27.04.2024, 09:26 ✶
Trochę była rozczarowana, a trochę nie. W sumie to bardzo nie. Zawsze miała w głębokim poważaniu świat mody i barwnych fatałaszkóww. Pozbawiona matki i jakiejkolwiek innej kobiecej figury, która mogłaby zainteresować ją tym tematem, bardziej męska niż mężczyźni, którzy ją otaczali, wygryzająca sobie prawo do szacunku w świecie, w którym nie było miejsca na delikatność. I tak nie miała gdzie tego nosić. I tak nie było jej stać. Ale teraz, gdy znalazła się w szafie, gdy znalazła się może nie w Narni, ale przestrzeni zaskakująco magicznej i oderwanej od rzeczywistości w której się obracała. Christian cieszył się ze znaleziska, ale złociste oczy osiadły na zielonej sukni królowej elfów, na kwiatach i gałązkach, na hipnotyzującej fakturze, migotliwych detalach.
Mildred przepadła. Jeszcze rok temu z takim samym uwielbieniem i fascynacją obserwowała kolejkę na witrynie zabawkarskiego sklepu, tak teraz wyciągnęła nieśmiało dłoń ku projektowi, który przepadł, zniknął, który został odrzucony może, zepchnięty na margines, a jednak wciąż tliło się w nim życie, wola walki i przetrwania.
To tylko zszyte ze sobą ścierki – mówiły koleiny przyzwyczajenia, mechanizm ochronny, który miał sprawić, że nie będzie pragnąć czegoś, co i tak nigdy nie będzie jej dane. Już wystarczyła jej jedna taka żałość na całe życie. Jedna zazdrość. Jedno marzenie z gatunku nieosiągalnych.
Ale ta suknia była taka piękna, że zapomniała o wszystkim. O pracy, o Rosierze, o tym, że robota wcale nie była zakończona. Dopiero po chwili dotarły do niej jego słowa. Nie odrywając oczu od elfiej kreacji, choć dłonią cały czas nie sięgnęła do niej bojąc się, że zniknie, rozpłynie się jak sen, wymamrotała:
– Nie polecam morderstwa. Azkaban jest bardzo, bardzo nieprzyjemnym miejscem. To... To też jest Twój projekt? – zapytała nagle oblizując spierzchnięte wargi, gubiąc nagle zapiekły rytm, swoją obronną ostrość i ciskane na ślepo oskarżenia. Kurwa musiała się jeszcze na te kilka minut skupić.
Odchrząknęła.
– Dobrze więc, powróćmy do motywu. To musiał być ktoś z wewnątrz, kto wiedział o istnieniu zapasowego klucza i miał do niego dostęp, ktoś kto chciał em... kto chciałby Panu uprzykrzyć życie, Panie Rosier. Hmm... Ktoś kto mógłby do Pana w ostatnim czasie mieć żal o coś. – trop byłej dziewczyny wydawał się jałowy, ale kto wie, może nie przyznawała się do tego, że ma tu kogoś bliskiego, z resztą asystentka Rosiera mogła nie wiedzieć wszystkiego. Z drugiej strony ryzykować kradzież sukni dla takiej płytkiej zemsty? Próbowała go naprowadzić na swoich wrogów, zwłaszcza teraz, gdy suknia była już znaleziona i jeden problem spadł mu z serca, a pragnienie zemsty gorzało w nim w sposób obezwładniająco widoczny. – Możemy też porozmawiać z asystentką pana ojca. Kto zabrał zapasowy klucz jest winny lub współwinny. – nie chciała mu mówić, że Wizengamot przy dobrych prawnikach mógłby spokojnie ukręcić tej sprawie łeb. W końcu suknia nawet nie opuściła zakładu.
Mildred przepadła. Jeszcze rok temu z takim samym uwielbieniem i fascynacją obserwowała kolejkę na witrynie zabawkarskiego sklepu, tak teraz wyciągnęła nieśmiało dłoń ku projektowi, który przepadł, zniknął, który został odrzucony może, zepchnięty na margines, a jednak wciąż tliło się w nim życie, wola walki i przetrwania.
To tylko zszyte ze sobą ścierki – mówiły koleiny przyzwyczajenia, mechanizm ochronny, który miał sprawić, że nie będzie pragnąć czegoś, co i tak nigdy nie będzie jej dane. Już wystarczyła jej jedna taka żałość na całe życie. Jedna zazdrość. Jedno marzenie z gatunku nieosiągalnych.
Ale ta suknia była taka piękna, że zapomniała o wszystkim. O pracy, o Rosierze, o tym, że robota wcale nie była zakończona. Dopiero po chwili dotarły do niej jego słowa. Nie odrywając oczu od elfiej kreacji, choć dłonią cały czas nie sięgnęła do niej bojąc się, że zniknie, rozpłynie się jak sen, wymamrotała:
– Nie polecam morderstwa. Azkaban jest bardzo, bardzo nieprzyjemnym miejscem. To... To też jest Twój projekt? – zapytała nagle oblizując spierzchnięte wargi, gubiąc nagle zapiekły rytm, swoją obronną ostrość i ciskane na ślepo oskarżenia. Kurwa musiała się jeszcze na te kilka minut skupić.
Odchrząknęła.
– Dobrze więc, powróćmy do motywu. To musiał być ktoś z wewnątrz, kto wiedział o istnieniu zapasowego klucza i miał do niego dostęp, ktoś kto chciał em... kto chciałby Panu uprzykrzyć życie, Panie Rosier. Hmm... Ktoś kto mógłby do Pana w ostatnim czasie mieć żal o coś. – trop byłej dziewczyny wydawał się jałowy, ale kto wie, może nie przyznawała się do tego, że ma tu kogoś bliskiego, z resztą asystentka Rosiera mogła nie wiedzieć wszystkiego. Z drugiej strony ryzykować kradzież sukni dla takiej płytkiej zemsty? Próbowała go naprowadzić na swoich wrogów, zwłaszcza teraz, gdy suknia była już znaleziona i jeden problem spadł mu z serca, a pragnienie zemsty gorzało w nim w sposób obezwładniająco widoczny. – Możemy też porozmawiać z asystentką pana ojca. Kto zabrał zapasowy klucz jest winny lub współwinny. – nie chciała mu mówić, że Wizengamot przy dobrych prawnikach mógłby spokojnie ukręcić tej sprawie łeb. W końcu suknia nawet nie opuściła zakładu.