26.04.2024, 21:33 ✶
Rodolphus drgnął, gdy ciszę przerwał Atreus, który pojawił się razem z nimi. Jego głos przecinał odgłosy natury, które były dla niego obce. Nigdy nie przepadał za spacerami po lesie czy chodzeniu po parkach. Gubił się, nie potrafił odczytywać subtelnych wskazówek w ułożeniu słońca, kierunku wiatru oraz mchu. Gdy przychodziło mu szlajać się po terenach takich jak te, czuł dreszcz obrzydzenia, wspinający się wzdłuż kręgosłupa jak obrzydliwy robak, tkwiący pod skórą. Po części był więc wdzięczny Bulstrode'owi za to, że przerwał ten marazm, w który wpadł na kilka chwil.
- Twoi współpracownicy często każą na siebie czekać? - zapytał bez cienia irytacji czy niepokoju w głosie, chociaż sam doskonale wiedział, że to było do Aurorów raczej niepodobne. Zależało im na tym, by rozwikłać tę zagadkę, sami również poprosili o wsparcie. Z jakiegoś jednak powodu nikt na nich nie czekał.
Lestrange rozejrzał się, powoli przyzwyczajając oczy do słońca. Z początku nie dostrzegł nic. Jeno drzewa, krzewy, taflę jeziora... I brzeg. A potem powrócił wzrokiem do linii drzew, od której stali dobrych kilkanaście kroków, i zmarszczył brwi.
- Gdyby to był pożar, spaliłby całą okolicę. Gdyby piorun, to wyglądałoby to inaczej - powiedział, wskazując na skupisko drzew. Gdy zogniskowali na nich wzrok, dostrzegli osmolone i wyżłobione miejsca na pniach. Gdy podeszli bliżej, mogli ocenić że z całą pewnością nie powstały naturalnie. Kora na kilku pniach została zerwana, jakby potężną siłą, a w wielu miejscach: zwęglona. Nie było tu jednak śladów podpalenia. - Zaklęcia?
Lestrange przejechał opuszkami palców po czarnych śladach. W niektórych miejscach faktycznie wyglądało, jakby ktoś postanowił spróbować podpalić kilka drzew. Z jakiegoś jednak powodu te nie zajęły się ogniem. Spojrzał na Nicholasa, jakby szukał w nim potwierdzenia swoich przypuszczeń, chociaż właściwie te pytania powinien kierować do Bulstrode'a.
Atreusowi coś mignęło w trawie. Gdy się schylił, dostrzegł prosty, gładzony kształt. Ciemnobrązowy, podłużny, z prostą rękojeścią. Na oko jedenaście cali. Różdżka. Im dłużej się przyglądał otoczeniu, tym więcej dostrzegał. Ślady walki, nadpalenia. Rozchylona i wyrwana z korzeniami trawa. Połamane gałęzie, prowadzące nie w głąb lasu, jak można by się spodziewać, a wzdłuż brzegu. Być może ślady ciągnięcia czegoś ciężkiego. Nie było tu odcisków butów, mech, liście i trawa skutecznie uniemożliwiły zostawienie wyraźnych odbić obuwia.
- Twoi współpracownicy często każą na siebie czekać? - zapytał bez cienia irytacji czy niepokoju w głosie, chociaż sam doskonale wiedział, że to było do Aurorów raczej niepodobne. Zależało im na tym, by rozwikłać tę zagadkę, sami również poprosili o wsparcie. Z jakiegoś jednak powodu nikt na nich nie czekał.
Lestrange rozejrzał się, powoli przyzwyczajając oczy do słońca. Z początku nie dostrzegł nic. Jeno drzewa, krzewy, taflę jeziora... I brzeg. A potem powrócił wzrokiem do linii drzew, od której stali dobrych kilkanaście kroków, i zmarszczył brwi.
- Gdyby to był pożar, spaliłby całą okolicę. Gdyby piorun, to wyglądałoby to inaczej - powiedział, wskazując na skupisko drzew. Gdy zogniskowali na nich wzrok, dostrzegli osmolone i wyżłobione miejsca na pniach. Gdy podeszli bliżej, mogli ocenić że z całą pewnością nie powstały naturalnie. Kora na kilku pniach została zerwana, jakby potężną siłą, a w wielu miejscach: zwęglona. Nie było tu jednak śladów podpalenia. - Zaklęcia?
Lestrange przejechał opuszkami palców po czarnych śladach. W niektórych miejscach faktycznie wyglądało, jakby ktoś postanowił spróbować podpalić kilka drzew. Z jakiegoś jednak powodu te nie zajęły się ogniem. Spojrzał na Nicholasa, jakby szukał w nim potwierdzenia swoich przypuszczeń, chociaż właściwie te pytania powinien kierować do Bulstrode'a.
Atreusowi coś mignęło w trawie. Gdy się schylił, dostrzegł prosty, gładzony kształt. Ciemnobrązowy, podłużny, z prostą rękojeścią. Na oko jedenaście cali. Różdżka. Im dłużej się przyglądał otoczeniu, tym więcej dostrzegał. Ślady walki, nadpalenia. Rozchylona i wyrwana z korzeniami trawa. Połamane gałęzie, prowadzące nie w głąb lasu, jak można by się spodziewać, a wzdłuż brzegu. Być może ślady ciągnięcia czegoś ciężkiego. Nie było tu odcisków butów, mech, liście i trawa skutecznie uniemożliwiły zostawienie wyraźnych odbić obuwia.