- Powiedzmy, że rozumiem, a przynajmniej próbuję zrozumieć, jak to działa. - Nie było to dla niej wcale takie łatwe, bo nie znała nikogo z podobną klątwą, znaczy kojarzyła, że znajoma Brenny ma podobny problem, ale to by było na tyle. Nigdy się w to nie zagłębiała, nie musiała. Teraz jednak zaczęła się zastanawiać, czy ta klątwa nie może być dziedziczna, bo czy wtedy mogłaby się objawić i u Mabel? - Ile miałeś lat, jak to się zaczęło? - Zapytała zupełnie niewinnie, niby z czystej ciekawości, żeby chociaż trochę uspokoić te myśli, które zaczęły krążyć w jej głowie. Będzie musiała podpytać o tę klątwę, dowiedzieć się jak najwięcej. Na pewno pomoże jej to też z oswajaniem Samuela.
Widziała jego zmieszanie, kiedy zaczęła mówić. Nie chciała jednak ukrywać przed nim tego, co czuje do swojego przyjaciela, bo przecież mieli być ze sobą szczerzy. Mówiła więc to, co czuła, to, jak ona to wszystko widziała, w jej sercu było naprawdę dużo miejsca i miłości, którą gotowa była dać różnym osobom. Oczywiście te miłości były naprawdę różne, cała paleta barw, bo przecież całym sercem kochała też Mabel, którą stawiała ponad wszystkimi i wydawało jej się, że z tą miłością rodzicielską żadna inna nie może się równać, że była najpotężniejsza. Trudno jednak było to porównywać.
Miała nadzieję, że zrozumiał o co jej chodzi, wydawało jej się, że całkiem rozsądnie mu to wytłumaczyła, że dostrzeże różnicę w tym, co czuła do każdego z nich. Miała do siebie żal, że nie zauważyła wcześniej, że może być zazdrosny o Erika, nie było to dla niej oczywiste, a może powinno być? Szczególnie, kiedy ktoś obserwował ich raczej z daleka.
Później pojawiło się zaskoczenie, namalowało na jego twarzy. Padło też kolejne pytanie. Odetchnęła głęboko, kiedy je usłyszała. Przy Samie wszystko wydawało się być dużo bardziej skomplikowane, musiała mówić wprost, zauważyła to już wcześniej, a czasem nie potrafiła tego robić, czasem wolała unikać konkretów, bo bała się po prostu, że zostanie zraniona, jeśli tak szybko będzie się przyznawać do tego co czuje. Musiała chyba jednak do tego przywyknąć. - Mam na myśli to, że kocham i jego i ciebie, tylko w inny sposób. - To było chyba to, o co ją pytał, miała nadzieję, że odpowiedź którą mu dała była wystarczająca. Spoglądała przy tym na niego swoimi zielonymi oczami, nieco przestraszona, że może nie powinna się do tego przyznawać, ale trochę nie miała wyboru.