29.04.2024, 14:22 ✶
Chrisopher poruszył się gwałtownie, jakby ktoś do dźgnął rozżarzonym prętem, kiedy padło pytanie o Lunę Avery. Rosier niekiedy nie traktował kobiet ładnie, ale w tym przypadku prawdopodobnie nie tylko on uznałby tę konkretną dziewczynę za wariatkę. Samo jej wspomnienie wystarczyło, aby miał ochotę coś zniszczyć. A teraz dochodziły do tego dwie rzeczy - raz, że Moody o niej wiedziała (CATHERINE!!!), dwa, że sugerowała, że ta mogła mieć coś z tym wszystkim wspólnego, a on nie mógł tego tak całkiem wykluczyć...
Zacisnął palce na na najbliższym wieszaku, mocno, aż do bólu, powtarzając sobie, że nie może walnąć pięścią o ścianę. To źle wpłynęłoby na opinię Domu Mody - jasne, mógł być ekscentrykiem, od projektanta oczekiwano, że takim będzie, ale już nie furiatem. I przede wszystkim, nie mógłby rysować kolejnych projektów.
– To z pewnością nie była Luna. Ta kobieta nie ma tutaj wstępu – powiedział, po długiej chwili, kiedy był już pewien, że zdoła powstrzymać chęć niszczenia projektów i rzucania rzeczami. Nigdy nie wpuściłby tu Luny! Nigdy!!! – Ale właśnie ta sprzedawczyni jest jedną z dwóch osób zaledwie spoza rodziny, które wiedzą, jak tutaj wejść, były tu wczoraj i mogłyby ukraść ten klucz… A jakby się zastanowić… ma ambicje malarskie – ostatnie słowa niemal wycedził, tracąc na moment znów nad sobą panowanie. Może to mogło pchnąć ją do takich kroków? Luna coś jej obiecała?
Wdech – wydech.
Wdech – wydech.
Nie mógł po prostu iść kobiety udusić. Nie wypadało. A poza tym by się zmęczył, pogniótł sobie ubranie, może nawet pobrudził je krwią, gdyby coś poszło nie tak, jak trzeba.
– Zajmiemy się tym na własną rękę. Skradziony przedmiot został znaleziony, wyślę pochwałę do Brygady, zdecydujemy z ojcem, czy składać zawiadomienie przeciwko naszej pracownicy. Nie chcemy, by sprawa zrobiła się nazbyt głośna i będę wdzięczny za dyskrecję. Żadnych działań niezgodnych z prawem, oczywiście.
A przynajmniej nie takich, na jakich mogliby ich przyłapać.
Zacisnął palce na na najbliższym wieszaku, mocno, aż do bólu, powtarzając sobie, że nie może walnąć pięścią o ścianę. To źle wpłynęłoby na opinię Domu Mody - jasne, mógł być ekscentrykiem, od projektanta oczekiwano, że takim będzie, ale już nie furiatem. I przede wszystkim, nie mógłby rysować kolejnych projektów.
– To z pewnością nie była Luna. Ta kobieta nie ma tutaj wstępu – powiedział, po długiej chwili, kiedy był już pewien, że zdoła powstrzymać chęć niszczenia projektów i rzucania rzeczami. Nigdy nie wpuściłby tu Luny! Nigdy!!! – Ale właśnie ta sprzedawczyni jest jedną z dwóch osób zaledwie spoza rodziny, które wiedzą, jak tutaj wejść, były tu wczoraj i mogłyby ukraść ten klucz… A jakby się zastanowić… ma ambicje malarskie – ostatnie słowa niemal wycedził, tracąc na moment znów nad sobą panowanie. Może to mogło pchnąć ją do takich kroków? Luna coś jej obiecała?
Wdech – wydech.
Wdech – wydech.
Nie mógł po prostu iść kobiety udusić. Nie wypadało. A poza tym by się zmęczył, pogniótł sobie ubranie, może nawet pobrudził je krwią, gdyby coś poszło nie tak, jak trzeba.
– Zajmiemy się tym na własną rękę. Skradziony przedmiot został znaleziony, wyślę pochwałę do Brygady, zdecydujemy z ojcem, czy składać zawiadomienie przeciwko naszej pracownicy. Nie chcemy, by sprawa zrobiła się nazbyt głośna i będę wdzięczny za dyskrecję. Żadnych działań niezgodnych z prawem, oczywiście.
A przynajmniej nie takich, na jakich mogliby ich przyłapać.