29.04.2024, 18:28 ✶
– Jedenaście – odpowiedział jej cicho, widząc w jej pytaniu nic więcej, ponad ciekawość i troskę. – To właśnie dlatego nie poszedłem do Hogwartu. – Jego mama powiedziała wtedy, że Knieja go uratowała przed tym losem, że las upomniał się o swoje dziecko. Dziś nie był już taki pewien, czy to była prawda, czy sama w to wierzyła, albo chciała wierzyć. Dziś nie był pewien wielu rzeczy, które mu mówiła i przez to czuł się jeszcze bardziej zagubiony. Dotąd nie było jak weryfikować tych przekonań, dotąd nie był poddany takiej ekspozycji na świat zewnętrzny, na społeczność. Powoli zbudowany latami mur kruszał w dobroci ludzi Doliny, w tym jak otwierali się na niego, a on na nich. Powoli...
Temat klątwy, nie był jednak tak ważny i bolesny, jak łagodna nić i początki nazywania przez nich uczuć. Jeszcze raz, jak uczniaki zobowiązane do poprawki opowiadania, które dostarczyły w pierwszym terminie. Wtedy buzowały hormony, nastoletnie pragnienia i lęki. Wtedy oboje myśleli wielkim kłamstwem, jakim było dosłowne traktowanie baśni. Ona, piękna dziewczyna, córka młynarza która pokochała przeklętego chłopca z lasu, odkrywała jego prawdziwe pochodzenie i stawała się księżniczką, poślubiając go przy kwietnym ołtarzu. I żyli długo i szczęśliwie, tylko że nie tym razem. Pierwszy pocałunek prawdziwej miłości nie przełamał klątwy, samo marzenie nie wystarczyło, żeby zbudować zdrowy i stabilny związek. I teraz, gdy siedzieli w tej kuchni, gdy padły te słowa... Były bolesne, o czym może Nora nie zdawała sobie sprawy, zestawiając go obok kogoś o którego tak mocno był zazdrosny. Kochała więc ich obu, ale Erik nie mógł jej dać tego co by potrzebowała. To było konfundujące. Co by było gdyby jednak mógł jej to dać. Czy wtedy w ogóle spojrzałaby w stronę Sama? Czy wysłałaby mu tęskny list, zatańczyłaby z nim, poszła nad jezioro? Co by było, gdyby Erik ją chciał tak mocno, jak Sam? Nie ukoiło to zazdrości, było gorzkie w słodyczy wyznania.
Kocham i jego i Ciebie tylko w inny sposób
– Czyli... jak mnie kochasz, nie rozumiem? O co chodzi z tym innym sposobem? Jeśli jego kochasz i jesteście przyjaciółmi, to ja też jestem... nie wiem, jestem Twoim przyjacielem? Czym to się różni od byciem chłopakiem? Wiesz mam, mam takiego hm... przyjaciela który podobnie jak Ty kocha bardzo wiele osób, ma serce pełne miłości i nie ma dla niego znaczenia wiele spraw ponad to, by świat był piękniejszym, przyjemniejszym miejscem. Jest artystą, podobnie jak Ty, chociaż on maluje obrazy. – Umilkł unikając nagle jej spojrzenia, myślami uciekając, wyobrażając sobie, że Nora podobnie jak Lysander tą miłością rozdziela wszystkich wkoło. I o ileż łatwiej mu było przyjmować to i okazywać zrozumienie, gdy rzecz miała się Motyla, o tyle zazdrość tym mocniej zacisnęła łapska na sercu, zmuszając go do kolejnego wyznania. – Ja chyba nie dałbym sobie rady, gdybyś... To dla mnie trudne. – sposępniał. – Nie chcę cię ograniczać, nie chcę... mówiłaś, że każdy może żyć jak chce, ale ja chyba nie chciałbym ja... ja nie chcę żeby ktoś inny Cię dotykał – przyznał niemal szeptem i ukrył znów twarz w dłoniach czując jak zupełnie się gubi w tym wszystkim, w tych wszystkich prawdach, które poznawał przez te kilka miesięcy, różnych prawdach, ludzkich prawdach, ale żadna z nich nie była jego.
Temat klątwy, nie był jednak tak ważny i bolesny, jak łagodna nić i początki nazywania przez nich uczuć. Jeszcze raz, jak uczniaki zobowiązane do poprawki opowiadania, które dostarczyły w pierwszym terminie. Wtedy buzowały hormony, nastoletnie pragnienia i lęki. Wtedy oboje myśleli wielkim kłamstwem, jakim było dosłowne traktowanie baśni. Ona, piękna dziewczyna, córka młynarza która pokochała przeklętego chłopca z lasu, odkrywała jego prawdziwe pochodzenie i stawała się księżniczką, poślubiając go przy kwietnym ołtarzu. I żyli długo i szczęśliwie, tylko że nie tym razem. Pierwszy pocałunek prawdziwej miłości nie przełamał klątwy, samo marzenie nie wystarczyło, żeby zbudować zdrowy i stabilny związek. I teraz, gdy siedzieli w tej kuchni, gdy padły te słowa... Były bolesne, o czym może Nora nie zdawała sobie sprawy, zestawiając go obok kogoś o którego tak mocno był zazdrosny. Kochała więc ich obu, ale Erik nie mógł jej dać tego co by potrzebowała. To było konfundujące. Co by było gdyby jednak mógł jej to dać. Czy wtedy w ogóle spojrzałaby w stronę Sama? Czy wysłałaby mu tęskny list, zatańczyłaby z nim, poszła nad jezioro? Co by było, gdyby Erik ją chciał tak mocno, jak Sam? Nie ukoiło to zazdrości, było gorzkie w słodyczy wyznania.
Kocham i jego i Ciebie tylko w inny sposób
– Czyli... jak mnie kochasz, nie rozumiem? O co chodzi z tym innym sposobem? Jeśli jego kochasz i jesteście przyjaciółmi, to ja też jestem... nie wiem, jestem Twoim przyjacielem? Czym to się różni od byciem chłopakiem? Wiesz mam, mam takiego hm... przyjaciela który podobnie jak Ty kocha bardzo wiele osób, ma serce pełne miłości i nie ma dla niego znaczenia wiele spraw ponad to, by świat był piękniejszym, przyjemniejszym miejscem. Jest artystą, podobnie jak Ty, chociaż on maluje obrazy. – Umilkł unikając nagle jej spojrzenia, myślami uciekając, wyobrażając sobie, że Nora podobnie jak Lysander tą miłością rozdziela wszystkich wkoło. I o ileż łatwiej mu było przyjmować to i okazywać zrozumienie, gdy rzecz miała się Motyla, o tyle zazdrość tym mocniej zacisnęła łapska na sercu, zmuszając go do kolejnego wyznania. – Ja chyba nie dałbym sobie rady, gdybyś... To dla mnie trudne. – sposępniał. – Nie chcę cię ograniczać, nie chcę... mówiłaś, że każdy może żyć jak chce, ale ja chyba nie chciałbym ja... ja nie chcę żeby ktoś inny Cię dotykał – przyznał niemal szeptem i ukrył znów twarz w dłoniach czując jak zupełnie się gubi w tym wszystkim, w tych wszystkich prawdach, które poznawał przez te kilka miesięcy, różnych prawdach, ludzkich prawdach, ale żadna z nich nie była jego.