Z powagi sytuacji, Richard mógł zdawać sobie sprawę tylko z zewnątrz. Jako osoba współpracująca, wspierająca i pomagająca, nie należąca oficjalnie do śmierciożerców. Jak organizacja sama w sobie mogła działać? Opierał się tylko na informacjach, jakie były mu przedstawiane. A także widząc jak mocno odbiło się to na bracie. Że cudem uszedł z życiem, kończąc jedynie z klątwą na karku. Dlatego nie drążył już tego tematu, związanego ze Stanleyem. Oboje wiedzieli jak wygląda sytuacja. Jak bardzo się cały plan posypał. Jak bardzo Robert się tym przejmował w pierwszej kolejności niż sytuacją Borgina. Nawet jeżeli obaj mają dorosłych synów, nie każdy jest tak przygotowany na ryzyko wiążące się z dorosłością i odpowiedzialnością. Prawda, że każdy podejmuje sam decyzje i musi być świadom konsekwencji. Prawda też w tym, że emocje mogą zaprzepaścić wszystko.
Skoro Robert swoimi słowami chciał zapewnić, że wierzy w Stanleya, niech tak pozostanie. Richard nie odniósł się już do tych słów. Temat zszedł już na jego osobę. Bliźniak potwierdził, że to już najpewniej moment, aby zaryzykować z wejściem do paszczy lwa. Teraz Richard potrzebował zebrać myśli, aby przekalkulować całokształt obecnej sytuacji w Ministerstwie, z tego czego się dowiedział. A także wyczytał z Proroka Codziennego.
Rookwoodowie od razu odpadali. Mówili już o tym na tajnym zebraniu. Gdyby się dostał, mógłby także obserwować ich pracę, działania, zachowanie. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Doceniał to, że brat w niego wierzył bardziej, niż ojciec. Dawał mu szansę, a raczej chciał go w Brygadzie.
- Szkoda że ojciec nie potrafił tak na to spojrzeć.Pokręcił głową i zaciągnął papierosem, podchodząc do biurka, aby po chwili strzepnąć znów popiół do popielniczki. Usiadł na krześle.
Francisa nie obchodziło to, co potrafił Richard i jak bardzo mógłby się rozwinąć w swojej karierze w Brytyjskim Ministerstwie Magii na stanowisku Aurora. A może i dzisiaj sam byłby szefem Biura Aurorów? A nie jakaś Harper Moody?
- Już i tak zgodziłem się pomóc w tej sprawie. Dałeś mi wybór. Dokonałem go. Nie wycofam się.Uświadomił brata, że jego decyzja pozostaje niezmieniona. Ale też potrzebował sobie to poukładać w głowie. Jak zacząć działać. Od czego.
- Kiedy zająć się składaniem dokumentów? Czy to raczej pozostawiasz mi w wolnej decyzji?
Dopytał. Czy Robert miał na to wyznaczony dzień? Czy zależne to było od obowiązków Richarda? Zapewne będzie potrzebny im ktoś, kto przejmie jego sprawy związane z interesem rodzinnym, ale i tutaj młodszy z bliźniaków miał na to rozwiązanie. Niektóre problemy jednak potrafiły same się rozwiązać.
Upił łyk swojego alkoholu, usiadł wygodniej. Richard w podjęciu swoich decyzji był przygotowany na ryzyko i wiedział, jakie ono było. Wiele takich podejmował, czy to w Norwegii czy tutaj w Anglii. Miał już niejakie doświadczenie z trudnymi sytuacjami.