28.04.2024, 23:52 ✶
Wzruszył leniwie ramionami, gdy Isaac poprosił go o pozwolenie na zapalenie papierosa, po czym westchnął przeciągle, jakby bił się z myślami, czy powinien mu pozwolić na chwilę odpoczynku od śledztwa. Sebastian niezbyt entuzjastycznie podchodził do teorii, jakoby tytoń uspokajał ludzki umysł, jednak nie miał zamiaru też ograniczać dwóch towarzyszących mu mężczyzn. Skoro chcieli psuć sobie zdrowie i zatruwać otoczenie dymem, to był już tylko i wyłącznie ich wybór i to oni będą cierpieli konsekwencje z tego powodu.
— Ja nie — powiedział w końcu, po czym odsunął się na drugi koniec pokoju, co by nie stać w chmurze papierosowych wyziewów. — Ale ci na górze? — Spojrzał wymownie w zadaszenie chaty. — Matka i inni bogowie mogą nie być już tacy wspaniałomyślni. Ale... To przecież wasze życie, czyż nie?
Uśmiechnął się przewrotnie pod nosem, wsłuchując się w wywody Bagshota i Trelawneya.
— Moja teoria? Patriota-łowca czarnoksiężników, który chciał utrzymać teren i jego tajemnice w ryzach. Dopuszczam ewentualność, że chciał coś chronić przed zewnętrznymi wpływami — mruknął, nie podejmując żadnych prób zdyskredytowania swych znajomych po fachu. Przez Zimnych zdążył przyzwyczaić się do tego, że pierwsza wersja wydarzeń nie zawsze może się okazać tę trafną. Czemu teraz miałoby być inaczej? — Te trzy miejsca, o których wspomina w notatkach... Może to swego rodzaju posterunki?
Zmarszczył czoło, po czym sięgnął po różdżkę. Machnął nią kilka razy, a w powietrzu zawisł lśniący na zielono symbol triskelionu. Przy każdym z ''wierzchołków'' znalazł się małe rysunki reprezentujące wyspę, ruiny i katedrę.
— Przypomina nieco trójkąt, nie sądzicie? Wiąże ze sobą dużo koncepcji od cyklu życia - narodzin, śmierci i odrodzenia - przez scalenie domeny ziemi, wody i powietrza aż po triadę wymiarów ludzkiego życia, czyli połączenie pierwiastków fizycznych, psychicznych i duchowych — zaczął opowiadać z coraz większym zaangażowaniem. Machnął różdżką, a symbol przekształcił się w trójkąt równoboczny. — Trzy wierzchołki, trzy równe boki, minimum do osiągnięcia równowagi. Może te trzy miejsca, o których wspomina Owen, to jakieś punkty stabilizacyjne Athelwolda? Element jakiegoś rytuału?
— Ja nie — powiedział w końcu, po czym odsunął się na drugi koniec pokoju, co by nie stać w chmurze papierosowych wyziewów. — Ale ci na górze? — Spojrzał wymownie w zadaszenie chaty. — Matka i inni bogowie mogą nie być już tacy wspaniałomyślni. Ale... To przecież wasze życie, czyż nie?
Uśmiechnął się przewrotnie pod nosem, wsłuchując się w wywody Bagshota i Trelawneya.
— Moja teoria? Patriota-łowca czarnoksiężników, który chciał utrzymać teren i jego tajemnice w ryzach. Dopuszczam ewentualność, że chciał coś chronić przed zewnętrznymi wpływami — mruknął, nie podejmując żadnych prób zdyskredytowania swych znajomych po fachu. Przez Zimnych zdążył przyzwyczaić się do tego, że pierwsza wersja wydarzeń nie zawsze może się okazać tę trafną. Czemu teraz miałoby być inaczej? — Te trzy miejsca, o których wspomina w notatkach... Może to swego rodzaju posterunki?
Zmarszczył czoło, po czym sięgnął po różdżkę. Machnął nią kilka razy, a w powietrzu zawisł lśniący na zielono symbol triskelionu. Przy każdym z ''wierzchołków'' znalazł się małe rysunki reprezentujące wyspę, ruiny i katedrę.
— Przypomina nieco trójkąt, nie sądzicie? Wiąże ze sobą dużo koncepcji od cyklu życia - narodzin, śmierci i odrodzenia - przez scalenie domeny ziemi, wody i powietrza aż po triadę wymiarów ludzkiego życia, czyli połączenie pierwiastków fizycznych, psychicznych i duchowych — zaczął opowiadać z coraz większym zaangażowaniem. Machnął różdżką, a symbol przekształcił się w trójkąt równoboczny. — Trzy wierzchołki, trzy równe boki, minimum do osiągnięcia równowagi. Może te trzy miejsca, o których wspomina Owen, to jakieś punkty stabilizacyjne Athelwolda? Element jakiegoś rytuału?