26.04.2024, 19:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2024, 19:04 przez Basilius Prewett.)
Nie wiedział, jak Millie to robiła, ale każda kolejna propozycja przezwiska dla niej, była gorsza od tej poprzedniej.
– Nie ma mowy – podsumował tylko temat, uznając, że prędzej przestanie brać swoje leki, niż nazwie ja Słodką Mi.
Zmarszczył brwi nieco zbyt późno zdając sobie sprawę z tego, co czarownica zamierzała zrobić.
– Poczekaj, Millie, nie musisz, nie trzeba... – zaczął, ale chyba było już za późno. To nie tak, że Basilius nie był fanem wróżbiarstwa i jasnowidzenia. Po prostu nie był fanem tego, by ktoś próbował jemu przewidzieć jakąkolwiek przyszłość. Nie było to racjonalne, ale zawsze wtedy do jego głowy wkradała się ta wredna myśl, że nawet jeśli pytanie dotyczyło czegoś zupełnie innego, on się zaraz dowie, że jego serce postanowi zrobić coś głupiego. To się chyba nazywało paranoja, a tak poza tym to jako uzdrowiciel wiedział, że lepiej było o takich rzeczach wiedzieć, i chyba powinien z kimś o tym pogadać, by się tej paranoi wyzbyć... Ale pewnie przepracowanie tego problemu wiązałoby się z wizytą u jasnowidza, by przełamać swoje lęki, więc wołał tego nie robić. Logiczne. – Nie ważne.
– Millie – westchnął zrezygnowany, kątem oka widząc, że Bucky nieco się nachylił, by usłyszeć jego odpowiedź na to pytanie. A potem uznał, że chyba jednak woli się jej po prostu odgryźć. – Powiedz mi tak szczerze? Pytasz się o moje preferencje dla niej, czy dla siebie? – Czuł, że nie ważne co mu odpowie, to on pewnie zaksztusi się kawą. Wbrew pozorom lubił to jak i co mówiła Millie, nawet jeśli na razie nie zamierzał się do tego otwarcie przyznawać. Ciekawe, czy o tym wiedziała? Pewnie tak skoro nie kazała mu jeszcze spadać za każdym razem, gdy przewracał oczami, czy ciężko wzdychał, kiedy tak naprawde doskonale się bawił.
– Rozmawialiśmy wcześniej, jest mądra, to ma być pierwsza randka. Miło by było gdyby nie ostatnia.
O! i proszę. Oczywiście, że złe wieści!
– Dlacze... ekhem – szybko ugryzł się w język. – Masz na myśli, że sama randka nie wyjdzie, czy że po prostu spędzimy ją rozmawiając? I co tam w ogóle widzisz? – Jedna z tych opcji nie brzmiała tak tragicznie. Natomiast ta bardziej dramatyczna... Mogło chodzić o wszystko. Mogło po prostu nie wyjść, ona mogła okazać się nieco inna osobą, on mógł się rano źle poczuć i wszystko odwołać, lub jednak jutrzejsza dziwną data też się liczyła jako dziwna data. A on naprawdę nie chciał znowu unikać łóżka.
– Nie ma mowy – podsumował tylko temat, uznając, że prędzej przestanie brać swoje leki, niż nazwie ja Słodką Mi.
Zmarszczył brwi nieco zbyt późno zdając sobie sprawę z tego, co czarownica zamierzała zrobić.
– Poczekaj, Millie, nie musisz, nie trzeba... – zaczął, ale chyba było już za późno. To nie tak, że Basilius nie był fanem wróżbiarstwa i jasnowidzenia. Po prostu nie był fanem tego, by ktoś próbował jemu przewidzieć jakąkolwiek przyszłość. Nie było to racjonalne, ale zawsze wtedy do jego głowy wkradała się ta wredna myśl, że nawet jeśli pytanie dotyczyło czegoś zupełnie innego, on się zaraz dowie, że jego serce postanowi zrobić coś głupiego. To się chyba nazywało paranoja, a tak poza tym to jako uzdrowiciel wiedział, że lepiej było o takich rzeczach wiedzieć, i chyba powinien z kimś o tym pogadać, by się tej paranoi wyzbyć... Ale pewnie przepracowanie tego problemu wiązałoby się z wizytą u jasnowidza, by przełamać swoje lęki, więc wołał tego nie robić. Logiczne. – Nie ważne.
– Millie – westchnął zrezygnowany, kątem oka widząc, że Bucky nieco się nachylił, by usłyszeć jego odpowiedź na to pytanie. A potem uznał, że chyba jednak woli się jej po prostu odgryźć. – Powiedz mi tak szczerze? Pytasz się o moje preferencje dla niej, czy dla siebie? – Czuł, że nie ważne co mu odpowie, to on pewnie zaksztusi się kawą. Wbrew pozorom lubił to jak i co mówiła Millie, nawet jeśli na razie nie zamierzał się do tego otwarcie przyznawać. Ciekawe, czy o tym wiedziała? Pewnie tak skoro nie kazała mu jeszcze spadać za każdym razem, gdy przewracał oczami, czy ciężko wzdychał, kiedy tak naprawde doskonale się bawił.
– Rozmawialiśmy wcześniej, jest mądra, to ma być pierwsza randka. Miło by było gdyby nie ostatnia.
O! i proszę. Oczywiście, że złe wieści!
– Dlacze... ekhem – szybko ugryzł się w język. – Masz na myśli, że sama randka nie wyjdzie, czy że po prostu spędzimy ją rozmawiając? I co tam w ogóle widzisz? – Jedna z tych opcji nie brzmiała tak tragicznie. Natomiast ta bardziej dramatyczna... Mogło chodzić o wszystko. Mogło po prostu nie wyjść, ona mogła okazać się nieco inna osobą, on mógł się rano źle poczuć i wszystko odwołać, lub jednak jutrzejsza dziwną data też się liczyła jako dziwna data. A on naprawdę nie chciał znowu unikać łóżka.