28.04.2024, 20:21 ✶
– Za kilka dni angielskie niebo powinno spodobać ci się równie mocno jak to egipskie. Nad Europą przewinie się deszcz spadających gwiazd – powiedział Cathal, na moment, na krótką chwilę, też spoglądając na niebo. Nad Londynem gwiazdy ginęły w blasku elektrycznych świateł, ale nad wrzosowiskami Walii i tutaj, nad angielskim jeziorem, te błyszczały, miliardy dalekich słońc.
Zaraz jednak oderwał wzrok od nieba. Zrobił to, bo nie mógł ufać Guinevere i nie był pewny, co to za moment zrobi: musiał obserwować każdy jej ruch. Nie wiedział jeszcze, jaką formę przyjęła jej zdrada. Czy dopiero ją planowała? Czy wynosiła informacje? Czy zamierzała zrobić coś innego, znacznie dotkliwszego? Przekazała wiadomości Ministerstwu? Voldemortowi? Nie, to ostatnie wykluczył – nawet oblepiony ciemnością nie widział jej jako zwolennika Czarnego Pana. Ale być może uznała, że to coś, czym powinno zająć się Ministerstwo? Nie ufała mu na tyle, aby pozostawić sprawę filarów w jego rękach?
– Nie wydaje mi się, żeby tak robili, ale kto wie? Mugole miewają naprawdę dziwaczne pomysły – stwierdził, wciąż siląc się na to, by zachowywać się normalnie i nie pokazać przed nią, że zaczął domyślać się, że coś jest nie tak. Każde jej słowo, każdy gest, były teraz rozumiane przez niego opacznie, kiedy cichy głos sączył się wprost do umysłu, gdy wyśpiewywał mu pieśń o zdradzie i przypominał wszystkich tych, którzy zginęli, bo zaufali przyjaciołom. Zamarł i przypatrywał się jej po prostu długą chwilę – nic nadzwyczajnego u Cathala, niekiedy przecież się zacinającego – wspominając Cezara, dźgniętego ostrzem przez Brutusa, angielskiego Henryka Tudora, skazującego na ścięcie krewnych i dawnych przyjaciół, Helenę, umykającą od męża, a potem wydającą jego wojskom Troję.
Co jeśli Ulysses albo Nell z nią współpracowali?
Ruszył za nią brzegiem jeziora. Jeśli chciała odciągnąć go od domku, dając im czas na przeszukanie, nic nie osiągnie: nie zabrał ze sobą przecież niczego istotnego, a notatki robił stosunkowo rzadko i zwykle bardzo urwane, bo większość informacji tkwiła bezpiecznie w jego głowie. Za to jeżeli coś będzie ruszone albo wróci się nagle… Wtedy wszystko będzie jasne.
– Chyba wolę wybrzeże. Tutaj jest wielu mugoli. Ale jezioro i tak wyspa na swój sposób mnie intrygują. Poza tym całkiem chętnie obejrzę zamek Carlise.
A właściwie obejrzałby go bardzo chętnie, gdyby był tutaj z kimś innym, nie u boku osoby, która knuła właśnie zdradę. Choć powinien patrzeć pod nogi, uważać, gdzie idzie w mroku, spoglądał nie w dół, lecz na nią, wciąż na nią, zastanawiając się, co chodzi jej po głowie, jaki opracowała plan.
Zaraz jednak oderwał wzrok od nieba. Zrobił to, bo nie mógł ufać Guinevere i nie był pewny, co to za moment zrobi: musiał obserwować każdy jej ruch. Nie wiedział jeszcze, jaką formę przyjęła jej zdrada. Czy dopiero ją planowała? Czy wynosiła informacje? Czy zamierzała zrobić coś innego, znacznie dotkliwszego? Przekazała wiadomości Ministerstwu? Voldemortowi? Nie, to ostatnie wykluczył – nawet oblepiony ciemnością nie widział jej jako zwolennika Czarnego Pana. Ale być może uznała, że to coś, czym powinno zająć się Ministerstwo? Nie ufała mu na tyle, aby pozostawić sprawę filarów w jego rękach?
– Nie wydaje mi się, żeby tak robili, ale kto wie? Mugole miewają naprawdę dziwaczne pomysły – stwierdził, wciąż siląc się na to, by zachowywać się normalnie i nie pokazać przed nią, że zaczął domyślać się, że coś jest nie tak. Każde jej słowo, każdy gest, były teraz rozumiane przez niego opacznie, kiedy cichy głos sączył się wprost do umysłu, gdy wyśpiewywał mu pieśń o zdradzie i przypominał wszystkich tych, którzy zginęli, bo zaufali przyjaciołom. Zamarł i przypatrywał się jej po prostu długą chwilę – nic nadzwyczajnego u Cathala, niekiedy przecież się zacinającego – wspominając Cezara, dźgniętego ostrzem przez Brutusa, angielskiego Henryka Tudora, skazującego na ścięcie krewnych i dawnych przyjaciół, Helenę, umykającą od męża, a potem wydającą jego wojskom Troję.
Co jeśli Ulysses albo Nell z nią współpracowali?
Ruszył za nią brzegiem jeziora. Jeśli chciała odciągnąć go od domku, dając im czas na przeszukanie, nic nie osiągnie: nie zabrał ze sobą przecież niczego istotnego, a notatki robił stosunkowo rzadko i zwykle bardzo urwane, bo większość informacji tkwiła bezpiecznie w jego głowie. Za to jeżeli coś będzie ruszone albo wróci się nagle… Wtedy wszystko będzie jasne.
– Chyba wolę wybrzeże. Tutaj jest wielu mugoli. Ale jezioro i tak wyspa na swój sposób mnie intrygują. Poza tym całkiem chętnie obejrzę zamek Carlise.
A właściwie obejrzałby go bardzo chętnie, gdyby był tutaj z kimś innym, nie u boku osoby, która knuła właśnie zdradę. Choć powinien patrzeć pod nogi, uważać, gdzie idzie w mroku, spoglądał nie w dół, lecz na nią, wciąż na nią, zastanawiając się, co chodzi jej po głowie, jaki opracowała plan.