27.04.2024, 18:49 ✶
Naliczyłem wszystkie ręce - było ich dwanaście. W sensie para rąk i dziesięć palców... Nie miałem dwunastu rąk. To byłoby przerażające, a też nie byłem naćpany by tyle widzieć. Po prostu bardzo obawiałem się o swoje śliczne ciało, więc powoli sprawdzałem je po kolei by nic mnie po drodze nie zaskoczyło, a ja już wiedziałem, ile można było zarobić zarówno na świeżych, jak i nieświeżych narządach zdrowego czarodzieja. Przeklęta dziwka... Albo pedał. Tylko takie mątwy zajmowały się kadzidłami. Zamierzałem dorwać prowodyra całej tej sytuacji, a Hadesik McKinnon cholernie nie lubił tracić kontroli... Przynajmniej nie lubił tracić kontroli, kiedy sam własnoręcznie nie miał nad tym kontroli... albo nie-kontroli... Ogólnie chodziło mi o to, że nie przepadałem, kiedy to ktoś inny brał jedyny udział w mojej utracie przytomności, nawet bez konsultacji ze mną. Chociaż siostrze się upiekło... Ale ona mnie wkurwiała, a ja wkurwiałem ją. Bylem bynajmniej tego świadomy.
Kurwa, ta polityka w mojej głowie do niczego nie prowadziła. Najważniejsze było to, że chciałem ukrócić kogoś o głowę, ale chwilowo nie byłem w stanie, jakby odurzony, ale brało się to zapewne z całego tego zmęczenia sytuacją i długiego spanka. Ręce miałem, nogi miałem, palce też wszystkie. Nic mi nie zniknęło po kieszeniach... Może byłem ofiarą czystego przypadku? Cóż, perfidny to był przypadek, ale jakby nie patrzeć, bywało się w gorszych stanach, więc... co mnie nie zabije, to mnie wzmocni? Ale głowy tych kurew musiały polecieć! Jak nic!
Najgorzej, bo nim zdążyłem się stąd chociaż trochę pozbierać, nade mną znalazła się Brenna Longbottom. Dziewczyna była przenikliwa. Musiałem mord i myśli o mordzie przełożyć na jutro. Albo coś.
- Siedzę sobie - zauważyłem z parszywym uśmieszkiem. Oczywiście, że podniosłem na nią spojrzenie, inaczej bym nie wiedział, że to ona. Jeszcze tak dobrze nie poznałem innych członków Brygady Uderzeniowej, ale to tylko kwestia czasu. Potem już człowiek ludzi poznaje po pstryknięciu teleportacji, a do tego czasu musiałem obciążać swój kark i udręczoną głowę.
I teraz pytanie, czy się rozpruć przed dziewczyną, że dałem się podejść jakiejś żałosnej mątwie, czy zgrywać twardziela?
- Fajrant i te sprawy - dodałem, wzruszając ramionami, ale nadal czułem, że mi głowa ucieka gdzieś, a też z niepokojem oczy moje obserwowały ściany. Te ściany, które jeszcze nie tak dawno temu chciały mnie zmiażdżyć i nie miały jebanego końca. Właśnie, może lepiej było stąd spierdolić. - Powiedz ty mi, Bren-Bren... Ty przyszłaś stamtąd? - zapytałem, wskazując miejsce za jej plecami, jakby to była najbardziej interesująca rzecz na świecie. W tej chwili właśnie taka dla mnie była.
Kurwa, ta polityka w mojej głowie do niczego nie prowadziła. Najważniejsze było to, że chciałem ukrócić kogoś o głowę, ale chwilowo nie byłem w stanie, jakby odurzony, ale brało się to zapewne z całego tego zmęczenia sytuacją i długiego spanka. Ręce miałem, nogi miałem, palce też wszystkie. Nic mi nie zniknęło po kieszeniach... Może byłem ofiarą czystego przypadku? Cóż, perfidny to był przypadek, ale jakby nie patrzeć, bywało się w gorszych stanach, więc... co mnie nie zabije, to mnie wzmocni? Ale głowy tych kurew musiały polecieć! Jak nic!
Najgorzej, bo nim zdążyłem się stąd chociaż trochę pozbierać, nade mną znalazła się Brenna Longbottom. Dziewczyna była przenikliwa. Musiałem mord i myśli o mordzie przełożyć na jutro. Albo coś.
- Siedzę sobie - zauważyłem z parszywym uśmieszkiem. Oczywiście, że podniosłem na nią spojrzenie, inaczej bym nie wiedział, że to ona. Jeszcze tak dobrze nie poznałem innych członków Brygady Uderzeniowej, ale to tylko kwestia czasu. Potem już człowiek ludzi poznaje po pstryknięciu teleportacji, a do tego czasu musiałem obciążać swój kark i udręczoną głowę.
I teraz pytanie, czy się rozpruć przed dziewczyną, że dałem się podejść jakiejś żałosnej mątwie, czy zgrywać twardziela?
- Fajrant i te sprawy - dodałem, wzruszając ramionami, ale nadal czułem, że mi głowa ucieka gdzieś, a też z niepokojem oczy moje obserwowały ściany. Te ściany, które jeszcze nie tak dawno temu chciały mnie zmiażdżyć i nie miały jebanego końca. Właśnie, może lepiej było stąd spierdolić. - Powiedz ty mi, Bren-Bren... Ty przyszłaś stamtąd? - zapytałem, wskazując miejsce za jej plecami, jakby to była najbardziej interesująca rzecz na świecie. W tej chwili właśnie taka dla mnie była.