29.04.2024, 17:40 ✶
Na skrzywienie się Atreusa tylko uniósł lekko kącik ust. Te grymasy twarzy mówiły więcej, niż tysiąc słów i chociaż doskonale wiedział, że zadał pytanie retoryczne, ciężko mu było się powstrzymać przed tym, by przerwać ten trel ptaków, które przeniosły się kilka drzew dalej. To nie tak, że nie lubił zwierząt latających, w końcu sam korzystał z sów, ale w takim miejscu jak to po prostu wydawały mu się nie na miejscu. Zupełnie tak, jakby nic tu się nie stało. A przecież stało się, co widzieli wyraźnie, gdy podeszli do drzew.
Nicholas zdążył zauważyć, że niewielka część drzew leżała na ziemi. Część była spiłowana, tak jakby mugole z pobliskiej wioski ich potrzebowali. W sumie to nic dziwnego, bo przecież musieli czymś palić w piecu, prawda? Ale kilka było jakby złamanych. Jakby potężna siła po prostu złamała je jak zapałkę. Były to jednak bardziej drzewka, niż drzewa - cieńsze od tych nadpalonych, które stały twardo, korzeniami w ziemi. Za mało na ewentualną barykadę, prędzej wypadek przy rzuceniu jakiegoś potężnego zaklęcia. Chyba.
Gdy Atreus wspomniał o różdżce, Lestrange tylko na nią zerknął. Potem przeniósł wzrok na Traversa i bez słowa wyciągnął swoją różdżkę, tak jak to zrobił auror. Nie trzeba było być tytanem intelektu, żeby połączyć dwa do dwóch - mieli tu na nich czekać, ale ich nie było. Były za to ślady walki, na dodatek na polu bitwy została bezpańska różdżka. Całość nie malowała się w jasnych barwach. Rodolphus ruszył za Atreusem w milczeniu, rozglądając się jeszcze raz, tak na wszelki wypadek. Ale wyglądało na to, że okolica była (już?) bezpieczna.
Im dalej szli, tym więcej szczegółów wychwytywali. Kolejne połamane gałęzie, kolejne wyrwane kłęby trawy. Nie było tu ścieżki, którą mogli swobodnie iść - przez pewien czas udawało im się iść bardziej brzegiem jeziora, ale kilkukrotnie musieli iść przez krzaki, które w ewidentny sposób były rozgarnięte. Tak, jakby ktoś się przez nie przedzierał, nie bacząc na nic: swój ubiór czy wygodę. Atreus nie był pewien, czy oboje aurorów potrafili używać fal, ale jeden na pewno. Chyba wysłali na to miejsce Jamesa, który na pewno posługiwał się tą umiejętnością. Warto było spróbować, zwłaszcza że udało im się wyjść z podstępnej natury na coś w rodzaju dzikiej plaży. Atreus niemal od razu dostrzegł skrawek ubrania, kolorystycznie i materiałem pasujący do munduru aurorów. Z kolei Nicholas zauważył kilka metrów dalej rozkopaną ziemię i odciski butów oraz gołych, zdeformowanych stóp i coś na kształt krzywej strzałki, która wskazywała w kierunku góry Conic Hill. Jeśli mieliby tam iść pieszo, straciliby pół dnia. Jeśli mieliby się teleportować, zajmie im to chwilę.
Mogliby też pewnie użyć łódki, którą widzieli w oddali, ale w zasadzie widzieli ją niewyraźnie, prawie na środku jeziora, na wpół zatopioną, z wystającym dziobem i zatopioną rufą.
Nicholas zdążył zauważyć, że niewielka część drzew leżała na ziemi. Część była spiłowana, tak jakby mugole z pobliskiej wioski ich potrzebowali. W sumie to nic dziwnego, bo przecież musieli czymś palić w piecu, prawda? Ale kilka było jakby złamanych. Jakby potężna siła po prostu złamała je jak zapałkę. Były to jednak bardziej drzewka, niż drzewa - cieńsze od tych nadpalonych, które stały twardo, korzeniami w ziemi. Za mało na ewentualną barykadę, prędzej wypadek przy rzuceniu jakiegoś potężnego zaklęcia. Chyba.
Gdy Atreus wspomniał o różdżce, Lestrange tylko na nią zerknął. Potem przeniósł wzrok na Traversa i bez słowa wyciągnął swoją różdżkę, tak jak to zrobił auror. Nie trzeba było być tytanem intelektu, żeby połączyć dwa do dwóch - mieli tu na nich czekać, ale ich nie było. Były za to ślady walki, na dodatek na polu bitwy została bezpańska różdżka. Całość nie malowała się w jasnych barwach. Rodolphus ruszył za Atreusem w milczeniu, rozglądając się jeszcze raz, tak na wszelki wypadek. Ale wyglądało na to, że okolica była (już?) bezpieczna.
Im dalej szli, tym więcej szczegółów wychwytywali. Kolejne połamane gałęzie, kolejne wyrwane kłęby trawy. Nie było tu ścieżki, którą mogli swobodnie iść - przez pewien czas udawało im się iść bardziej brzegiem jeziora, ale kilkukrotnie musieli iść przez krzaki, które w ewidentny sposób były rozgarnięte. Tak, jakby ktoś się przez nie przedzierał, nie bacząc na nic: swój ubiór czy wygodę. Atreus nie był pewien, czy oboje aurorów potrafili używać fal, ale jeden na pewno. Chyba wysłali na to miejsce Jamesa, który na pewno posługiwał się tą umiejętnością. Warto było spróbować, zwłaszcza że udało im się wyjść z podstępnej natury na coś w rodzaju dzikiej plaży. Atreus niemal od razu dostrzegł skrawek ubrania, kolorystycznie i materiałem pasujący do munduru aurorów. Z kolei Nicholas zauważył kilka metrów dalej rozkopaną ziemię i odciski butów oraz gołych, zdeformowanych stóp i coś na kształt krzywej strzałki, która wskazywała w kierunku góry Conic Hill. Jeśli mieliby tam iść pieszo, straciliby pół dnia. Jeśli mieliby się teleportować, zajmie im to chwilę.
Mogliby też pewnie użyć łódki, którą widzieli w oddali, ale w zasadzie widzieli ją niewyraźnie, prawie na środku jeziora, na wpół zatopioną, z wystającym dziobem i zatopioną rufą.