Prawda była taka, że Penny nie zaliczała się do grona osób, które potrafiły szczególnie długo chować urazę. Można założyć, w dodatku z dużym prawdopodobieństwem nie będzie w stanie zrobić tego również w stosunku do Aidana. Potrzeba było dać jej tylko nieco czasu. Odrobinę przestrzeni. Pozwolić na to, żeby cała ta złość minęła sama z siebie. Podobnie jak i rozczarowanie wynikające z tego, że Parkinson mógł coś takiego pomyśleć. Powinien wiedzieć lepiej. Znał ją przecież dłużej niż ledwie kilka krótkich dni.
Renigald całe szczęście nie drążył. Nie próbował wchodzić w to wszystko głębiej. Zakończył temat dokładnie tak, jak ruda oczekiwała. Mogli dzięki temu na spokojnie zająć się innymi kwestiami. Tymi, którymi rzeczywiście powinni.
- Nie sądzę. Musiałbyś mnie do tego przekonać, a przecież już wyraźnie mówiłam, że nie jesteś w moim typie, blondasie. - również przewróciła oczyma. Nie brała tego na poważnie. Tak samo, jak w chwilę później, na poważnie nie mówiła o tym, jak miałby wyglądać ich ewentualny ślub. Dla niej było to na tyle mało prawdopodobne, że celowo oraz świadomie nakreśliła to w tak durny sposób. Nadający się do tandetnego romansidła przeznaczonego zapewne dla znudzonych swoim życiem kur domowych. Bo kto więcej miałby tracić na to czas?
Nie, ruda nie przyznałaby się do tego, że tego rodzaju książek ma w swoim mieszkaniu całkiem sporo. I że czasami zdarza jej się taką radosną twórczość czytać. Bo przecież nie trzyma tego tylko po to, żeby ewentualnie napalić w kominku. Oczywista sprawa?
- Psujesz całą zabawę. - zamiast odpowiadać na pytanie o to, czy mówiła poważnie, zareagowała na kolejne jego słowa. Prychnęła przy okazji. - No proszę, proszę. Wielki panicz Malfoy wie czym jest film. Byłeś Ty kiedyś w ogóle w kinie? - zapytała go, skupiając się w pierwszej kolejności na tej kwestii. Dopiero później na nazwisku, którego nie zamierzał zmienić. Nawet w jej wymyślonej historii musiał dyktować warunki. Dobre sobie. - Może wrócimy do ważniejszych kwestii, zanim będziesz stąd uciekał, przekonany o tym, że zamierzam zaciągnąć Ciebie przed ołtarz, przy okazji zmuszając do zmiany nazwiska?
Zasugerowała. Bo przecież po to tutaj przyszedł. Z tego powodu zajmował jej czas. Dokładnie ten czas, który mogła przeznaczyć na przeliczenie pieniążków w kasie. Na zajęciu się wszystkimi tymi bzdurami, którymi należało się zająć przed zamknięciem sklepu. Zwłaszcza, że była sama. I sama musiała to ogarnąć. Bez pomocy Terry'ego.
- Chcemy po prostu to wyciszyć, czy uważasz, że powinniśmy w jakiś sposób całość przyśpieszyć? - przypomniała mu, w jakiej sprawie musiał podjąć decyzje. Bo to jemu zdawało się bardziej zależeć. Bo to jemu głowę suszyli rodzice. Jego też pytali się o tę niezrozumiałą decyzje znajomi. Penny nie zdążyła przekonać się o tym, ile złego mogła takowa plotka wyrządzić. Do jak dużych szkód doprowadzić. I oby w najbliższym czasie to się nie zmieniło.