20.12.2022, 22:00 ✶
Jęknął w imię duchowego cierpienia.
- To niesprawiedliwe. Gdybym ja zaczął szukać dla niej męża tak na poważnie to prędzej przerobiłaby mnie na składnik alchemiczny… swój ulubiony bo jestem jej bratem, ale mimo wszystko składnik alchemiczny.- wyraził swoją niedolę na myśl o jej uwagach dotyczących ożenku i przedłużenia rodu. To jest to obciążenie posady najstarszego syna w rodzinie czystokrwistej. Sęk a tym, że w ogóle nie ciągnęło go do ślubnego kobierca a z kobietami niezbyt umiał rozmawiać. Brenna była wyjątkiem bo była jego "kumplem" z lat szkolnych. Oczywiście widział, że jest kobietą ale póki nie zastanawiał się nad jej urodą to nie dostawał ataku jąkania. Lepiej być "kumplami" niż podsuwać Cynthii pomysł ich swatania skoro tak dobrze się znają i dogadują.
- To zawsze jakaś alternatywa. Jakbyś chciała im namieszać to daj znać. Wesprę.- obiecał solennie udzielanie pomocy w przypadku kombinowania przeciw ich rodzeństwu. Po części były to żarty, wyrażanie swoich małych rodzinnych bolączek ale jednak pomysł był niezły.
Roześmiał się krótko na jej groźby okładania innych szyszkami.
- Tylko nie we mnie, jestem niewinny i niegroźny.- uniósł ręce w geście poddania się. Chwilę później podniósł się do pionu, otrzepał ubranie z trawy i przeciągnął się by rozprostować kości. Zdołał zrobić kilka ruchów a Brennę atakował słowotok. Nigdy mu to nie przeszkadzało.
- Oj nie wiem czy z głową mam wszystko w porządku. - żartował choć była w tym prawda - coraz częściej widoczne były po nim objawy czegoś w rodzaju szaleństwa. Drobne rzeczy, zachowania bądź słowa ale mimo wszystko coś się działo po tą blond czupryną. Chciał krwi jej brata, czy to wystarczający dowód?
- Nie martw się, nie padnę przy tobie trupem. Dobra, leć grozić szyszkami póki trwa święto. Ja idę sprawdzić czy któreś z mojej rodziny się w końcu znalazło.- na pożegnanie położył na kilka sekund dłoń na jej ramieniu. Ledwie go wyminęła a zerknął na nią i zaśmiał się bezgłośnie. Co za dzień.
- To niesprawiedliwe. Gdybym ja zaczął szukać dla niej męża tak na poważnie to prędzej przerobiłaby mnie na składnik alchemiczny… swój ulubiony bo jestem jej bratem, ale mimo wszystko składnik alchemiczny.- wyraził swoją niedolę na myśl o jej uwagach dotyczących ożenku i przedłużenia rodu. To jest to obciążenie posady najstarszego syna w rodzinie czystokrwistej. Sęk a tym, że w ogóle nie ciągnęło go do ślubnego kobierca a z kobietami niezbyt umiał rozmawiać. Brenna była wyjątkiem bo była jego "kumplem" z lat szkolnych. Oczywiście widział, że jest kobietą ale póki nie zastanawiał się nad jej urodą to nie dostawał ataku jąkania. Lepiej być "kumplami" niż podsuwać Cynthii pomysł ich swatania skoro tak dobrze się znają i dogadują.
- To zawsze jakaś alternatywa. Jakbyś chciała im namieszać to daj znać. Wesprę.- obiecał solennie udzielanie pomocy w przypadku kombinowania przeciw ich rodzeństwu. Po części były to żarty, wyrażanie swoich małych rodzinnych bolączek ale jednak pomysł był niezły.
Roześmiał się krótko na jej groźby okładania innych szyszkami.
- Tylko nie we mnie, jestem niewinny i niegroźny.- uniósł ręce w geście poddania się. Chwilę później podniósł się do pionu, otrzepał ubranie z trawy i przeciągnął się by rozprostować kości. Zdołał zrobić kilka ruchów a Brennę atakował słowotok. Nigdy mu to nie przeszkadzało.
- Oj nie wiem czy z głową mam wszystko w porządku. - żartował choć była w tym prawda - coraz częściej widoczne były po nim objawy czegoś w rodzaju szaleństwa. Drobne rzeczy, zachowania bądź słowa ale mimo wszystko coś się działo po tą blond czupryną. Chciał krwi jej brata, czy to wystarczający dowód?
- Nie martw się, nie padnę przy tobie trupem. Dobra, leć grozić szyszkami póki trwa święto. Ja idę sprawdzić czy któreś z mojej rodziny się w końcu znalazło.- na pożegnanie położył na kilka sekund dłoń na jej ramieniu. Ledwie go wyminęła a zerknął na nią i zaśmiał się bezgłośnie. Co za dzień.
Koniec sesji