28.04.2024, 16:42 ✶
Gdyby Basilius wiedział, że uzdrowicielką Geraldine była jego kuzynka, postrach wielu pracowników Munga we własnej osobie, to pewnie uśmiechnąłby się rozbawiony, jednocześnie wiedząc, że Geraldine rzeczywiście była w naprawdę dobrych rękach.
— W takim razie, więcej spokojnych nocy dla mnie – skomentował jedynie, oczywiście nie wycofując się ze swojej propozycji. Gdyby czarownica rzeczywiście pojawiła się u niego z jakąś głupią raną to pewnie nawet, by za bardzo nie marudził.
Gdy usłyszał co proponuje, najpierw jedynie uśmiechnął się i oparł lepiej na krześle z rękami założonymi na piersi przyglądając jej się z zaciekawieniem. Myślał, czy też raczej próbował ocenić, co też ryzykowałby, zgadzając się na ten układ. Najlepsze było to, że Yaxley nie wydawała mu się na tyle groźna, by móc wpędzić go w poważne tarapaty, a jednocześnie nie przychodziło mu do głowy nic o co mogłaby poprosić. I taką niespodziankę lubił. Nawet nie planował oszukiwać.
– Świetnie. Zagramy więc o przysługę – rzucił, wyciągając swoje karty, które profilaktycznie zawsze nosił przy sobie, tasujac je wprawionych ruchem. Nie miał jeszcze pojęcia o co poprosi Geraldine jeśli to on wygra, ale zawsze lepiej było mieć u kogoś przysługę, niż jej nie mieć. Pewnie gdyby przez chwilę pomyślał, ostrzegłby ją, że na pewne rzeczy nigdy się nie zgodzi. Ale obecnie ekscytacja skutecznie wypychała z jego głowy zdrowy rozsądek.
— W takim razie, więcej spokojnych nocy dla mnie – skomentował jedynie, oczywiście nie wycofując się ze swojej propozycji. Gdyby czarownica rzeczywiście pojawiła się u niego z jakąś głupią raną to pewnie nawet, by za bardzo nie marudził.
Gdy usłyszał co proponuje, najpierw jedynie uśmiechnął się i oparł lepiej na krześle z rękami założonymi na piersi przyglądając jej się z zaciekawieniem. Myślał, czy też raczej próbował ocenić, co też ryzykowałby, zgadzając się na ten układ. Najlepsze było to, że Yaxley nie wydawała mu się na tyle groźna, by móc wpędzić go w poważne tarapaty, a jednocześnie nie przychodziło mu do głowy nic o co mogłaby poprosić. I taką niespodziankę lubił. Nawet nie planował oszukiwać.
– Świetnie. Zagramy więc o przysługę – rzucił, wyciągając swoje karty, które profilaktycznie zawsze nosił przy sobie, tasujac je wprawionych ruchem. Nie miał jeszcze pojęcia o co poprosi Geraldine jeśli to on wygra, ale zawsze lepiej było mieć u kogoś przysługę, niż jej nie mieć. Pewnie gdyby przez chwilę pomyślał, ostrzegłby ją, że na pewne rzeczy nigdy się nie zgodzi. Ale obecnie ekscytacja skutecznie wypychała z jego głowy zdrowy rozsądek.