28.04.2024, 21:00 ✶
– To nie tak – jęknął, gdy zaczęła go przepraszać. – To nie Twoja wina, tylko moja, jak... jak czuje za bardzo to wtedy czasami, nie wiem, czasami mam wrażenie, że tego wszystkiego jest za dużo i bardzo chce wyjść na zewnątrz i wychodzi, wtedy na pomoście jak się kłóciliśmy i po prostu... tego było już po prostu za dużo. – odetchnął, bo teraz też byli blisko kłócenia, a nie chciał się kłócić.
Hałasy z zewnątrz nie pomagały. Miał poczucie dochodzącego z zewnątrz gwaru, bolała go głowa, bo powietrze było bardzo inne, no i trzeźwiał w przyspieszonych okolicznościach. Kakao pomagało się skupić, skanalizować, osadzić, więc skupił się na nim. Upił kolejnych kilka łyków ciepłego nektaru, który ofiarowała mu jego najpiękniejsza księżniczka. Jego dziewczyna. Ta myśl była przyjemna.
I dobrze, że nabrał powietrze, bo potem Nora prawie że go utopiła, metaforycznie oczywiście. Wyznanie miłości do Erika walnęło nim jak skarpetką napełnioną mokrym piaskiem znad dolinowego jeziora i niemal zwaliło go to z krzesła. Na szczęście wysłuchał do końca a nie zerwał się jak oparzony po pierwszym zdaniu, na szczęście potrwał chwilę w ciszy międroląc w głowie te fakty i na MOMENT zakładając, że mógł mieć błędne o nich mniemanie. W sumie, dlaczego miałoby być słuszne? W końcu nie znał się na tym. Sam dopiero robił pierwsze kroki w społeczności. W końcu Bee powiedziała mu bardzo wprost, że Erik ma kogoś innego w sercu. Dlaczego miałaby kłamać. Niedowierzanie, nadzieja, zaskoczenie, czy też rozbawienie, że może po prostu był idiotą, dał się porwać emocjom, zamiast po prostu zapytać... to wszystko obmalowało się na twarzy dwudziestoparolatka. W sumie, on sam uważał Bee za swoją siostrę. Ufał jej mimo, że ostatnio ich relacja była mocno skierowana w stronę układu "rodzic-dziecko". Nie zawsze jednak tak było i kto wie, może jak stanie na nogi, jak okrzepnie w nowej rzeczywistości, to nie zawsze też tak będzie. W końcu się adaptował. W końcu dopuszczał myśl, żeby zostać wśród ludzi, nawet jeśli knieja będzie opustoszała.
Więc tak, więc mógłby powiedzieć, że też kocha Brennę. To zdawało się odpowiednie, uspokajające go porównanie.
A wtedy jego brwi ściągnęły się w zaskoczeniu.
– Co masz na myśli mówiąc, że jego też kochasz? – zapytał dziwnie głucho, nie odrywając już ani na moment oczu od jej ślicznej, acz zmartwionej obecnie twarzy.
Hałasy z zewnątrz nie pomagały. Miał poczucie dochodzącego z zewnątrz gwaru, bolała go głowa, bo powietrze było bardzo inne, no i trzeźwiał w przyspieszonych okolicznościach. Kakao pomagało się skupić, skanalizować, osadzić, więc skupił się na nim. Upił kolejnych kilka łyków ciepłego nektaru, który ofiarowała mu jego najpiękniejsza księżniczka. Jego dziewczyna. Ta myśl była przyjemna.
I dobrze, że nabrał powietrze, bo potem Nora prawie że go utopiła, metaforycznie oczywiście. Wyznanie miłości do Erika walnęło nim jak skarpetką napełnioną mokrym piaskiem znad dolinowego jeziora i niemal zwaliło go to z krzesła. Na szczęście wysłuchał do końca a nie zerwał się jak oparzony po pierwszym zdaniu, na szczęście potrwał chwilę w ciszy międroląc w głowie te fakty i na MOMENT zakładając, że mógł mieć błędne o nich mniemanie. W sumie, dlaczego miałoby być słuszne? W końcu nie znał się na tym. Sam dopiero robił pierwsze kroki w społeczności. W końcu Bee powiedziała mu bardzo wprost, że Erik ma kogoś innego w sercu. Dlaczego miałaby kłamać. Niedowierzanie, nadzieja, zaskoczenie, czy też rozbawienie, że może po prostu był idiotą, dał się porwać emocjom, zamiast po prostu zapytać... to wszystko obmalowało się na twarzy dwudziestoparolatka. W sumie, on sam uważał Bee za swoją siostrę. Ufał jej mimo, że ostatnio ich relacja była mocno skierowana w stronę układu "rodzic-dziecko". Nie zawsze jednak tak było i kto wie, może jak stanie na nogi, jak okrzepnie w nowej rzeczywistości, to nie zawsze też tak będzie. W końcu się adaptował. W końcu dopuszczał myśl, żeby zostać wśród ludzi, nawet jeśli knieja będzie opustoszała.
Więc tak, więc mógłby powiedzieć, że też kocha Brennę. To zdawało się odpowiednie, uspokajające go porównanie.
A wtedy jego brwi ściągnęły się w zaskoczeniu.
– Co masz na myśli mówiąc, że jego też kochasz? – zapytał dziwnie głucho, nie odrywając już ani na moment oczu od jej ślicznej, acz zmartwionej obecnie twarzy.