27.04.2024, 09:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.04.2024, 09:55 przez Samuel McGonagall.)
– Niech zatem będzie jeden dzień taki cały i inne dni takie po trochu. – Podbił stawkę i uśmiechnął się z nadzieją, z wciąż błyszczącym w jasnych oczach niedowierzaniem. To brzmiało jak spełnienie snów, których nigdy nie ośmielił się mieć, pewien, że przeszłość jest głęboko zakopana w lesie, niemożliwa już do odnalezienia. Ale nie, to nie była przeszłość. Byli starsi, cośtam jednak wiedzieli więcej o zawiedzonych oczekiwaniach, o tym, że "żyli długo i szczęśliwie" nie jest możliwe bez pracy...
Ożywił się również na myśl o kominkach fiu i o tym, że to znacznie mogłoby ułatwić wszystko wszystkim.
– Ja już sprawdzałem i taki proszek to on nawet nie jest jakoś dużo droższy mógłbym... moglibyśmy... – urwał bo jego wyobraźnia już galopowała do tego słynnego mitycznego kompromisu, w którym jest tak, że nic nie jest do końca na stałe, na twardo, chociaż w sumie to jest. Bo Nora mogłaby zamieszkać z Mabel w Dolinie i po prostu przechodzić kominkiem tutaj, do swojego królestwa. Albo on mógłby zamieszkać z nimi, choć odgłosy miasta cały czas go niepokoiły. Ale można by spróbować, zrobić to, czego ostatecznie przestraszył się osiem lat temu. Rozwiązanie wydawało się mu piękne, ale oznaczałoby również, że w pewnym sensie uczyniliby sobie z Warowni stację przesiadkową. Emocje wibrowały w powietrzu, a jego twarz zmieniała swoje oblicze jak tafla jeziora w burzowy dzień. Przygryzł wargę nie chcąc mówić tego co chodziło mu po głowie, ale na Knieję, przecież mieli rozmawiać!
– Ja myślę, że Bee się zgodzi na te kominki ona, jej bardzo zależy na tym, żebym... nie wiem tak mi się wydaje że jej zależy żebym nie wrócił do Kniei i w sumie ostatnio nawet tam pal licho domek ogrodnika, ale zaproponowała mi odbudowanie na starych fundamentach takiej chatki, której ściana przylega do murów warowni, na warsztat niby, ale mógłbym... mógłbym dobudować jedno piętro dla nas i...em... ale nie o to chodzi bo wiesz... – motał się – Tak właściwie to co jest między Tobą i Erikiem? Mówisz, że... em... że jestem Twoim chłopakiem to kim, nie wiem... Kiedy zerwaliście ze sobą? Dlaczego? Czy to przeze mnie? – wypalił w końcu rwąc rękaw koszuli kompulsywnie, z twarzą czerwoną tak jakby spędził nie dzień a co najmniej tydzień na ostrym słońcu.
Ożywił się również na myśl o kominkach fiu i o tym, że to znacznie mogłoby ułatwić wszystko wszystkim.
– Ja już sprawdzałem i taki proszek to on nawet nie jest jakoś dużo droższy mógłbym... moglibyśmy... – urwał bo jego wyobraźnia już galopowała do tego słynnego mitycznego kompromisu, w którym jest tak, że nic nie jest do końca na stałe, na twardo, chociaż w sumie to jest. Bo Nora mogłaby zamieszkać z Mabel w Dolinie i po prostu przechodzić kominkiem tutaj, do swojego królestwa. Albo on mógłby zamieszkać z nimi, choć odgłosy miasta cały czas go niepokoiły. Ale można by spróbować, zrobić to, czego ostatecznie przestraszył się osiem lat temu. Rozwiązanie wydawało się mu piękne, ale oznaczałoby również, że w pewnym sensie uczyniliby sobie z Warowni stację przesiadkową. Emocje wibrowały w powietrzu, a jego twarz zmieniała swoje oblicze jak tafla jeziora w burzowy dzień. Przygryzł wargę nie chcąc mówić tego co chodziło mu po głowie, ale na Knieję, przecież mieli rozmawiać!
– Ja myślę, że Bee się zgodzi na te kominki ona, jej bardzo zależy na tym, żebym... nie wiem tak mi się wydaje że jej zależy żebym nie wrócił do Kniei i w sumie ostatnio nawet tam pal licho domek ogrodnika, ale zaproponowała mi odbudowanie na starych fundamentach takiej chatki, której ściana przylega do murów warowni, na warsztat niby, ale mógłbym... mógłbym dobudować jedno piętro dla nas i...em... ale nie o to chodzi bo wiesz... – motał się – Tak właściwie to co jest między Tobą i Erikiem? Mówisz, że... em... że jestem Twoim chłopakiem to kim, nie wiem... Kiedy zerwaliście ze sobą? Dlaczego? Czy to przeze mnie? – wypalił w końcu rwąc rękaw koszuli kompulsywnie, z twarzą czerwoną tak jakby spędził nie dzień a co najmniej tydzień na ostrym słońcu.