28.04.2024, 19:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2024, 19:33 przez Bard Beedle.)
Gdy Morpheus Longbottom pchnął drzwi, po ich drugiej stronie zobaczył ducha.
Widmowa postać mężczyzny - od razu zorientował się, że twarz jest znajoma, przypominał człowieka z portretu wiszącego na dole, albo bliski krewny, albo on sam, ale odmieniony przez czas, ze srebrzystymi śladami krwi na ustach i śladem po pętli na szyi - wionęła chłodem, który wyczuł chwilę wcześniej.
Może to na widok Longbottoma, może ponieważ Moody wypadła z pomieszczenia, zjawa cofnęła się i wniknęła w ścianę, za którą znajdowała się bawialnia.
- Nie potrzebuję kadzidełka... - szepnął dziewczęcy głos gdzieś z ciemności. A Milles wypadając na korytarz usłyszała ten sam dźwięk, co chwilę wcześniej Morpheus - wskazujący na to, że coś na dole się zawaliło. Zdało się jej, że gdy się odwróciła, mignęło jej coś srebrzystego w korytarzu, ona jednak nie dostrzegła ducha.
W ciemnościach ciężko było to zauważyć, ale gdy weszli z powrotem do sypialni zajmowanej przez Mildred, Morpheus wyłapał kątem oka ruch. I wiedział już, że to żaden duch: a raczej duch nie nawiedzał sypialni Miles.
Co nie oznaczało, że głos, który słyszała, rozbrzmiewał tylko w jej głowie.
Na pustym dotąd portrecie, stała ciemnowłosa dziewczyna. Zajmowała tylko jego część - była zbyt nieduża, aby mógł przedstawiać tylko ją, ktoś jeszcze z pewnością został uwieczniony razem z nią. Przez jej twarz biegły szramy, wskazujące na to, że ktoś próbował uszkodzić portret - pewnie niekoniecznie ten.
Mieli okazję widzieć wcześniej tę twarz w szkicowniku, który znalazł Morpheus. Dwie identyczne dziewczyny. Genevieve i Guinevre. Którą z nich widzieli?
- Odejdźcie i nigdy nie wracajcie - powiedziała dziewczyna, spoglądając ku nim, i teraz dostrzegła ją także Millie. - Nad naszym rodem zawisła klątwa, a w tym domu wciąż wiele jest złej magii.
Widmowa postać mężczyzny - od razu zorientował się, że twarz jest znajoma, przypominał człowieka z portretu wiszącego na dole, albo bliski krewny, albo on sam, ale odmieniony przez czas, ze srebrzystymi śladami krwi na ustach i śladem po pętli na szyi - wionęła chłodem, który wyczuł chwilę wcześniej.
Może to na widok Longbottoma, może ponieważ Moody wypadła z pomieszczenia, zjawa cofnęła się i wniknęła w ścianę, za którą znajdowała się bawialnia.
- Nie potrzebuję kadzidełka... - szepnął dziewczęcy głos gdzieś z ciemności. A Milles wypadając na korytarz usłyszała ten sam dźwięk, co chwilę wcześniej Morpheus - wskazujący na to, że coś na dole się zawaliło. Zdało się jej, że gdy się odwróciła, mignęło jej coś srebrzystego w korytarzu, ona jednak nie dostrzegła ducha.
W ciemnościach ciężko było to zauważyć, ale gdy weszli z powrotem do sypialni zajmowanej przez Mildred, Morpheus wyłapał kątem oka ruch. I wiedział już, że to żaden duch: a raczej duch nie nawiedzał sypialni Miles.
Co nie oznaczało, że głos, który słyszała, rozbrzmiewał tylko w jej głowie.
Na pustym dotąd portrecie, stała ciemnowłosa dziewczyna. Zajmowała tylko jego część - była zbyt nieduża, aby mógł przedstawiać tylko ją, ktoś jeszcze z pewnością został uwieczniony razem z nią. Przez jej twarz biegły szramy, wskazujące na to, że ktoś próbował uszkodzić portret - pewnie niekoniecznie ten.
Mieli okazję widzieć wcześniej tę twarz w szkicowniku, który znalazł Morpheus. Dwie identyczne dziewczyny. Genevieve i Guinevre. Którą z nich widzieli?
- Odejdźcie i nigdy nie wracajcie - powiedziała dziewczyna, spoglądając ku nim, i teraz dostrzegła ją także Millie. - Nad naszym rodem zawisła klątwa, a w tym domu wciąż wiele jest złej magii.