• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé

[30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#3
27.04.2024, 15:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.04.2024, 15:24 przez Esmé Rowle.)  

Jeżeliby dzielić ludzi na tych, którzy byli popierdoleni przed uderzeniem pioruna i na takich, którzy stali się popierdoleni właśnie przez grom uderzający w nich, to Esmé należał do tej pierwszej grupy. Kto wie, może właśnie tego rodzaju przeżycie naprostowałoby jego marną egzystencję na bardziej racjonalne tory, które przestałyby go definiować jako "popierdolonego". Jednak pioruny uderzały daleko, za daleko, by razić kaletnika i niczym za sprawą magicznej różdżki - zmienić go w inną osobę. Niemniej, grom nie musiał go trafiać, by jakkolwiek wpływać na niego. Wystarczyło że je widział, że je słyszał, że czuł ich moc poprzez dudnienie i wibracje, by coś się zmieniało. To coś najbardziej widoczne było na jego twarzy, bo gościł na niej nieznaczny, ale jednak widoczny gołym okiem uśmiech zadowolenia. Grymas, jaki rzadko pojawiał się na jego, wciąż, młodzieńczej buźce.

Z głuchymi pluśnięciami wody pod stopami, wystukiwał jakiś rytm. Melodię, którą miał prawo znać teraz on i tylko on. Palce dłoni również uderzały w deskę stanowiącą oparcie ławki, chociaż one... wybijały inny rytm? A może skupiały się na innym elemencie tego utworu? Tak czy inaczej, Rowle zdawał się być w zaskakująco dobrym humorze. Nawet nucił coś pod nosem, czego nie dało się usłyszeć podczas całej tej zawieruchy. Sam ledwo słyszał dźwięki, jakie z siebie wydawał. W tym momencie w jego umyśle panowała dziwna cisza. Dziwna nie dlatego, że niecodzienna. Właściwie - z ciszą znał się doskonale. I z nią często walczył. Ta cisza była zupełnie innego rodzaju, łagodna i przyjemna, otulająca go niczym ciepły koc w chłodny, zimowy poranek. Cisza, która nie była spowodowana pustką, a... jej brakiem? Przysięgam, że dla samego Esmé to miało sens. Ta cisza, a tamta cisza, to były dwie zupełnie inne cisze. Jedna przyjemna, druga ostra, wwiercająca się w ciało, umysł i duszę, zostawiająca po sobie zadrapania i podrażnienia. Językiem mniej popierdolonym - jedna była komfortowa, a druga nie.

Niekomfortowe były też inne wrażenia. Do takich należało zaliczyć: nagłe pojawienie się kogoś przed nim samym. Nie spodziewał się zobaczyć kogokolwiek na ulicach podczas takiej pogody, toteż zaskoczony byłby, gdyby jakakolwiek osoba zwyczajnie spacerowała przed nim i znalazła się w jego polu widzenia. Ale. Nikt nie przechadzał się. Piorun uderzył, nastała chwila ciszy i... bum! Ktoś przed nim stał. Esmé, jakkolwiek spokojnym człowiekiem nie był, tak był wciąż człowiekiem. Tak nagłe, niespodziewane bodźce zawsze wytrącały go z równowagi. Praktycznie podskoczył na ławce, gwałtownie sięgając prawą dłonią gdzieś... pod własną koszulę? Jego ciemne, zagubione oczy wlepione były w, pojawiającą się jak grom z jasnego nieba, postać. Nagle jednak spojrzenie wyostrzyło się, a on... rozluźnił, wyciągając dłoń spod, praktycznie, własnej pachy.

Geraldine. Teraz jego mina wróciła do tego zadowolonego uśmieszku, tak samo jak cały on wrócił do poprzedniego rozluźnienia, rozsiadając się na ławce tak, jak przed jej pojawieniem się. Może jedynie głowę odchylił nieco bardziej do tyłu. I może... jego mina zmieniała się na, cóż, bardziej arogancką? Cwaniacką? Zaskakująco milczał przez dłuższy czas, nie dając odpowiedzi na pytanie, które zostało mu zadane. Nie miał zielonego pojęcia skąd wzięła się Gerry przed nim i... dlaczego tutaj jest. I dlaczego jest tak ubrana.

- W tym momencie czekam, ale na to, aż twoja koszula przemoknie odrobinę mocniej. - i opuścił wzrok, bezczelnie, na jej piersi. Odważny strój jak na taką pogodę. Sam nie był lepszy - miał na sobie koszulę, w dodatku białą, zatem nie dość że przylgnęła do jego ciała, to jeszcze nieco prześwitywała. Miał jednak tę swobodę, że był mężczyzną i jego tors nie stanowił tak wstydliwej i prywatnej strefy. - Zaczynam lubić burze coraz bardziej. - dodał po chwili i... nie, nie wrócił spojrzeniem do jej twarzy. Zamiast tego przesunął nim w dół, oglądając po prostu ciało jego Łowczyni. Nieśpiesznie, jakby naprawdę podziwiał statuę, a nie żywego człowieka. Jakby przyglądał się jej kształtom i zastanawiał jakim cudem artysta tego dokonał.
- Wybacz moje maniery. - odezwał się ponownie, gdy jego ciemne oczęta dotarły do jej stóp i dopiero teraz znów nawiązał kontakt wzrokowy. Zabrał ręce z oparcia ławki i klepnął lewą ręką obok siebie. - Proszę, usiądź, nie stój tak. Miejsca jest dla nas obojga. - zaproponował, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby było to zupełnie normalne spotkanie podczas pięknej pogody w parku. - Przedstawienie dopiero się zaczyna. - mruknął ledwo słyszalnie przy gwizdaniu wiatru, który zahaczał o krawędzie budynków, stawiających mu opór. W trakcie tych słów przeniósł spojrzenie na burzę, która była coraz bliżej. I rzeczywiście zaraz miała uderzyć z pełną mocą. Sam kaletnik, wpatrując się w nią, bardzo powoli zmieniał... swój nastrój? Wydawał się rozluźniać, rozpływać w przyjemności, a może nawet swoistej tęsknocie. Tak, jakby wspominał piękne czasy. Piękne, ale nieosiągalne. Czasy, które przeminęły bezpowrotnie. Musiał wyglądać, na swój sposób, błogo - nawet mimo tego, że delikatnie drżał od zimna, a jego włosy wyglądały... fatalnie, jak to przemoczone włosy przyklejające się do twarzy. Nieco stracił też na swoich naturalnych barwach i rumieńcach, które od zawsze były nieszczególne, ale teraz wydawał się jeszcze bledszy. Często ciężko było określić dokładnie jego barwy, gdyż znajdował się głównie w swojej pracowni, a jego pracownia znów znajdowała się w... półmroku. Jedynie nad jego stołami, nad którymi pracował, było jasno. I wtedy, dosłownie i w przenośni, dało się dostrzec prawdziwe barwy Esmé.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (1612), Geraldine Greengrass-Yaxley (1630)




Wiadomości w tym wątku
[30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 06.04.2024, 04:54
RE: [30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.04.2024, 13:59
RE: [30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 27.04.2024, 15:23
RE: [30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.04.2024, 22:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa