Przez myśl przeszło mu, że inni są na tyle zmęczeni dzisiejszym dniem, że raczej nie mają sił na reagowanie na takie dźwięki. Mogli ich też zwyczajnie nie usłyszeć. Prewett zwykle spał w takim miejscu dosyć lekko i czujnie. Nie był to jego dom, ani miejsce, które byłoby jeszcze bezpieczne. Nie istniała tu odpowiednia ochrona i zabezpieczenia.
Uniósł brwi na potok słów z jej ust związany z brakiem egzorcysty wśród mnichów tego Zakonu. Naprawdę bawiło go to, że był zakonnikiem, ten żart był chyba aktualnie jego ulubionym. Prewett – zakonnik, mnich. Śmieszne, nie?
– Masz dziwne priorytety Paskudo. Najpierw się upewnijmy, że to na pewno to – zapalił różdżkę i uśmiechnął się na jej słowa o profesorce. Nie był w stanie policzyć ile razy uciekał przed tą nauczycielką w Hogwarcie. Wspomnienia nie były wyraźne, raczej strzępkowe i ogólnikowe. Nie był w stanie sobie nawet przypomnieć rozmów z tamtych lat, ale pamiętał te ucieczki i dreszczyk adrenaliny, gdy chował się przed nią lub wkurzał się na Irytka.
Nie odpowiedział na jej pytanie, bo nie wiedział, co miał jej powiedzieć. Ten dom był dziwny, a historia jego jeszcze dziwniejsza. Sam z zapaloną różdżką ruszył w głąb biblioteki przesuwając co jakiś czas rozrzucone książki na boki. Spoglądał na stół, aby zobaczyć, czy nie ma na nim śladów palców. Liczył w duchu, że był tu jakiś włamywacz, bo z poltergeistem nie chciało mu się teraz bawić. Był niedaleko Brenny, gdy nagle w powietrze zerwało się sporo kurzu, zasłony poruszyły się, a Brenna próbując uciec przed regałem potknęła się. Od razu wyciągnął w jej kierunku swoje długie łapska i pociągnął ją od biurka, aby nie rozbiła sobie głowy.
AF, odciągnięcie Brenny
Sukces!
Sukces!