu gotować, bo po prostu było staroświeckie i zaniedbane. Piec należało wymienić, szafki przydałoby się zastąpić czymś nowszym, przybory kuchenne zaś od lat zbierały kurz i choć niektóre rzeczy (jak choćby ozdobne solniczki i pieprzniczki) były zdatne do użytku czy nawet warte zachowania, to większość nadawała się tylko do wyrzucenia.
W szafkach wciąż znajdowała się zastawa, a nawet opakowania z dawno zepsutą żywnością, które należało usunąć.
Okno było uchylone - być może ktoś wszedł tu przed nimi i postanowił wywietrzyć pomieszczenie. Tuż za kuchnią znajdowały się też drzwi, kiedyś zapewne przeznaczone dla służby.
W ich pobliżu było sporo zaschniętego błota.
W barda wciela się Brenna L
Stare domy czarodziejów często kryły niespodzianki. Tu też się tego spodziewano, stąd do Księżycowego Stawu przyjechała cała grupa... Ale tych dziwnych znalezisk od rana było całkiem sporo. Upiorne rysunki, całe stada boginów, dzienniki i listy sugerujące tragiczny koniec rodziny, trochę zrujnowanych wnętrz i to, że żaden z poprzednich właścicieli nie zdążył uprzątnąć choćby części rzeczy, należących do dawnych panów tego miejsca.
Nic, co zmusiłoby ich do szybkiej ewakuacji, dość, aby uznać te sprawy za dziwne.
Pod wieczór, w czasie, gdy Thomas i Millie znaleźli się nad pobliskim stawem, Brenna usiłowała pozbyć się bahanek na strychu, a kilka osób kończyło szykowanie na górze sypialni, Nora i Patrick zajrzeli do kuchni. Pomieszczenie było duże, choć ono akurat bez wątpienia wymagało generalnego remontu, jeśli ktoś miałby tu gotować, bo po prostu było staroświeckie i zaniedbane. Piec należało wymienić, szafki przydałoby się zastąpić czymś nowszym, przybory kuchenne zaś od lat zbierały kurz i choć niektóre rzeczy (jak choćby ozdobne solniczki i pieprzniczki) były zdatne do użytku czy nawet warte zachowania, to większość nadawała się tylko do wyrzucenia.
W szafkach wciąż znajdowała się zastawa, a nawet opakowania z dawno zepsutą żywnością, które należało usunąć.
Okno było uchylone - być może ktoś wszedł tu przed nimi i postanowił wywietrzyć pomieszczenie. Tuż za kuchnią znajdowały się też drzwi, kiedyś zapewne przeznaczone dla służby.
W ich pobliżu było sporo zaschniętego błota.