Póki nie miał innej stałej pracy w Londynie, bądź dokładniej mówiąc, musiał czekać na jakikolwiek werdykt w sprawie swojego składania dokumentów o pracę w Ministerstwie Magii, musiał czymś się zająć. Musiał być w jakimś ruchu. Kontynuowanie swojego przydziału w interesie rodzinnym było mu co prawda na rękę. Prowadzenie rozmów z klientami, sprzedawanie im towaru, spisywanie umów na miejscu i przekazywanie sprawy do realizacji bratu. Wziął to na siebie i mimo iż dzisiaj zajęło to dłużej, było co prawda opłacalne. Nic nie stracili, a nawet więcej zyskali.
- Nawet lepiej.Potwierdził co prawda skinieniem głowy ale też, że nie było większych komplikacji, ale też dodał w odpowiedzi, z lekkim uśmiechem, że dzięki temu coś więcej zyskali. Możliwość stałych umów kwartalnych z opłatą z góry. Pozostanie tylko spisać odpowiednie umowy. Do tego mogą przejść później. Mieli teraz ważniejszy problem do omówienia.
Te spotkania z klientami momentami bywały męczące i kończyło się na żmudnym piciu kawy czy herbaty. Dlatego mimo świadomości o prywatności gabinetu swojego brata, pozwolił się sam obsłużyć alkoholem. Potrzebował trochę czegoś mocniejszego. Richard znał swoje granice w tym domu, szanował cudzą prywatną. Wiedział co mógł, a czego nie. Poprawił też przepracowanego brata, odnośnie wspominanego terminu spotkania się ze Stanleyem. Zdecydowanie ten zaplanowany wyjazd, będzie im potrzebny. Szczególnie Robertowi.
- To dobrze.Niejako pochwalił brata, który poważnie podszedł do problemu swojego syna i nie zostawił go z tym samego. Nawet zwykła rozmowa czy obecność potrafi pomóc. Uspokoić. Zebrać myśli do dalszego działania. Podjąć odpowiednie decyzje i zapewnić bezpieczeństwo młodemu Borginowi.
Richard zaciągnął się papierosem, opierając o oparcie krzesła, obserwując brata. Pozwalając mu mówić, jakie ma z tym obawy, rozwiązania, co rozważał. Może coś już ze Stanleyem ustalili?
- W takim razie nie można czekać. Stanley nie chce wracać do Ministerstwa. Swoim nieprzemyślanym do końca odejściem mógł narobić szumu. Problemu bardziej sobie. Nie wiem jak to odbiorą. Albo już odebrali. Harper może go podejrzewać o to co zrobił, a czego nie zrobił.Tutaj Richard porozumiewawczo patrzył na brata, wiedząc, iż to chłopak dostarczył głowę. Wiedział o tym szczególe, który potwierdził mu bratanek.
- Ze względu na obecną sytuację, trzeba Stanleyowi, zapewnić bezpieczeństwo. Na tyle, ile to możliwe. Kobieta, która go przesłuchiwała, zdaje się że traci swój stabilny grunt. Nie panuje nad sytuacją. Podchodzi do tego… emocjonalnie? Tak wnioskuję po tym, co mi Stanley powiedział.
Wyraził swoje zdanie na ten temat. Jeżeli chcą być przed nimi, powinni już zacząć działać szybciej. Nie czekać w nieskończoność. Albo nie wiadomo na co innego. Aż kolejnego człowieka stracą w Ministerstwie? Stanley był ich najbardziej zaufaną wtyką w Biurze Aurorów. Teraz nie mają żadnej, przypominając sobie roszadę pracowników Brygady i Biura Aurorów, jaką mieli omawianą podczas tajnego zebrania. Zaciągnął się ponownie papierosem, wypuścił dym i wstał, aby podejść do biurka i strzepnąć popiół w popielniczce. Nie brał jej, skoro spoczywało tam niedopalone i przygaszone cygaro brata.