29.04.2024, 02:00 ✶
Wydął w niezadowoleniu dolną wargę, gdy Shafiq przerwał ich kolejne zbliżenie. I tylko po to, aby pogrozić mu palcem! Uniósł teatralnie oczy ku niebu, jakby nie miał pojęcia, co takiego złego zrobił. Zaczynał przypominać nauczyciela karcącego swego podopiecznego i była to wizja, która... Wydała mu się teraz nadzwyczaj adekwatna. Starsi i bardziej doświadczeni przywykali do stawiania warunków i ustawiania całego świata pod siebie, ale to młodzi testowali granice. Taki już był ślad. I chociaż Erik nie wykazywał się zbyt często buntowniczymi pobudkami, tak teraz chciał zagrać swemu towarzyszowi na nosie.
— Bo co? — rzucił buńczucznie, zbliżając usta do palca starszego czarodzieja na tyle, aby poczuł na skórze każdy wydech ciepłego powietrza spomiędzy jego warg. — Zarzucisz mnie stertą swojej dokumentacji? Złożysz skargę? Aresztujesz mnie? Zakujesz w kajdanki? — Jego oczy zabłysły przy ostatniej propozycji, a głos stał się bardziej ożywiony. Ułożył usta w literę ''o'' i dmuchnął na palec Anthony'ego. — A śnieżyca nie byłaby taka zła. Od tego się nie umiera. Zwłaszcza, jak ktoś wie, jak się odpowiednio ogrzać. Poza tym...
Nie zdołał dokończyć, bo wtedy w jednej z alejek prowadzących na deptak wydobywała się salwa głośnego śmiechu. Męskiego? Kobiecego? Erik nie był pewien, jednak jeden z nich wybrzmiał ostrzej. Wyżej. Ciął w uszy, zamiast jedynie je pogłaskać. Intruzi, pomyślał z niezadowoleniem, że ktoś postanowił pójść w ich ślady. Nie minęło aż tyle czasu. Opera na pewno dalej trwała, a jednak ktoś się z niej zerwał i kierował się w ich stronę. A niby to było takie kameralna, cholera jasna, miejsce.
— Uważaj, bo wezmę to sobie do serca na resztę nocy — zagroził, a nim się zorientował, Anthony przeniósł ich z powrotem do hotelu czarodziejów.
Już tradycją przy tego typu podróżach było to, że żołądek Erika samoistnie zawiązał się w supeł i zakręciło mu się w głowie, gdy wylądowali na kręgu teleportacyjnym, jaki został skryty w lobby w formie mozaiki przedstawiającej rybi staw. Erik nie oponował, gdy Shafiq puścił jego rękę i ruszył do lady, za którą czekała recepjonistka. Skonfundowany nagłą zmianą miejsca, zamrugał parokrotnie i ostrożnie zszedł z kręgu. Zamiast jednak dołączyć do Shafiqa, skierował się w stronę korytarza, który prowadził do ich pokoju. Nawet nie słuchał tego, co mówił Anthony. I tak by nie zrozumiał.
— Gdzie ci się tak... — zaczął rozbawiony, jednak zaraz urwał, gdy Shafiq znowu zaczął wymachiwać mu palcem przed nosem. Parsknął cicho, kręcąc jednocześnie głową. — Naprawdę?
I jeszcze to spojrzenie. Korciło go, aby sprawdzić, jak daleko jest w stanie go popchnąć. Chciał chwycić go w pasie i docisnąć do losowych drzwi. Chciał go klepnąć w ramię, złapać za rękę. Nie zrobił tego jednak. Płomień potrafił ogrzać, ale był także w stanie kogoś poparzyć. A tej nocy Erik nie chciał się sparzyć, jeśli mógł tego uniknąć. Za to nie miałby nic przeciwko temu, aby pławić się w przyjemnym cieple, pozwalając sobie na chwilę zapomnienia i odseparowania od świata na zewnątrz.
— Coś ci nie idzie — skomentował cicho, opierając się ramieniem o ścianę, gdy Anthony walczył z zaklętym zamkiem.
A potem z nim wygrał i praktycznie wciągnął go środka. Erik wciągnął gwałtownie powietrze, gdy został popchnięty na drzwi, które domknęły się pod wpływem jego ciężaru. Jedną dłoń oparł na szyi mężczyzny, gładząc palcami jego szczękę, a drugą wplótł we włosy Anthony'ego, zmuszając go do przeciągania pocałunków mimo utraty tchu. Przeszył go dreszcz, gdy nagle zgubił zarówno sweter i koszulę. Przywarł plecami do drzwi, unosząc czoło w górę, eksponując tym samym swoją szyję. Skoro Shafiq zatapiał się w ciało Longbottoma, to młodszy czarodziej pozwalał na to, aby to kolejne ruchy Anthony'ego formowały jego kształt.
