27.04.2024, 23:12 ✶
Patrick wszedł do kuchni za Norą i obrzucił pomieszczenie dłuższym spojrzeniem. Właściwie powinien chyba się spodziewać, że to miejsce będzie wyglądało na tak samo pośpiesznie opuszczone jak wszystkie poprzednie. Jak inaczej mógłby wyjaśnić pozostawione na miejscu opakowania starego jedzenia?
Posłał Norze zainteresowane spojrzenie, gdy komentowała wystrój wnętrza. To nie był czas na żarty, ale jakoś nie potrafił się powstrzymać przed powiedzeniem:
- Po prostu wyrzućmy wszystko. Brenna na pewno nie będzie miała nic przeciwko sfinansowaniu nowych mebli i pieca do kuchni.
W rzeczywistości, wcale nie był tak skłonny szastać budżetem Longbottomówny. Co jednak nie zmieniało narastającego w nim przekonania, że większość rzeczy w tym domu naprawdę trzeba było wyrzucić i wymienić na nowe. Tak jak ściany wymagały zerwania starej tapety i odmalowania (albo położenia nowej), podłogi trzeba było odświeżyć i wycyklinować, kupić nowe oświetlenie i… no taka stara rezydencja to z pewnością studnia bez dna, gdy chodziło o wydawanie pieniędzy.
Zbliżył się do okna i wyjrzał przez nie, a potem chyba przez wzgląd na Norę, zwrócił uwagę na popsutą żywność. Skrzywił się. No to chyba trzeba było się pożegnać z wieczorną wizją parzenia herbaty w tym miejscu.
- Dziwne, że to nie zdążyło się już dawno… eee… zasuszyć? – Albo, że nie zalęgły się w tym jakieś robaki lub gryzonie. Potrząsnął głową. Dla nich to i lepiej, że nic nie postanowiło tu zakwitnąć lub założyć hodowlę. Rozejrzał się za jakąś torbą, do której mógłby wyrzucić popsute jedzenie. – Skoro wietrzenie nie pomogło, to pomoże wywalanie – dodał po chwili, gdy już znalazł coś, w co mogli załadować śmieci. Część rzeczy zamierzał wywalać bez użycia magii, część przy pomocy różdżki – gdyby popsute jedzenie wydawało mu się wyjątkowo odrażające. – Ta zastawa chyba jest w porządku – dodał po chwili.
Wzruszył ramionami, gdy Nora zauważyła błoto. Nie miał pojęcia, kto je tu przyniósł, ale zakładał, że mógł to być ten sam ktoś, kto otworzył okno. Pewnie przyszedł ze dworu a wcześniej łaził gdzieś, gdzie było mokro. I jakoś umysł mimowolnie poprowadził go ku służącej, która utopiła się w stawie i ku Bastianowi Juliusowi. Westchnął pod nosem, uświadamiając sobie, że atmosfera tego miejsca była jednak mocno przytłaczająca.
- Może najpierw wywalmy śmieci a potem sprzątnijmy błoto? Zwłaszcza, że ktoś mógł go nanieść jeszcze dalej - zaproponował.
Posłał Norze zainteresowane spojrzenie, gdy komentowała wystrój wnętrza. To nie był czas na żarty, ale jakoś nie potrafił się powstrzymać przed powiedzeniem:
- Po prostu wyrzućmy wszystko. Brenna na pewno nie będzie miała nic przeciwko sfinansowaniu nowych mebli i pieca do kuchni.
W rzeczywistości, wcale nie był tak skłonny szastać budżetem Longbottomówny. Co jednak nie zmieniało narastającego w nim przekonania, że większość rzeczy w tym domu naprawdę trzeba było wyrzucić i wymienić na nowe. Tak jak ściany wymagały zerwania starej tapety i odmalowania (albo położenia nowej), podłogi trzeba było odświeżyć i wycyklinować, kupić nowe oświetlenie i… no taka stara rezydencja to z pewnością studnia bez dna, gdy chodziło o wydawanie pieniędzy.
Zbliżył się do okna i wyjrzał przez nie, a potem chyba przez wzgląd na Norę, zwrócił uwagę na popsutą żywność. Skrzywił się. No to chyba trzeba było się pożegnać z wieczorną wizją parzenia herbaty w tym miejscu.
- Dziwne, że to nie zdążyło się już dawno… eee… zasuszyć? – Albo, że nie zalęgły się w tym jakieś robaki lub gryzonie. Potrząsnął głową. Dla nich to i lepiej, że nic nie postanowiło tu zakwitnąć lub założyć hodowlę. Rozejrzał się za jakąś torbą, do której mógłby wyrzucić popsute jedzenie. – Skoro wietrzenie nie pomogło, to pomoże wywalanie – dodał po chwili, gdy już znalazł coś, w co mogli załadować śmieci. Część rzeczy zamierzał wywalać bez użycia magii, część przy pomocy różdżki – gdyby popsute jedzenie wydawało mu się wyjątkowo odrażające. – Ta zastawa chyba jest w porządku – dodał po chwili.
Wzruszył ramionami, gdy Nora zauważyła błoto. Nie miał pojęcia, kto je tu przyniósł, ale zakładał, że mógł to być ten sam ktoś, kto otworzył okno. Pewnie przyszedł ze dworu a wcześniej łaził gdzieś, gdzie było mokro. I jakoś umysł mimowolnie poprowadził go ku służącej, która utopiła się w stawie i ku Bastianowi Juliusowi. Westchnął pod nosem, uświadamiając sobie, że atmosfera tego miejsca była jednak mocno przytłaczająca.
- Może najpierw wywalmy śmieci a potem sprzątnijmy błoto? Zwłaszcza, że ktoś mógł go nanieść jeszcze dalej - zaproponował.