27.04.2024, 19:29 ✶
Próbowałem odgadnąć prawdziwe motywy Flynna, ale były skryte głęboko w jego zamkniętym umyśle. Obawiałem się, że ta zabawa serio może się źle skończyć, szczególnie że Flynn różne kłopoty ciągnął za sobą, a trup w cyrku i to jeszcze tak znajomy trup... nie byłby mi kompletnie po drodze. Może nie byłbym zaniepokojony, gdyby proponował Norze samo huśtanie się, ale nie dość, że zamierzał ciągnąć ją na samą górę, to jeszcze sobie ze mną pogrywał. Nie podobało mi się to tym bardziej.
Kpił sobie ze mnie w najlepsze. A dobrze wiedział, że miałem lęk wysokości. Mogłem się założyć, że był wtedy obecny, lata temu, kiedy leciałem nieprzytomny w dół. Ogarniał mnie strach właściwie to paniczny, kiedy miałem przed sobą wizję... Tak, patrzenie w górę i myśl, że mógłbym się tam znaleźć, sama w sobie sprawiała, że zaczynało mi się robić słabo. Od tamtej pory, od dnia mojego wypadku, tak to doświadczenie wgryzło się w dziecięcy umysł, że nie oderwałem stóp od ziemi. Stąpałem po niej twardo, na wdechu przekraczając wszelkie mosty i inne tego typu rzeczy... Flynn o tym wiedział.
Ba! To jeszcze nie był koniec jego przewinień odkąd wszedłem do tego przeklętego namiotu. Nie było w tym głębszego celu, poza wprawieniem mnie w stan zazdrości - mogłem się o to założyć. Robił mi na złość, bawiąc się Norą, kokietując ją i bagatelizując kwestie bezpieczeństwa. Miałem ochotę krzyknąć, ale nie chciałem zostawać czarnym charakterem w tej historii. Nie byłem pewien, czy Nora była na tyle odważna, czy na tyle głupia, ale bądź co bądź była osobą dorosłą, więc skoro już siedziała tyłkiem na trapezie... Niech sobie robią co chcą! I tak przez najbliższy czas nie będę mógł wyrzucić z głowy widoku, jak jej poprawiał włosy, jak byli blisko, jak wymieniali się uśmiechami... Nawet nie byłem w stanie w tej chwili czaić się gdzieś na uboczu, żeby ich mieć na oku. Po prostu nie chciałem tego widzieć.
- Super. W takim razie zostawiam cię w rękach specjalisty. Bawcie się dobrze... I bezpiecznie - odparłem beznamiętnie, ale zaraz dodałem ciepło. - Miło było cię poznać osobiście, Noro. Do zobaczenia.
Sam zaś obróciłem się na pięcie, po czym pospiesznie wyszedłem z namiotu. Zamierzałem znaleźć kogoś rozważnego i trzeźwego, kto będzie miał tę dwójkę na oku.
Kpił sobie ze mnie w najlepsze. A dobrze wiedział, że miałem lęk wysokości. Mogłem się założyć, że był wtedy obecny, lata temu, kiedy leciałem nieprzytomny w dół. Ogarniał mnie strach właściwie to paniczny, kiedy miałem przed sobą wizję... Tak, patrzenie w górę i myśl, że mógłbym się tam znaleźć, sama w sobie sprawiała, że zaczynało mi się robić słabo. Od tamtej pory, od dnia mojego wypadku, tak to doświadczenie wgryzło się w dziecięcy umysł, że nie oderwałem stóp od ziemi. Stąpałem po niej twardo, na wdechu przekraczając wszelkie mosty i inne tego typu rzeczy... Flynn o tym wiedział.
Ba! To jeszcze nie był koniec jego przewinień odkąd wszedłem do tego przeklętego namiotu. Nie było w tym głębszego celu, poza wprawieniem mnie w stan zazdrości - mogłem się o to założyć. Robił mi na złość, bawiąc się Norą, kokietując ją i bagatelizując kwestie bezpieczeństwa. Miałem ochotę krzyknąć, ale nie chciałem zostawać czarnym charakterem w tej historii. Nie byłem pewien, czy Nora była na tyle odważna, czy na tyle głupia, ale bądź co bądź była osobą dorosłą, więc skoro już siedziała tyłkiem na trapezie... Niech sobie robią co chcą! I tak przez najbliższy czas nie będę mógł wyrzucić z głowy widoku, jak jej poprawiał włosy, jak byli blisko, jak wymieniali się uśmiechami... Nawet nie byłem w stanie w tej chwili czaić się gdzieś na uboczu, żeby ich mieć na oku. Po prostu nie chciałem tego widzieć.
- Super. W takim razie zostawiam cię w rękach specjalisty. Bawcie się dobrze... I bezpiecznie - odparłem beznamiętnie, ale zaraz dodałem ciepło. - Miło było cię poznać osobiście, Noro. Do zobaczenia.
Sam zaś obróciłem się na pięcie, po czym pospiesznie wyszedłem z namiotu. Zamierzałem znaleźć kogoś rozważnego i trzeźwego, kto będzie miał tę dwójkę na oku.
Postać opuszcza sesję