Gdy dyplomata nieoczekiwanie się odezwał, Erik chwycił go zdecydowanie w pasie i szarpnął, sprawiając, że zamienili się miejscami. Naparł na przyszpilonego do drzwi Anthony'ego, chcąc jak najbardziej utrudnić mu ewentualne ruchy, co by przypadkiem znowu nie doprowadził do zamiany miejscami. Oparł delikatnie dłoń na jego gardle, po czym pocałował starszego czarodzieja jeden raz, a potem drugi... Gdy poczuł pod palcami, że Anthony przełyka ślinę, zjechał ustami niżej; najpierw na szczękę, a potem na szyję, drażniąc delikatną skórę dyplomaty, decydując się w pewnym momencie na lekkie szarpnięcie jej zębami.
— Bo co? — rzucił buńczucznie, zbliżając usta do palca starszego czarodzieja na tyle, aby poczuł na skórze każdy wydech ciepłego powietrza spomiędzy jego warg. — Zarzucisz mnie stertą swojej dokumentacji? Złożysz skargę? Aresztujesz mnie? Zakujesz w kajdanki? — Jego oczy zabłysły przy ostatniej propozycji, a głos stał się bardziej ożywiony. Ułożył usta w literę ''o'' i dmuchnął na palec Anthony'ego. — A śnieżyca nie byłaby taka zła. Od tego się nie umiera. Zwłaszcza, jak ktoś wie, jak się odpowiednio ogrzać. Poza tym...
Nie zdołał dokończyć, bo wtedy w jednej z alejek prowadzących na deptak wydobywała się salwa głośnego śmiechu. Męskiego? Kobiecego? Erik nie był pewien, jednak jeden z nich wybrzmiał ostrzej. Wyżej. Ciął w uszy, zamiast jedynie je pogłaskać. Intruzi, pomyślał z niezadowoleniem, że ktoś postanowił pójść w ich ślady. Nie minęło aż tyle czasu. Opera na pewno dalej trwała, a jednak ktoś się z niej zerwał i kierował się w ich stronę. A niby to było takie kameralna, cholera jasna, miejsce.
— Uważaj, bo wezmę to sobie do serca na resztę nocy — zagroził, a nim się zorientował, Anthony przeniósł ich z powrotem do hotelu czarodziejów.
Już tradycją przy tego typu podróżach było to, że żołądek Erika samoistnie zawiązał się w supeł i zakręciło mu się w głowie, gdy wylądowali na kręgu teleportacyjnym, jaki został skryty w lobby w formie mozaiki przedstawiającej rybi staw. Erik nie oponował, gdy Shafiq puścił jego rękę i ruszył do lady, za którą czekała recepjonistka. Skonfundowany nagłą zmianą miejsca, zamrugał parokrotnie i ostrożnie zszedł z kręgu. Zamiast jednak dołączyć do Shafiqa, skierował się w stronę korytarza, który prowadził do ich pokoju. Nawet nie słuchał tego, co mówił Anthony. I tak by nie zrozumiał.
— Gdzie ci się tak... — zaczął rozbawiony, jednak zaraz urwał, gdy Shafiq znowu zaczął wymachiwać mu palcem przed nosem. Parsknął cicho, kręcąc jednocześnie głową. — Naprawdę?
I jeszcze to spojrzenie. Korciło go, aby sprawdzić, jak daleko jest w stanie go popchnąć. Chciał chwycić go w pasie i docisnąć do losowych drzwi. Chciał go klepnąć w ramię, złapać za rękę. Nie zrobił tego jednak. Płomień potrafił ogrzać, ale był także w stanie kogoś poparzyć. A tej nocy Erik nie chciał się sparzyć, jeśli mógł tego uniknąć. Za to nie miałby nic przeciwko temu, aby pławić się w przyjemnym cieple, pozwalając sobie na chwilę zapomnienia i odseparowania od świata na zewnątrz.
— Coś ci nie idzie — skomentował cicho, opierając się ramieniem o ścianę, gdy Anthony walczył z zaklętym zamkiem.
A potem z nim wygrał i praktycznie wciągnął go środka. Erik wciągnął gwałtownie powietrze, gdy został popchnięty na drzwi, które domknęły się pod wpływem jego ciężaru. Jedną dłoń oparł na szyi mężczyzny, gładząc palcami jego szczękę, a drugą wplótł we włosy Anthony'ego, zmuszając go do przeciągania pocałunków mimo utraty tchu. Przeszył go dreszcz, gdy nagle zgubił zarówno sweter i koszulę. Przywarł plecami do drzwi, unosząc czoło w górę, eksponując tym samym swoją szyję. Skoro Shafiq zatapiał się w ciało Longbottoma, to młodszy czarodziej pozwalał na to, aby to kolejne ruchy Anthony'ego formowały jego kształt.
Gdy dyplomata nieoczekiwanie się odezwał, Erik chwycił go zdecydowanie w pasie i szarpnął, sprawiając, że zamienili się miejscami. Naparł na przyszpilonego do drzwi Anthony'ego, chcąc jak najbardziej utrudnić mu ewentualne ruchy, co by przypadkiem znowu nie doprowadził do zamiany miejscami. Oparł delikatnie dłoń na jego gardle, po czym pocałował starszego czarodzieja jeden raz, a potem drugi... Gdy poczuł pod palcami, że Anthony przełyka ślinę, zjechał ustami niżej; najpierw na szczękę, a potem na szyję, drażniąc delikatną skórę dyplomaty, decydując się w pewnym momencie na lekkie szarpnięcie jej zębami.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